o książkach i nie tylko

2016

[Pąki lodowych róż – Zbigniew Zborowski]

Jakże byłem wniebowzięty po lekturze książki Zbigniewa Zborowskiego Trzy odbicia w lustrze. Książka tam mi podeszła, że mimo, że poniekąd jest reklamowana jako saga rodzinna mnie wciągnęły losy Zosi i Wandy, a Pąki lodowych róż dopełniają obraz wojny i pokazują jaki ona wpływ na losy rodzinne. Konflikt zbrojny przeniósł się wyraźnie na grunt rodzinny. Czasem trudno jest tu o przychylność nawet najbliższej rodziny. Zasada umiesz liczyć, licz na siebie, jest tu czasem aż do głębi uwypuklona, ale czemu się dziwić. Wojna, to nie raj.

Ania wnuczka Zosi z pierwszej części ma zostać mamą, a Bartek Pilecki ojcem. Póki co jest normalnie, ale w miarę postępowania stanu Ani robi się nerwowo. Bartek jest jakiś nieswój i zakłada wątpliwy interes. Z biznesu Ani nic nie zostało więc jakoś muszą sobie radzić, a jedyny dochód stanowi i wpływ za wynajem. Skrytość Bartka powoduje niepewność w relacjach z Anią. Do tego babcia Zosia niedomaga, a przed śmiercią zostawia wiadomość, która będzie jakimś czynnikiem zapalnym do poznania w końcu losów rodziny Bartka, który do tej pory nic swej partnerce nie mówił na temat. Od tej pory autor przybliża nam losy poczynając od Natalii. Jest to siostra Adama, który zbrzuchacił Zosię na Wołyniu i dał pitaka, o czym czytaliśmy w pierwszej części.

Cóż. Pierwsza część byłą na wskroś bardziej kobieca. Tam mieliśmy zdecydowanie same baby, które rodziły się co pokolenie 😛 Tutaj mamy już troszkę inny klimat. Jeszcze bardziej dotykamy wojny, ale od strony sowieckiej. Na myśl tutaj klimatem przyszła mi książka Child 44 (aka Ofiara 44, System) Tom’a Roba Smitha. Klimat obozowy i łagrowy wprawdzie to co innego niż tam, ale Związek Radziecki jest ten sam i idealnie pasuje do tamtego obrazu stalinowskiego sytemu.

Całą przedstawiona zawierucha wojenna jest tu bardzo dopracowana, a poprzez przedstawienie losów bohaterów na przestrzeni pokoleń dostajemy pełny ich obraz psychologiczny. Autor bardzo zgrabnie buduje tu historię i łączy wszystko w całość.

Bardzo ciekawa powieść obyczajowo-historyczna. Mało czytam takich lektur, ale tę z pewnością będę bardzo dobrze wspominał i ciekaw jestem kolejnych książek Zborowskiego.

Pąki lodowych róż, Zbigniew Zborowski
Zysk i S-ka, s. 388, 2015 rok wydania
Ocena: 4+/5
O książce na goodreads

Weryfikacja przeszłości [Dallas’63 – Stephen King]

Obawy co do tej lektury były. Nie jest to wprawdzie książka wiekowa w dorobku Kinga, co u mnie trochę wprowadzało nutkę niepokoju, gdyż najlepsze co czytałem póki co jego autorstwa, to te starsze książki też pisane jako Bachman. Zachętą były dobre głosy po lekturze np. u Olgi czy Marty na ich blogach. I rzeczywiście warto poświęcić trochę czasu i dać się wciągnąć.

Główny bohater i narrator to Jake Epping. Nauczyciel mający 35 wiosen za sobą i mieszka w Lisbon Falls. Monotonne i dość nudne życie kończy się za sprawą jego przyjaciela Ala. Jest on właścicielem knajpy w której znajduje się przejście pozwalające cofnąć się w czasie do 1958 roku. Al walczy z chorobą, co powoduje, że Jake’owi powierza misję uratowania życia wielu ludzi, bo jak twierdzi może się do tego przyczynić uratowanie prezydenta Kennedy’ego, który w 1963 został zastrzelony prze Lee Oswalda. Sprawa nie jest prosta, trzeba też pamiętać o efekcie motyla i zmianach jakie zajdą po jakiejkolwiek czynności wykonanej w przeszłości.

Już na początku Jake próbuje powstrzymać pewnego ojca rodziny, który będzie próbował młotkiem zabić żonę i swoje dzieci. W tym momencie dostajemy to co King potrafi najlepiej czyli przedstawienie chorej i dziwnej psychiki bohaterów do tego jeszcze w małomiasteczkowym klimacie. Później mamy m.in. wątek romantyczny Jake’a i Sadie. King bardzo fajnie tu opisuje relacje i na tyle bardzo je zacieśnia, że Jake’a tajemnicza przeszłość-przyszłość będzie stawiała przed trudnym zadaniem wyjawienia prawdy, a do tego doprowadzi do znacznej zmiany podejścia co do przyszłości i już tak jego podróż zdecydowanie weryfikacji planów.

Opis USA przełomy lat 50/60 jest bardzo obrazowy i trudno nie poczuć tamtych lat czytając książkę. Pomaga w tym narracja, gdzie Jake przybyły z przyszłości boryka się brakiem dużej ilości udogodnień jakie mamy teraz. Ogólnie nie miałem wrażenia aby przy tej ilości stron King jakoś przegadał tą powieść. Wszystko idealnie zbudowało klimat.

