o książkach i nie tylko

2013

Wesołych!

To już czas, to już prawie, tak więc…

Wszystkim odwiedzającym i zabłąkanym w internecie życzę
Zdrowych i błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia,
Obyście ten czas spędzili owocnie w gronie rodzinnym,
nie zapominając o książkach.

Życzy autor.


Anioły [Angelfall – Susan Ee]

Jakoś tak wczoraj miałem większą chwilę wolną i wykorzystałem ją na przeczytanie książki zacnej i ogólnie dość dobrze napisanej.

O czym to?

O Aniołach. O ludziach. Takie post-apokaliptyczny światek w którym anielskie stworzenia atakują. Ludzie się bronią i do końca nie wiadomo o co chodzi. Poza tym, że jakoś trzeba przeżyć. Poza tym, że skrzydlaci też między sobą walczą. Poza tym, że trzeba przeżyć. Poza tym, że jest źle. Poza tym, z aniołami chyba nie powinno być źle? Poza tym, chyba za dużo poza tym.

Główną bohaterką jest Penryn. Wiek 17 lat. Wraz z siostrą Paige i trochę nawiedzoną matką przemieszczają się w poszukiwaniu lepszego. Po drodze są świadkami walki aniołów podczas której jednemu odcinają skrzydła i zostawiają na pastwę dość dzikich ludzi. Tu należy wspomnieć, że część terenów jest opanowana przez gangi, a trofea w postaci anielskich członków (głównie skrzydeł) są cenne na obecnym rynku. Dla naszej bohaterki walka ma o tyle znaczenie, że anioły które okaleczyły ‚swojego’ porywają Paige (zapomniałem wspomnieć, że jest sparaliżowana od pasa w dół). W głowie nastolatki rodzi się szybko pomysł, aby się dowiedzieć gdzie jej siostra się podziała, a tu pomocny byłby anioł-inwalida w końcu będzie widział jakie plany mieli tamci.

Historia wydaje się dość podobna do tych znanych z Niezgodnej czy Igrzysk śmierci. Podobna to znaczy ma trochę cech wspólnych. I tym którym podobała się jedna i druga seria myślę, że tutaj też przypadnie do gustu. Z tą różnicą, że tu jest więcej brutalnych momentów (przynajmniej takie mam wrażenie). Penryn pomaga Raffe (tak ma na imię uratowany anioł), do tego ma dylematy jak wszystko się potoczy, bo w końcu on jest jednym z ‚nich’. Jeśli porównać do Niezgodnej i Igrzysk to ta tam w miarę tych silnych superbohaterów mieliśmy te główne bohaterki Susan Ee przerzuciła tu całą moc na anioła co jest takie bardziej chyba wiarygodne, o ile anioły są wiarogodne, bo za bardzo modlić się do niego główna bohaterka nie będzie. No więc Penryn jest w miarę zwykłą dziewczyna, która za cel ma uratowanie swojej siostry i nie ma jakichś niewiarygodnych zdolności jest po prostu zdeterminowana.

Akcja jest bardzo dynamiczna, to trzeba przyznać. W miarę czytania mamy nadzieję poznać co skłoniło anioły do ataku na ludzi i trzeba przyznać, że autorka coś tam odkrywa, ale nie do końca, na pewno zachęca do sięgnięcia po kontynuację. Autorka świetnie miesza ze sobą jakiś religijny czy mityczny obraz anioła ze swego rodzaju ludzkimi wpływami jak polityka czy kultura. Widać, że świat ten rozwija się swoim tempem.

Książkę odebrałem bardzo pozytywnie. Może to dlatego, że zacząłem ją czytać po dwóch piwach, więc w kolejnych podejściach było miło. 🙂 Oczywiście obawy moje co do tej książki były takie, że będzie to jakiś paranormal-romance i tu coś było w tym temacie, ale napięcie między bohaterami autorka umiejętnie tonuje, bo związek anioła z ludzką istotą jest zabroniony.

