o książkach i nie tylko

Naczelne [Kongo – Michael Crichton]

Crichtona powinno kojarzyć w miarę większość popkulturowych znawców. To przecież on napisał książkę o Parku Jurajskim na podstawie której Spielberg zrobił kasowy film. A nawet chyba trzy. Ja książek tego autora do tej pory nie znałem. No i chyba mogę żałować. Po Kongo bo się nadarzyła okazja, a do tego ostatnio na Wielkim Buku poczytałem, że warto i rzeczywiście. Warto. Pięć liter, które trzeba będzie uzasadnić.

W czasach, gdy autor pisał książkę Afryka była jeszcze bardziej nieznanym kontynentem. I dzikim. Teraz już takich miejsc na świecie nie ma. No może gdzieś w puszczy amazońskiej spotkalibyśmy podobne środowisko, ale czy już tak nieznane? Śmiem wątpić. Komputery wtedy też dopiero były w fazie początkowej jeśli chodzi o powszechny użytek. Nie przeszkodziło to autorowi w stworzeniu świetnego thrillera, czy też jak nie którzy określają jego książki techno-thrillera (bumc! bumc! bumc!). Crichton popisuje się w książce wszystko stara się mieć dopracowane w każdym szczególe. Technika może jest przestarzała trochę, ale historia opowiedziana w miarę aktualna.

Na czarnym lądzie pewna organizacja poszukuje diamentów. Błękitnych diamentów. Celem wyprawy jest pewne miasto w puszczy Zinj. Sprawy się komplikują, gdy coś niedobrego się dzieje z członkami wyprawy, co widać podczas transmitowanego do USA przekazu satelitarnego i nie wiadomo czy ktoś przeżył. Co się stało? Panowie z Houston decydują się wysłać drugą ekipę. Na czele wyprawy staje niezwykle inteligentna kobita, Karen Ross. W wieku ośmiu lat już rozwiązywała zadania z algebry (o zgrozo, pewnie logarytmy też już liczyła!). W każdym razie w rozwinęła się bardzo i mimo pewnych wad postanowiono wysłać ją w serce Afryki. Razem z nią lecą też Peter Elliot ze swoja gorylicą Amy. Amy umie się porozumiewać z otoczeniem za pomocą języka migowego. Amy dobry goryl, Amy rozumieć, Amy rozmawiać 🙂 Zwierzę jak najbardziej w dżungli okaże się przydatna.

Książka okazała się bardzo ciekawą lekturą. Dżungla Kongo jest częścią Republiki Demokratycznej Kongo. Jednak do 1997 roku Państwo to nazywało się Zair i ja jestem przyzwyczajony do tej nazwy. Pamiętam jak się uczyłem o Afryce i jeździłem na różne konkursy geograficzne to wtedy posługiwaliśmy się tą nazwą. Ogólnie książka powodowała u mnie taki odruch, że sprawdzałem dużo faktów i położeń terenu, szukałem gdzie co się działo i zawiedziony byłem że Zinj nigdy nie istniało hehe Dobrze, że Afryka okazała się prawdziwa 🙂 Crichton mimo to kreśli jak najbardziej sprawdzoną przyszłość w której czasem człowiek uzbrojony w najnowsze wynalazki techniczne nie będzie mógł się oprzeć i walczyć z sekretami natury. Natury którą tutaj czuć na każdym kroku.

Lektura Kongo jak najbardziej zachęci mnie w przyszłości do sięgnięcia po inne pozycje tego autora.

Wydawnictwo Amber
Kongo Michael Crichton
s. 320, 2001 rok wydania (org. 1980 rok)
Ocena: 4.5/5
O książce na goodreads
Advertisements

4 komentarze

  1. 😀 Ale się cieszę, że „Kongo” przypadło Ci do gustu 😀 Co do technologii, to ja zawsze patrzę na powieści Crichtona z perspektywy osoby z czasów, gdy dana książka powstała i wtedy dopiero widać, że Crichton wykorzystywał nieznane nikomu wtedy jeszcze nowinki technologiczne, „najnowsze i najnowocześniejsze” systemy komputerowe itp. Zawsze mnie cieszy, że miał takiego czuja i taką wyobraźnię 🙂 A Zinj to autentycznie wymarzona lokacja dla niedoszłego archeologa (od dziecka marzyłam o byciu Indianą Jonesem) i aż chciałoby się uwierzyć, że istniało naprawdę.

    Marzec 31, 2014 o 10:23 am

    • dokładnie.. z tą technologią to jest tak jak też u Asimova, którego czytałem. on pisał coś jeszcze 30 lat przed Crichtonem, a różne rzeczy związane z technologią nie rażą aż za bardzo.. ale to tak to jest jak się czyta książki sprzed x-lat.. trzeba brać poprawkę na to.. ale ogólnie najlepszy dla mnie był ten klimat dżungli.. czuło się duszność dżungli hehe i też dobry był pomysł na te broniące stada, które przekazywały z pokolenia na pokolenie swoją ‚wiedzę’.. no.. hmm może Park Jurajski przeczytam.. zobaczę czy klimat będzie też dobry 🙂

      Marzec 31, 2014 o 10:32 am

      • Eksploracja dżungli, nowoczesna ekspedycja, która ginie w duszącej zieleni i zaginiona cywilizacja + elementy polityczne- to jest to co mnie zachwyciło totalnie. „Jurassic Park” równie prześwietny – jest więcej ciekawych elementów i wątków niż w filmie i więcej zabawy genetyką. Niedługo będę sama sobie go odświeżać, bo to prześwietny kawał buka 🙂

        Marzec 31, 2014 o 10:40 am

      • hehe no tak.. a książki Crichtona mają tę zaletę, że są w prawie każdej bibliotece 🙂

        Marzec 31, 2014 o 10:45 am

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s