Poniekąd jest to historia o przygodzie i walce dobra ze złem. Przynajmniej próbie naprawy tego zła. Są marzenia i wyrzeczenia. Miłość i łzy. Oczywiście trudne wybory. Kolaż postaci bardzo mi przypadł do gustu.

Na koniec dodam tylko tyle, że lektura skłoniła mnie oczywiście do poczytania o tym tragicznym dla Amerykanów wydarzeniu. I samo zabójstwo jak i postać samego Lee Oswalda jest bardzo tajemnicza. Lee był Marines, gdzie był kiepskim strzelcem, a jednak 1963 trzy raz z dużej odległość trafił JFK. A ciekawe jest to, że Jack Ruby, który zabił Oswalda był z pochodzenia Polakiem, tzn. jego rodzice byli Żydami pochodzącymi z Sokołowa Podlaskiego. Jaki ten świat mały.

Dallas'63, Stephen King
Prószyński i S-ka, s. 864 | 2011
Ocena: 5/5
O książce na goodreads

[Łaska – Anna Kańtoch]

PRL. Lata 80. Specyficzny czas. Specyficzne problemy niosące ze sobą. Socjalizm tworzący sobie problemy nieznane w innych ustrojach. Tak. To jest zdecydowanie dobre miejsce na kryminalną historię. Tak też robi Anna Kańtoch przenosząc nas do 1985 roku.

Zanim znajdziemy się na dobre w tym czasie dostajemy jeszcze początek z roku 1955, gdy to poszukiwana jest Marysia. Sześcioletnie dziecko po tygodniu zostaje odnalezione przez grzybiarza. Oprócz wycieńczenia widać, że dziewczyna jest cała we krwi. Gdzie byłą co się zdarzyło?

Ta sama Maria Lenarczyk w 1985 jest już nauczycielką. Wróciła do rodzinnej miejscowości ze względu na chorobę ciotki. Jednym z jej uczniów jest Wojtek. Trochę specyficzny i odtrącony przez klasę ze względu na swoją flegmatyczność. Gdy Maria robi kartkówkę. Wojtek zamiast napisać odpowiedzi wykonuje rysunek, to co jest na nim porusza nauczycielkę i sprawia, że koszmary z przeszłości zaczynają wracać. Sprawa zaczyna się komplikować, gdy młody uczeń popełnia samobójstwo. Lawina zdarzeń powoli ale jednak nabiera tempa. Następne ofiary czekają na swą kolej.

Tempo właśnie nie jest jakieś zawrotne. Można powiedzieć, że trochę jest dostosowane do realiów PRL-owskiej rzeczywistości, która została tu całkiem ciekawie przedstawiona. Jest dużo szczegółów tworzących ogólnie realistyczny szary obraz tamtego czasu. Sam pamiętam jeszcze w miarę tamte czasy dzieciństwa. Tak, z pewnością klimat jest zaletą książki. Komuś mogą niektóre dłuższe opisy przeszkadzać dla mnie są one zaletą. Do tego obraz stanu psychicznego bohaterki potęgują obecność pewnego rodzaju grozy czającej się gdzieś w przeszłości i ciągnącej się za nią.

Sama intryga do pewnego momentu była wciągająca, a w pewnym momencie skupiłem się na obserwowaniu osób z otoczenia głównej bohaterki, co doprowadziło do rozwiązania zagadki przed finałem i odczuwam, że sami wpadniecie też na to. Mimo wszystko jest to interesująca przygoda z ciekawą bohaterką. Myślę, że niejednego fana polskiego kryminału książka zadowoli.

Łaska, Anna Kańtoch
Czarne, s. 400 | 2016
Ocena: 3+/5
O książce na goodreads

[Nieznajomy – Harlan Coben]

Niecały rok po ostatniej lekturze Cobena którą było W głębi lasu. Czas przyszedł na nową zagadkę od tego poczytnego autora. Gdyby Coben przyjął inne wcielenie jak Rowling, to bez problemu można odgadnąć, że to on jest autorem książki. Mimo tych podobieństw to czas zrobił swoje i nie przeszkadzały mi na tyle, aby się nie cieszyć z tego page-turnera.

Główny bohater to prawnik Adam Price, poznaje tytułowego nieznajomego osobnika podczas spotkania rodziców dzieci grających w lidze lacrosse (sportowa wersja biegania z siatkami na motyle :P). Ów osobnik zasiewa wątpliwości co do żony Corinne. Żony Adama oczywiście. W czasie gdy przechodzili kryzys, małżonka jego byłą w ciąży. Nieznajomy twierdzi, że ten stan był fikcją. Nawet poronienie było mistyfikacją. Na dowód, Adam ma się przyjrzeć pewnej transakcji kartą. Wątpliwość zasiana zbiera żniwo. W miarę dobre poukładane życie zamienia się w serię niedomówień i niejasności. Co jest prawdą, a co nie? Corinne niespodziewanie znika i Adam z dwójką synów będzie musiał sam dojść do tego co tak naprawdę się stało.

Coben w najnowszej powieści pochyla się nad problem internetu i tego jak bardzo myślimy że możemy coś tam zrobić anonimowo, a niestety tam wszystko zostawia ślad. Wszystkie drażliwe informacje zawsze są w cenie. Tak jest i tym razem. Intryga w zasadzie jest taka, że ciekawi i wciąga. Problem stanowią bohaterzy i brak tu jakiegoś wyraźnego osobnika przez co przywiązanie do książki im bliżej końca tym wzbudza mniejsze emocje. Nawet, gdy na końcu się wszystko rozwiązało, to jakoś tak przyjąłem to bez emocji, bo z jednej strony większość było do przewidzenia, a z drugiej Adam czy też inni bohaterowie nie wzbudzili u mnie emocji. Ot, łatwo przyszło, łatwo poszło.