Podsumowując książkę warto przeczytać. Jest to świetny debiut. Prawa do ekranizacji już ktoś tam kupił. Mi bardzo pasowałoby zrobili to ludzie od Walkiang Dead, ale z tego co czytałem to reżyserem ma być gość od Spider-Mana, więc czekamy na megahit na polsacie hehe

Wydawnictwo Filia
Angelfall Susan Ee
s. 316, 2013 rok wydania
Ocena: 5/5

Szukać? Nie szukać? [Gdzie jesteś Amando? – Dennis Lehane]

Prawie każdy kto jest rodzicem, gdy widzi dziecko któremu dzieje się krzywda, to coś go rusza. Ja też tak mam. Gdzie jesteś Amando Dennisa Lehane może poruszyć, a to dlatego, że głównym motywem są poszukiwania Amandy, która została porwana z domu jej matki Helene. Samo porwanie nie rusza, ale Lehane stworzył coś wyjątkowego. Świetnie pokazał i dał odczuć relacje matki Helene z Amandą. Takie relacje, że po prostu szkoda dziecka.

Amanda McCready ma 4 lata. Gnie jakiś czas temu. Media rozdmuchują sprawę. Policja z Bostonu jest bezradna. Szukają szukają i nic z tego nie wynika. Brat Helene prosi Patricka Kenzie i Angie Gennaro o wzięcie spraw swoje ręce. Mimo niechęci, bo co można jeszcze zrobić i przede wszystkim szkoda kasy, duet bierze się do roboty. W międzyczasie ginie kolejne dziecko, a na światło dzienne wychodzą ciekawe powiązania Helene ze światkiem narkotykowym.

Odnoszę wrażenie, że duże zmiany dzieją się z Angie. Z jednej strony bardzo chce pomóc w znalezieniu Amandy z drugiej koniec końców tak trochę nie wie czy ratować dziecko, czy nie, Patrick jest człowiekiem prawym i woli robić wszystko zgodnie z literą prawa. Trudno wyrazić to bez spoilerowania. W każdym razie decyzje podjęte przez detektywów będą miały duży wpływ na ich relacje, choć o konsekwencjach pewnie trzeba będzie przeczytać w kolejnej części.

Czytają książkę, trudno wyobrazić sobie, że rzeczy napisane w niej są prawdziwe i warto wierzyć, że opisane rzeczy z dzieciakami dzieją się tylko w książkach i filmach, a rzeczywistość jest inna. Chyba bardziej wrażenie mogą robić tutaj emocje niż intryga kryminalna, która jest do przewidzenia w miarę czytania. Polecam. Na koniec cycat 🙂

Cisza zmarłych mówi: do widzenia. Cisza zaginionego dziecka mówi: znajdź mnie.

Inne książki Lehane na moim blogu:
Kenzie & Gennaro #1 – Wypijmy nim stanie się wojna
Kenzie & Gennaro #2 – Ciemności weź mnie za rękę
Wyspa tajemnic
Kenzie & Gennaro #3 – Pułapka zza grobu

Książka przeczytana w ramach WYZWANIA KRYMINALNEGO

Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Gdzie jesteś Amando? Dennis Lehane
s. 544, 2012 rok wydania
Ocena: 5/5

Święteczne

Jako, że jednak Święta już prawie są. To tak przydałoby się jakieś życzenia.

Ogólnie mam nadzieje, że będzie dla Was to czas dobrze spędzony. Odpoczniecie w gronie rodzinnym. Niektórzy z Was może poznają najdalszą rodzinę w myśl słów Tuwima Aby się poznać z najdalszą rodziną, wystarczy się wzbogacić…. Hehe. No i obyście, znaleźli czas by przeczytać cokolwiek z długiej listy pozycji oczekujących. Choć u mnie jak mam wolne to trudniej znaleźć chwile na czytanie.

Tak więc.
Wesołych. Błogosławionych Świąt.
Życzy autor 🙂


Rok z Kindle – takie tam uwagi

Jakiś miesiąc zbierałem się do napisania paru uwag o użytkowaniu czytnika przez ostatni rok.