Reasumując. Książka to typowy Coben, którego podziwiam za to, że jego książki to taki spływ literaturą. Nie wiem jak to robi, ale konstrukcja jego książek powoduje na tyle wciągnięcie czytelnika w fabułę, że leci się przez to ekspresowo. Może w tym jest metoda, bo skoro tak szybko poszło, to w zasadzie jest to zaleta jeśli mamy powtórkę z rozrywki?

Nieznajomy, Harlan Coben
Albatros, s. 416 | 2016 (org. 2015)
Ocena: 3/5
O książce na goodreads

Luty luty luty ’16 ’16 ’16

Drugi miesiąc. Potrójny tytuł z lutym. I w miarę dobre czytelnicze lektury. Ot. 2016. Powiedziałbym, że to dobra zmiana w porównaniu z poprzednim rokiem ale te hasło dobrej zmiany ostatnio nie do końca jest wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem i niektórym może się źle kojarzyć. Fakt faktem początek roku zawsze u mnie to był zastój, a póki co nie jest tak źle.

9 książek. 2 rodzimych autorów. 3 z biblioteki. 6 czytnikowych naelektryzowanych e-booków. 3949 stron.

luty

Lektury o których nie zapomnę póki co to z pewnością Mróz i Deaver. Duet mający wspólną cechę czyli pochłaniania lektur w ekspresowym tempie. Łatwość z jaką obaj tworzą fabułę, która wciąga jest godna podziwu. Podobne do Mroza wojenne klimaty zgłębiałem jeszcze w jakże ciekawej książce Grzebałkowskiej pt. 1945. Wojna i pokój. Obraz powojennej sytuacji normalnych ludzi nie jest łatwy do przyjęcia, ale pokazuje też konsekwencje konfliktu z jakim Europa się zmagała. Czytanie o naszej historii naszego kraju spotęgowała tylko docenienie ludzi którzy przeżyli tamte czasy, a najbardziej docenić trzeba tych co walczyli, a kulminacja byłą 1 marca w czasie święta Żołnierzy Wyklętych.

Poza tym ciesze się, że Cline’a i Adams’a poczytałem bo to trochę różne lektury ale jednak sci-fi. I jeśli chodzi o Adamsa to zabawa był przednia. W tym miesiąc w końcu muszę do Isamova wrócić i jego robotów. Plany planami można powiedzieć jak Cohelo że zaw­sze kiedy ro­bię pla­ny na przyszłość, zas­ka­kuje mnie teraźniejszość. Pewnie tym razem tego nie uniknę.

Ostatnio zachciało mi się poczytać Wendiga i pare innych serii które zacząłem, ale jednak kontynuacji póki co w tłumaczeniu brak. Wendig napisał, że póki co wydawca nie wykupił kolejnych części. O dziwo odpowiedź przyszła bardzo szybko. Trudno się dziwić bo jest on autorem bardzo aktywnym na twitterze.wendig

Tom Wood autor serii o płatnym zabójcy Wiktorze z kolei stwierdził, że niestety średnia sprzedaż jego dwóch pierwszych książek wyglądała u nas i póki co nic nie rusza się w temacie kolejnych wydań. Szkoda, bo książki zbierają na goodreads dobre oceny. Niska sprzedaż w Polsce pewnie wynikała z faktu iż wydawnictwo Wołoszański, która zajmowała się publikacją dwóch pierwszych części, to bardziej się specjalizuje w literaturze faktu czy historycznej niż beletrystyka. Tak więc rozesłałem info o autorze do wydawnictw i póki co tylko Rebis podziękował za sugestię i propozycję na przyszłość. Zawsze coś. Póki co pozostaje uczyć się angielskiego. Ot i to jest najlepsze co można zrobić jeśli chodzi i te brakujące tłumaczenia.

W zeszłym miesiącu pisałem o serialu z Jessicą Jones. Teraz przyszedł w końcu czas na Homeland. I jestem już na początku trzeciego sezonu i jest bardzo zadowolony z tego szpiegowskiego serialu. Książkę czytałem jakiś czas temu i chyba znając bohaterów serialu odświeżę sobie tę pozycję za jakiś czas. Póki co jakiś Baldacci czy inny Ludlum już niedługo u mnie zawita z radością. hehe

To tyle. Koniec odbioru. Na koniec wróćmy do 1 marca. Poniżej utwór z projektu Panny Wyklęte ze świetnym tekstem Barbary Konarskiej i powiem Wam, że ten tekst chodzi za mną cały czas ostatnio. Tak powinno się pisać o Ojczyźnie i patriotyźmie.

Stanę na każde Twoje zawołanie Polsko
Po Bogu pierwsza, poza Nim, przed Tobą nikt
Płaczesz gdy zło wyklina Twoje wierne wojsko
Upomnisz się jak matka o synów swych

Swoich żołnierzy wywołujesz dzisiaj Polsko
Stoją w szeregu na ich czapkach Orzeł lśni
Lalek, Rój, Uskok, Inka i całe niezłomne wojsko
Po Bogu pierwsza, poza Nim, przed Tobą nikt

I już na totalny koniec lista opublikowanych (lub nie) wpisów w tym lutym.