Byłem sceptycznie nastawiony do czytników, ale Kindle stało się podstawowym nośnikiem do czytania. W całym roku 2014 na 52 książki aż 43 czytałem w wersji elektronicznej. To szaleńcze niecałe 83%! Jednak promocje w księgarniach elektronicznych robią swoje. Gdyby jeszcze VAT na ebooki obniżyć z 23% do VAT-u równemu temu obowiązującemu na książki fizyczne, byłoby pewnie lepiej.

Co mi się nie podoba?

Hmm ogólnie widzę podejście w formatach. Kindle akceptuje pliki z rozszerzeniem mobi/azw3. Jednak sklepy nie radzą sobie dobrze jeszcze z konwersją. Pliki mobi często różnią się znacznie od tych epub. I ja jak kupię sobie książkę epub/mobi to przelecę (przekompiluje) w Kindle Previewer i mam w miarę to samo. W czym problem? Ano epub zawiera często style i czcionki które starsza wersja mobi nie akceptuje. Ja miałem problem kiedyś po kupieniu Dodger’a Terry Pratchetta. Po wgraniu pliku mobi (ze stylami czyli KF8) na czytnik ucinało część akapitów. Dziwna sprawa. W pliku wszystko było, a jednak plik mobi oryginalny jak i ten utworzony z epub po wrzuceniu na czytnik był błędny. Dopiero po interwencji wrzucona wersję prawidłową mobi ale już bez stylów.

Dlaczego czepiam się tych stylów? Ano bo nie wiem jak dla Was ale dla mnie formatowanie ma duże znaczenie przy czytaniu. Człowiek jakiś czas spędza przy książce. Mnie osobiście irytuje jeśli gdzieś łamanie wierszy jest zwalone czy inne rzeczy.

No i przy przerzucaniu z epub jest pare problemów.

Pierwszy to czcionki. Książka ma często wbudowaną czcionkę. Jednak Amazon jest na tyle oryginalny, że oprócz swojego formatu w książkach obsługuje wbudowane czcionki, ale tylko jeśli są one w formacie ttf. Jak się pewnie domyślacie część książek ma czcionki otf i jest dupa. Wtedy czcionka jest już brana z czytnika. Wiem wiem, pewnie znajdą się tacy którzy będą twierdzić, że wydziwiam, ale dobrze by było mieć obraz tego co domyślnie dane wydawnictwo chciało przedstawić w książce razem domyślną czcionką. Jak wynika z informacji z jednej z księgarni publio.pl problem jest z licencją czcionek i nie zawsze mogą oni wrzucić ttf.

Druga rzecz to mała pierdoła ale mająca duży wpływ na wygląd książki.
Każda książka to html+style css. Style w plikach html są podlinkowane w nagłówkach w sposób:

link href=”../Styles/mojestyle.css” rel=”stylesheet” type=”text/css”

ha! ale często brakuje w książkach type=”text/css”! i to powoduje że mamy kupę. To znaczy jest spoko, ale nie na tyle, aby cieszyć się porządną książką za którą dało się czasem nie małą kasę.

Co by tu jeszcze z minusów wizualnych. Aaaa! No nie wiem czemu, ale często tekst jest wyrównany do lewej strony. Kto to wymyślił? Wyobrażacie sobie książkę w której tekst nie jest wyjustowany tylko wyrównany do lewej? Hmm wygląda to niezbyt ładnie. Nie każda też książka ma dodane dzielenie wyrazów, lecz z tym można sobie w miarę poradzić używając znanego programu do zarządzania książkami na czytnikach tj. Calibre.

Dużo tych technicznych rzeczy jest, które pozwolą nam udoskonalić książkę. Wystarczy mieć Calibre, Kindle Previewer i Notepad++. Mi to nie przeszkadza, bo ja lubię pogrzebać tu, tam i sobie poprawie, ale ile użytkowników nie umie? Może im to nie przeszkadza, a może czepiam się. W każdym razie do doskonałości w książkach elektronicznych trochę jeszcze brakuje.

Ale z fajnych rzeczy to jest takie rozwiązanie przesyłania książek bezpośrednio na Kindle za pomocą programu Send To Kindle. Ja już kabla nie używam. Wystarczy po zainstalowaniu Send To Kindle kliknąc prawym na książce wysłać, a w Kindle’u włączyć wi-fi i zaraz się ściągnie. Dobre rozwiązanie, a nawet bardzo.