1. [czytaj] Dan Brown – Inferno
2. [czytaj] Joseph Delaney – Klątwa z przeszłości
3. [czytaj] Sorj Chalandon – Powrót do Killybegs
4. [czytaj] Remigiusz Mróz – Parabellum. Głębia osobliwości
5. [czytaj] Douglas Adams – Restauracja na końcu świata
6. [czytaj] Maxime Chattam – W ciemnosciach strachu
7. [czytaj] Ernest Cline – Armada
8. [czytaj] Magdalena Grzebałkowska – 1945. Wojna i pokój
9. [czytaj] Jeffery Deaver – Puste krzeszło


Śledztwo z owadami [Puste krzesło – Jeffery Deaver]

Amelia Sachs i Lincolna Rhyme duet w odsłonie trzeciej. Jeffery Deaver i kolejny thriller, kolejne śledztwo, duszna atmosfera małej społeczności i walczący z czasem główni bohaterowie. Sprawdzony sposób na zarwaną nockę.

Wszystko zaczyna się niewinnie. Lincoln czeka w klinice na eksperymentalny zabieg kręgosłupa. Coś od rekina mają mu wstrzykiwać i jest jakaś tam szansa na to, aby pomogło. No właśnie czy jest? Wprawdzie nikomu z jego schorzeniem nie pomogło, ale co tam, może się uda. Minus to zagrożenia. Mimo, że Rhyme mało ma do stracenia, to jednak Amelia ma obawy, że zabieg może doprowadzić do totalnego paraliżu, co grozi totalnym brakiem komunikacji z przyjacielem. Póki co jednak z wizytą wpada do szpitala kuzyn znajomego policjanta, który prowadzi śledztwo uprowadzenia.

Garret mieszka z rodziną zastępczą. Jego hobby jest dziwne. Lubi owady. Ma kilka słoików w pokoju. Terraria i pająki go nie przerażają, a szerszenie tym bardziej. Dużo o nich czyta i uważa że są porządniejsze od ludzi i bardziej konsekwentne. Garret uprowadził jedną dziewczynę i próbuje zrobić to z drugą. Linc i Amelia mają znaleźć porwaną dziewczynę. Sprawy trochę się komplikują za sprawą Sachs, która wyłamuje się z wizji Linca, ale zanim do tego dojdzie trzeba znaleźć Garreta.

Pierwsze co rzuca się w oczy to zmiana otoczenia. Lincoln sam przyznaje, że poza NY czuje się jak ryba bez wody, która w innym środowisku zachowuje się nienaturalnie i nerwowo. Trudno jest mu analizować środowisko którego nie zna. Schemat śledztwa pozostaje ten sam czyli Amelia z telefonem przekazuje Rhyme’owi info, a on wyciąga wnioski i wszystko analizuje.

Początkowo historia może wydawać się prosta i błaha jednak Deaver dba o zwroty akcji. Pościg za pościgiem i dziwne zachowania bohaterów sprawiają, że trudno jest być w stu procentach przekonanym co to odpowiedzialności osób za całe zdarzenia. Fakt w pewnym momencie Lincoln się popisuje totalną dedukcją i swoim talentem, co trochę śrubuje jego analityczne zdolności. Mimo to wszystko jest zachowane w tolerancji i nie wkraczające w sferę czegoś nie do uwierzenia, że ktoś mógł wpaść na to, po prostu analiza faktów nie pozostawia czasem wątpliwości i pod tym względem Rhyme znów będzie bezlitosny.

Końcówka taka, że przyznam iż trudno było mi odłożyć książkę i iść spać. Jak już odłożyłem to nie byłem senny, a przeciwnie, energia była. Jest moc, a czy Lincoln wstanie? Hmm pytanie na miejscu tylko czy bardziej stoi czy leży? I czy tak naprawdę ma to jakieś znaczenie? Z tymi pytaniami zostawiam i polecam do pożarcia. Smacznego.

Notki o poprzednich częściach:
#1 Kolekcjoner kości
#2 Tańczący trumniarz

Puste krzesło, Jeffery Deaver
Prószyński i S-ka, s. 440 | 2002 (org. 2000)
Ocena: 4+/5
O książce na goodreads
Książka przeczytana w ramach wyzwania bibliotecznego

The truth is out there [Armada – Ernest Cline]

Z niecierpliwością czekałem na kolejną książkę Cline’a. Player One był niesamowitą przygodą i na to liczyłem tutaj. Nie zawiodłem się, choć przyznam, ze trochę Cline przesadza w jednym, ale o tym za chwilę.

Główny bohater i narrator to Zack Lightman. Ma 18 lat, mieszka z matką. Pracuje w sklepie z grami i ma na tym punkcie delikatnego pierdolca, że tak powiem. Praktycznie w każdej wolnej chwili oddaje się graniu w Armadę, tj symulatora walk z ufokami. Zamiłowanie do gier po części odziedziczył po ojcu, który gdy Zack nie miał jeszcze roku zginął przy wybuchu metanu, który się utworzył z odchodów. Po śmierci ubezpieczenie jemu i jego matce zapewniło dość dobre warunki życia. Wśród rzeczy na strychu młody Amerykanin znalazł notatki w których jego ojciec podejrzewał rząd USA i m.in. producentów gier o wielki spisek. Zack pi razy oko widział tam jakiś sens, ale te pamiątki po jego protoplaście sprawiły, że sam wsiąknął w tę popkulturową społeczność. A już niedługo przekona się czy miał zwidy kiedy widział UFO patrząc przez okno siedząc w szkole.

Zack fascynuje się Gwiezdnymi wojnami, Odysejami kosmicznymi, X-Files’ami i tym wszystkim co tam jest tajemnicze i dość bezpośrednio, albo pośrednio ma kontakt z życiem poza Ziemią. I tu właśnie jest ta jedyna wada tej książki. Jest tego strasznie dużo. Autor rzuca pewnymi określeniami i cytatami, sytuacjami z filmów o których ja już nie pamiętam jeśli w ogóle kiedyś widziałem. Uwierzcie mi, Cline totalnie jedzie z tym koksem i ujawnia się tu jego natura geeka. Co z resztą też można było zauważyć w pierwszej książce. Wszystkie motywy z gier, filmów czy komiksów pojawiają się na każdym kroku. Jest tego trochę, ale w miarę przyswajalnie wplecione w fabułę, że można to zdzierżyć.

Cała historia mimo, że momentami trochę przewidywalna ma ten plus, że tak jak w Player One, autor oparł książkę na elementach popkultury przy których nie jeden z nas się wychował. Język jest lekki przez co książkę dość szybko się czyta. Oprócz gier i filmów znajdziemy tam też coś o przyjaźni, rodzinie i miłość, a także poświęceniu dla wyższych celów. Suma summarum chyba bardziej to książka dla młodzieży, ale mi się dobrze czytało.

Armada, Ernest Cline
Filia, s. 448 | 2005 (org.1980)
Ocena: 4-/5
O książce na goodreads

Heheszki w kosmosie [Restauracja na końcu wszechświata – Douglas Adams]

Po pierwszej części Autostopem przez galaktykę byłem bardzo rozbawiony i zaskoczony. Abstrakcyjny humor i pomysły bardzo mi się spodobały, aż dziwne, że ten Pratchett i jego Świat Dysku mi nie podszedł, bo na okładkach książek Adamsa krzyczą, że to dla tych co lubią to. Póki ta seria bardzo mi się spodobała i rozbawiła.

W drugiej części Artur Dent i Ford Perfect odkrywają prawdziwe powody zniszczenia Ziemi, a mianowicie chodziło w rzeczywistości o zbyt filozoficzne podejście do życia. Zadawanie zbyt skomplikowanych pytań jest na tyle niebezpieczne, że należało planetę i jej mieszkańców zniszczyć. Jednak oprócz Artura Denta, przeżyła Tricia McMillan porwana wcześniej przez byłego prezydenta Wszechświata tj. Zaphod Beeblebroxa. Vogoni mają więc do dokończenia sprawę i poszukują tej dwójki. Z ratunkiem przyjdzie przodek Zaphoda, ale co zrobi to zostawię Wam do poczytania. Z kolei ciekawy miejscem jest tytułowa restauracja. Nie jest to bynajmniej knajpa gdzieś na brzegu w liniowym ujęciu wszechświata, a taka która znajduje się na końcu w czasowym sensie. Świetne abstrakcyjne miejsce w który wpłacając grosza i korzystając z podróży w czasie można się stać milionerem. Jakież to wszystko niejednoznaczne i filozoficzne zarazem.

Jedno jest pewne. Nie jest nudno. Mamy naprawdę dużo ciekawych nacji. I kosmos Adamsa jest barwny i ciekawy, a przede wszystkim śmieszny.

Wiele ludów wierzy, że wszechświat został stworzony przez coś na kształt Boga, Jatravartydzi z planety Viltwodl Sześć uważają jednak, że kosmos wykichała istota o imieniu Wielki Zielony Spazm Arkelów.

Kochab znajduje się na zachodnich rubieżach wszechświata i z powodu nie wyjaśnionego i co nieco podejrzanego wybryku procesów planetotwórczych składa się prawie wyłącznie z subtropikalnych wybrzeży. Z powodu podobnie podejrzanego wybryku relastatyki czasowej jest tu prawie zawsze sobota po południu, tuż przed zamknięciem barów na plaży.

Śmiechowo było na przykład jak pewien zwierz namawiał do zamówienia dania z siebie i zachwalał części ciała. Oczywiście spotkało to się z protestami, ale także z ciekawymi i zarazem logicznymi dysputami.

– Nie zamierzam jeść zwierzęcia, które mnie do tego namawia – odparł Artur. – To nieludzkie!
– Wolisz jeść zwierzę, które nie chce zostać zjedzone? – zdziwił się Zaphod.

Ach. No tak mogę walić cytatami przy piątku jak najbardziej… a co tam.

Wiadomo, że istnieje nieskończenie wiele światów, choćby dlatego, że istnieje nieskończona przestrzeń, w której mogą się znaj dować. Nie każdy jest zamieszkany, dlatego liczba zamieszkanych światów musi być skończona. Każda skończona liczba podzielona przez nieskończoność daje (prawie) zero. Można więc stwierdzić, że średnia populacja we wszechświecie wynosi zero. Wynika stąd, że ludność wszechświata wynosi zero, a ludzie, których spotyka się od czasu do czasu, są wytworem chorej wyobraźni.

Jak widzicie wszystko jest dość bardzo filozoficzne i dziwię się, że tej filozofii ktoś się chce pozbyć. Czy nie lepiej by było jakby wszystko takie prostoliniowe było?

Nieskończony: większy od największego i jeszcze trochę większy. W sumie jeszcze wiele większy od tego, naprawdę szalenie kolosalny, o absolutnie fantastycznych rozmiarach, wywołujący wrażenie „ale wielkie!” Nieskończony to tak wielki, że ogromny wydaje się mizerny. Gigantyczny pomnożony przez przerażająco olbrzymi – oto mniej więcej to, co chcemy wyrazić.