Książki elektroniczne coraz częściej mają premierę równo z wydaniem papierowym, a zdarzają się też przypadki, że są wcześniej niż papier na przykład Wołanie kukułki było na tydzień przed.

Mimo pewnych technicznych pierdołek które mogłyby poprawić odbiór książek elektronicznych to Kindle, a w zasadzie też inny czytnik pewnie też to świetne rozwiązanie dla każdego mola książkowego. W PL rynek ebooków to jakieś 3% całości, dla porównania w USA w 2012 roku było już 30% więc ogromna różnica. Wszystko idzie w dobrą stronę. Wiadomo jak rynek się powiększy, to konkurencja będzie większa wśród księgarni i ceny będą spadać.


Finał? [Bubble – Anders de la Motte]

Gra. Anders de la Motte wciągnął mnie w tą swoją Grę. Pierwsza część powiała świeżością i wciągała. I to miała za zadanie. Druga trochę słabsza, ale na tyle już pochłania, że automatycznie po ukazaniu się finałowego tomu [bubble] nie ma wyjścia trzeba dowiedzieć się jak to się skończyło.

Tym którzy nie czytali, streszczę mniej więcej w paru zdaniach co się działo wcześniej i co się dzieje tu. No wiec w pierwszej części ([geim]) Henrik Petterson zostaje zaangażowany w Grę. Wykonuje zadania. Początkowo banalne, stopniowo trudność i ryzyko narasta. Wszystko jest rejestrowane przez mrówki tj. innych graczy którzy mają swoje zadania tu akurat kręcenie jak ktoś wykonuje zadanie, przy czym gracz nie widzi do końca kto jest zanagażowany. Ogólnie Gra staje się na tyle niebezpieczna, że Henrik łamie zasadę nr. 1 czyli ‚Nie mów o grze nikomu’ i zaczynają się kłopoty. Chęć zemsty, rewanżu i ogólnie najważniejsze jakby to powiedział HP ‚Dżizas o co kur.. chodzi?’

Po drugiej części w której HP stara się dowiedzieć kto go wrabia w morderstwo i jaki to ma związek z Grą oczywiście. Kto jest Przywódcą. Właśnie to ostatnie też zdaje się być pytaniem w finałowej części książki. HP dostaje kolejne zadanie. Ostatnie. Nie może, a może nie chce się wycofać. Czasem zachowuje strasznie naiwnie. Zamiast dać sobie siana brnie w Gre jak ćma do światła. Po prostu jest takim bohaterem który robi wszystko by było ciekawiej. Jego siostra Rebecca cały czas jest manipulowana i wciągana. Na dłużej pojawia się kolega HP Mange, który zniknął tak na prawdę w drugiej części.

Autor bardzo dobrze poradził sobie z pewnego rodzaju zwrotami akcji i zmianami podejrzanych co do szefa Gry. Pod koniec nie wiadomo kto jest tym dobrym a kto jest tym złym. Kto jest po stronie Gry, a kto z nią walczy. Dzięki prowadzonej dynamicznie narracji i przeskokach od HP do jego siostry mamy dwie wizje jakby, i dwie możliwości. I to czym jest gra dobrze podsumowuje zdanie:

Gra to taki test Rorschacha. Wiesz, ten z kleksami. Mózg interpretuje ich kształt na swój sposób i sam wypełnia luki. Widzi się to, co się chce (…)

Becca wierzy w swojego Przywódce. HP wie swoje i chce zrobić to chce. Momentami zachowuje się bardzo dobrze i inteligentnie jak przy utworzeniu planu awaryjnego ataku na Fortece, lecz czasem jego inteligencje zabija ciekawość (wycieczka do pokoju sąsiad i spotkanie z..).

Całą serię trzeba ocenić bardzo pozytywnie. Z pewnością spodoba się młodzieży ze względu na język i świetne tłumaczenie, które dobrze oddaje głownie HP. Zakończenie jest ciekawe i z pewnością zaskakujące. Choć jest to trylogia to koniec pozostawia furtkę na kontynuację.

O poprzednich częściach:
[geim]
[buzz]

Czarna Owca
[bubble], Anders de la Motte
s. 496, 2013 rok wydania
Ocena: 4/5

Zryty beret [Szamo – Grzegorz Szamotulski, Krzysztof Stanowski]

I stało się. Trzeba odpocząć od kryminałów i takich innych klimatów. Jako przerywnik trafiło na kolejną książkę (po Iwanie i Kowalu), której redaktorem jest Krzysztof Stanowski, który jest dziennikarzem sportowym i założycielem portalu traktującego o piłce i wyżywającego się na naszej rodzimej kopanej tj. weszlo.com.

Tym razem nie jest w dużej mierze książka biograficzna. Grzegorz Szamotulski to bramkarz mniej lub bardziej znany. Dla osoby która nie kojarzy Grześka lektura Szamo może być troszkę uciążliwa, a to dlatego gdyż w książce jest nagromadzenie tak dużej ilości mniej znanych piłkarzy, że odbiór wszystkich opowieści mimo, że jak najbardziej ciekawych i śmiesznych może być utrudniony. Ja mam to szczęście, że naszą ligą się interesuję i to bardzo (jest to pewnego rodzaju męczeństwo patrząc na poziom naszej ligi) i nie mam problemu z kojarzeniem szczególnie tych zawodników jak Grzesiek Król, Dariusz Jaskulski etc.

Cała książka jest to zbiór anegdot piłkarskich i opisu ciekawszych zdarzeń z jakimi Szamo miał do czynienia podczas swojej kariery. Możemy się dowiedzieć dużo o Januszu Wójciku i jego podejściu np. do wyboru bramkarzy przed meczami kadry, czy też o Pawle Janasie, Mirosławie Jabłońskim i przede wszystkim antytrenerze jakim wg. autora jest Stefan Majewski. Nie będę przytaczał fragmentów, bo można je znaleźć choćby na weszło, ale jest naprawdę ciekawie. Mi bardzo podobały się fakty z obcowania z Adamem Ledwoniem. Ten tragicznie zmarły piłkarz był niezły rzeźnikiem i w porównaniu z Szamotulskim miał jeszcze bardziej nierówno pod sufitem.

W zasadzie mało tu jest piłki. To znaczy jakichś opisów spotkań. Jak to Szamo określił, to bramkarz ogólnie mało widzi z gry partnerów, co najwyżej dużo się może dziać pod bramką jeśli przeciwnik atakuje i wtedy można wyciągnąć wniosek z dobrej gry obrońców.

Co jeszcze? Hmm Szamo zwraca też uwagę na to jak zmieniło się podejście do piłki polskich kopaczy. Teraz bardziej się uważa na to co robi, a wtedy bardziej się integrowało i ogólnie chlało. Teraz zawodnicy zamykają się w pokojach i grają na konsolach albo słuchawki na głowę i tyle. Myślę, że ogólnie to nie tylko problem piłkarstwa.

Książka czyta się bardzo szybko. Przynajmniej mi się czytało, bo byłem ciekaw zdarzeń dotyczących postaci które znam z gazet czy telewizji. Chronologii u raczej nie ma. Podział na rozdziały jest na Trenerów, Piłkarzy, Pieniędzy i Meczy. W każdym dziale jest taki misz-masz trochę. Co się Szamo przypomniało to zostało spisane, ale w miarę wszystko jest spójne. Styl Krzysztofa Stanowskiego jest bardzo przyswajalny i podobny do tego co jest publikowane na weszło, co mnie bardzo cieszy.

Wszystkim fanom piłki i poprzednich książek o Wojtku Kowalczyku i Andrzeju Iwanie polecam jak najbardziej!

Poprzednie biografie z udziałem Krzysztofa Stanowskiego:
Andrzej Iwan – Spalony
Wojciech Kowalczyk – Kowal. Prawdziwa Historia

Wydwanictwo Buchmann
Szamo Grzegorz Szamotulski, Krzysztof Stanowski
s. 296, 2013 rok wydania
Ocena: 4.5/5