No dobra. Koniec tego. Więcej cycatów niż mych przemyśleń. Czytając książkę można się zadumać nawet (oprócz tego pośmiania), ale głównie to jest bardzo dużo dobrej rozrywki. Co przy piątku powinno się jak najbardziej propagować. Tak więc. Propaguję.

Restauracja na końcu wszechświata - Douglas Adams
Albatros, s. 255 | 2005 (org.1980)
Ocena: 4+/5
O książce na goodreads

Irlandzki zdrajca [Powrót do Killybegs – Sorj Chalandon]

Irlandia z początku XX wieku to miejsce dotknięte nieszczęściem. Z resztą która część Europy miała spokój w tamtym czasie? Sorj Chalandon w swojej powieści przedstawia losy Tyrone’a Meehan’a, zdrajcy a jednocześnie patrioty. Lecz zanim zdradzi, poznajemy jego życie, które nie jest zbyt przyjemne. Kilkuosobowa rodzina, ojciec uzależniony od alkoholu często wyżywający się właśnie na Tyronie. Ojciec, który w końcu się zapija, ale ma duży wpływ na syna i swoje dzieci.

Killybegs jest miejscem specyficznym. Chłopak taki jak Tyron mógł opuścić kraj i ruszyć do USA, albo przystąpić do IRA i tam spróbować odegrać jakąś ważniejszą role. Oczywiście wybiera tę drugą opcję i stopniowo pnie się w hierarchii. Od chłopca na posyłki, aż po bardziej odpowiedzialne działania. Stopniowe wdrażanie i udział w akcjach zbrojnych przynosi mu przez przypadek chwałę. W strzelaninie myśląc, że strzela do jakiegoś Angola, zabija przyjaciela Danny’ego, który zostaje męczennikiem. Wszystko dzieje się szybko to Tyron walczący u boku przyjaciela zostaje bohaterem. Tajemnica zostaje w Tyronie, który po latach dowiaduje się, że Anglicy znają prawdę, a co gorsza jeśli Tyron im nie pomoże to wszystko się wyda. I tak właśnie nasz bohater zostaje zdrajcą. Jakie będą konsekwencje jego działań o tym przekonacie się sięgając po tą niedługą książkę.

Narracja w książce jest dość specyficzna i trochę mi zajęło czasu połapanie się w tym wszystkim. Łamana chronologia i urywanie wątków by przeskoczyć do czegoś innego momentami mnie irytowało. To w sumie chyba jedyny zarzut co do książki. Poza tym to jest to książka skłaniająca do refleksji. Obraz Irlandii i jej trudnej historii jest po prostu ciekawy. Szkoda, że kulturowo ten region raczej już jest w innym miejscu i jeśli nie stanie się coś radykalnego, to to o co walczyli Irlandczycy przepadnie. Ale wracając do lektury, to autor stworzył bohatera, który poprzez nie wyznanie prawdy zostanie postawiony przed trudnymi wyborami. W zasadzie finalnie nie będzie miał dobrego wyboru, konsekwencje zdrady są bezlitosne.

Ciekawa pozycja poruszająca interesujący temat. Polecam przede wszystkim lubiącym zajmującą powieść z irlandzką historią.

Powrót do Killybegs Sorj Chalandon
Wydawnictwo Sonia Draga, s. 328 | 2012
Ocena: 3+/5
O książce na goodreads
Książka przeczytana w ramach wyzwania bibliotecznego

Dante [Inferno – Dan Brown]

Pamiętam jak dziś. Kolega pożyczył mi Kod Vinciego, a że byłem w okresie gdy średnio czytałem książkę na parę miesięcy widząc dość dużą objętościowo książkę miałem obawy że to coś dla mnie. Bardziej wtedy objętościowo odpowiadały mi instrukcje do kuchenek, lodówek itd. Jednak jak już się siadło, to konstrukcja krótkich rozdziałów i dużego tempa pochłonęła mnie całkowicie. Lekturę Inferna odsuwałem z powodu braku znajomości Boskiej komedii i jakoś nie poznałem, ale jednak przy lekturze Browna nie przeszkadza to w żadnym przypadku.

Już od pierwszych akapitów jest ciekawie. Roberta Langdona budzi się w szpitalu. Nie pamięta nic. Sienny Brooks młoda lekarka pomaga mu przypomnieć sobie cokolwiek i nie ma niestety na to zbyt wiele czasu, bo ktoś próbuje zabić profesora. Ucieczka i ukrywanie się mogą dać spokój i pomóc dowiedzieć się jak Robert trafił do Italii. Spokój jest zakłócony przez tajemnicze wizje jakich doznaje główny bohater, poza tym dlaczego oni chcą go zabić?

Cóż. Kolejna lektura. Ten sam schemat. Robert Langdon w nowych okolicznościach przyrody robi to co umie najbardziej – patrzy, myśli, rozpoznaje symbol, koneksje i takie tam langdonowskie czynności. Schemat jest, intryga też. Wciąga nawet trochę na pewno, ale chyba nie tak bardzo już jak poprzednio, bo mimo, że właśnie wciąga, to jest dość przewidywalna i po pewnym czasie można trochę stracić zainteresowanie dalszym ciągiem wydarzeń. Fakt, to świetne przedstawienie miejsc akcji tj. Florencji, Wenecji czy Stambułu, to w tym aspekcie Brown jest świetnie przygotowany.

Nie spodziewałem się rewelacji, ale dobrej historii z wartkim tempem. Historia była i trochę momentami zbyt przewidywalna, ale poza tym było ok. Page-turner jak się patrzy. Powinny być zadowolone przede wszystkim te osoby których wciągnęły poprzednie historie z Langdonem.

Inferno, Dan Brown
Wydawnictwo Sonia Draga, s. 593 | 2013
Ocena: 3/5
O książce na goodreads

Styczeń’16

Początek roku z reguły u mnie był zawsze trudny a tym razem jakoś poszło lekko. Wejście łagodne, choć przyznam, że czasu mało na czytanie przez co przeważnie zarywam nocki i norma to kładzenie się między 0 a 1 w nocy… ot i takie uroki…

Statystycznie, to było 10 książek. Dobry wynik nie powiem. 4296 stron. 2 książki rodzimych autorów i tylko jedna papierówka.

st16

Najlepiej z nich wspominam kryminały czyli Mroza i Galbraith’a. Dwie rożne historie z charakterystycznymi postaciami w rolach głównych. Do tego ciekawe historie i klimaty. Poza tym podejście do fantastyki było. Rothfuss i Knaak w miarę sobie poradzili ale jakoś nie urwało czapy i do tego Pratchett z którym już zapowiedziałem, że będę jeszcze obcował mimo średniego odbioru Świata dysku. Poza tym prześwietny Edward Lee, który szokuje na każdym kroku swoimi przerażającymi pomysłami. Ciekawe jestem czy ma żonę, która z dystansem podchodziłaby do jego pomysłów. Wyobrażam sobie taką sytuację, że pada z jego ust propozycja : ‚Kochanie, a na kolację może zjemy dziś nasze dzieci.’, hehe ot i wszystko na ten temat.

Z planów jako takich to już niedługo Parabellum trzeba skończyć i coś o wikingach planuje poczytać, a to dlatego że trafiłem w bibliotece na coś Cornwella na ten temat, no więc po piratach przyszedł czas na tę grupę społeczną. Kończę czytać długo odkładanego Dana Browna i planuje też Jamesa Rollinsa, którego seria Sigma Force ma być wydany ponownie, ale to chyba dopiero w marcu więc zobaczymy. W ogóle to mam zaległości kryminalne i seryjne, Deaver, Nesbo, Gerittsen, Patterson sami znani i lubiani, a może to i dlatego trudno mi sie do tego zabrać. Z polskich autorów poza Mrozem, chcę skończyć Kacpra Ryxa. Łot i pewnie połowa z tego nie wyjdzie, ale dobrze mieć plan.

W zeszłym miesiącu miałem poniekąd miesiąc z Marvelem. Jakoś Wam powiem, ze niespecjalnie przepadałem z komiksowymi wymysłami. Jakoś w czasach młodości coś tam się czytało z Panisherem i innymi Spidermenami, ale jakoś specjalnie nie wciągało mnie to. Wszystko zaczęło od Strażników galaktyki. W zasadzie to film średni, a najbardziej spodobała mi się postać Groota. Małomówny, ale sympatyczny. Idąc dalej tropem marvelowskim trafiłem na serial Jessicę Jones i tu 13 odcinków tego serialu bardzo mnie wciągnęło. Każdy odcinek z w miarę ciekawym zakończeniem powodującym chęć dalszego obcowania, a to jest najważniejsze. Trochę brutalny serial, ale jak najbardziej pozbawiony przesadnej jakiegoś wyolbrzymionego parcia na super bohaterstwo, a bardziej pokazane wyobcowanie jednostki poprzez odrzucenie w skutek inności. Polecam bardzo, a trailera możecie zobaczyć tu:

Tak więc na koniec jeden z utworów często goszczących w mych głośnikach. Jezabels i ich Pleasure Drive. Dziwny klip, a muzyka coś mająca w sobie z Poe, i coś ogólnie elektro-popu.

I już na totalny koniec lista opublikowanych wpisów w tym styczniu.
1. [czytaj] Edward Lee – Ludzie z bagien
2. [czytaj] Tom Rob Smith – Tajny referat
3. [czytaj] Patrycja Gryciuk – 450 stron
4. [czytaj] Patrick Rothfuss – Imię wiatru
5. [czytaj] Robert Galbraith – Żniwa zła
6. [czytaj] Phillip K. Dick – Człowiek z Wysokiego Zamku
7. [czytaj] Terry Pratchett – Kolor magii
8. [czytaj] Richard A. Knaak – Dziedzictwo krwi
9. [czytaj] Alex Marwood – Dziewczyny które zabiły Chloe
10. [czytaj] Remigiusz Mróz – Przewieszenie


Na szlaku [Przewieszenie – Remigiusz Mróz]

Odwlekanie nieuniknionego chyba nie ma sensu. Z Mrozem tak to już mam, że gdy wydaje książki to jest go ostatnio dużo na różnych blogach i tego typach miejscach tak więc chciałem trochę poczekać, aż kurz opadnie, ale jakoś się nie udało. Mróz chyba jest ostatnio jedynym pisarzem wydającym dwie książki tego samego dnia, do tego w dwóch różnych wydawnictwach. Tematyka trochę różna, to i wydawnictwa różne. Może jest w tym jakaś metoda. Nie przypominam sobie, aby jakiś pisarz zrobił taki myk. Ot, ale nie będę przynudzał wynaturzeniami na ten temat i przejdę do lektury, której mimo wszystko oczekiwałem i już czekam na kolejną część. Tylko jak tu opisać fabułę, która jest ściśle związana z tym co się wydarzyło. Spróbuję postąpić tak jak powinien mąż z żoną po 20 latach małżeństwa czyli nie zdradzić, ale zachęcić.

Forst w dalszym ciągu próbuję się dowiedzieć kto jest mordercą z Giewontu. Ba, teraz dochodzi do serii morderstw tzn wypadków, a wyjaśnienie zagadki nie jest proste. Pojawia się zagrożenie dla Forsta i jego bliskich. Tajemniczego klimatu dodaje sekta Synowie Światłości, a sam Wiktor z polującego staje się zwierzyną. I mamy do czynienia z trójkątem. Komisarz ściga morderce, a komisarza też ktoś ściga. Jak to w trójkątach bywa jest też obecna kobieta i tą kobietą jest tu pani prokurator Wadryś-Hansen, którą poznajemy dość blisko i dzięki temu poznajemy odmienny widok na sprawę, a koniec końców z nią trzeba będzie wiązać jakiekolwiek nadzieje.

To co rzuca się w oczy to miejsce akcji, które jest tym razem skupione głównie wśród tatrzańskich krajobrazów. Mróz popisuje się znajomością terenu. Ja sam już z pięć lat nie miałem przyjemności wybrać się w te góry, to pośrednie obcowanie z tymi krajobrazami przywołało miłe wspomnienia i tęsknotę za wyprawami gdzieś wysoko, choć nie chciałbym się tam znaleźć akurat w sytuacji, gdy w tych okolicach grasuje seryjny morderca.

To co rzuca się w oczy czytając książkę to tempo akcji. Jest ono czasem wręcz zawrotne i można odnieść wrażenie, że na przykład autor przebrnął przez rozprawę przeciwko komisarzowi w iście ekspresowym tempie, co mając na uwadze serię z Chyłką w roli głównej może trochę dziwić. Może nie to miało tu być najważniejsze? Bo tak poza tym trudno się do czegoś przyczepić. Książka naprawdę bardzo wciąga. Intryga jest ciekawie zbudowana i po przedniej części można było się spodziewać, że koniec będzie zachęcający i rzeczywiście tak jest. Jestem ciekaw jak Mróz wyplącze swojego bohatera z tej sytuacji. Jednego można być pewnym, czyli tego, że jak już się wciągniemy to z jedną noc zarwiemy.

Przewieszenie, Remigiusz Mróz
Wydawnictwo Filia, s. 480 | 2016
Ocena: 5/5
O książce na goodreads

Uciekając od przeszłości [Dziewczyny, które zabiły Chloe – Alex Marwood]

Autora na okładce poleca King. Czasem bywa, że nawet najlepsze rekomendacje na okładkach nie pomagają, a do tego jeszcze większą presję wywierają i czytelnik z buta ma duże oczekiwania. Dlatego ja zawsze do takich przypadków podchodzę z dystansem. Do tego tytuł powieści jakoś obudził we mnie obawy, że będzie jakaś zagadka kryminalna, a rozwiązanie jej mamy w tytule, a tak się zdarzyło np. w przypadku Samolotu bez niej autorstwa Michela Bussi. Tym razem moje obawy były nieuzasadnione, Alex Marwood stworzyła bardzo interesującą historię, może nie oryginalną, ale dobrze napisaną i przede wszystkim wciągającą.

Narracja odbywa się dwutorowo. Po pierwsze poznajemy to co zdarzyło się w 1986 i to co się dzieje teraz. Autorka stopniowo odsłania nam losy tego co zdarzyło się w latach 80. Teraz myśląc o tym co się zdarzyło wtedy.. to hmm jednak tytuł jest niefortunny. Oryginalny to Wicked girls, który nie sugeruje wydarzeń, a ten nasz rodzimy jednak już totalnie odsłania do czego dążą, choć w treści pośrednio coś dowiadujemy się już, ale dzieje się to powoli i chyba jednak najlepiej byłoby dobrze czytelnikowi pozostawić jakąś nadzieje.

No dobra, ale się zakręciłem z tym strasznie. W 1986 Jade i Bel zabiły Chloe, cała sytuacja stopniowo jest nam odsłaniana i w finale trudno będzie nam przejść obojętnie obok tego co się stało, bo Chloe miała zaledwie 4 lata, a sytuacja byłą co najmniej niejednoznaczna. Po tych latach Kristy, która jest dziennikarką zajmuje się serią artykułów o seryjnych napaściach i morderstwach na kobietach do jakich dochodzi w Whitmouth. Jej praca doprowadzi do spotkania po latach, gdyż podczas zbierania materiałów do artykułów trafia na konserwatorkę powierzchni płaskich (sprzątaczkę) Amber, która okazuje się jej wspólniczką sprzed lat. Znały się w zasadzie tylko jeden dzień, a zapamiętały się na całe życie. Zawsze się obawiały tego, że prawda o nich wyjdzie na jaw i że bliscy dowiedzą się o ich przeszłości. Utrzymanie tej znajomości wydaje się niemożliwe, ale jednak będą na siebie skazane. Wszystko, przez toczące się śledztwo, które nabierze nieoczekiwanego zwrotu.

Jednego chyba trzeba przy lekturze, cierpliwości, bo okazuje się, że to nie ten seryjny morderca się liczy, a odkupienie winy i rozliczenie z przeszłością. Amber jest kobietą, która jest bardzo uczynna i stara się wszystkim pomóc, ale w książce dojdzie do jej przemiany. W końcu kto ma miękkie serce, musi mięć twardą dupę. Z resztą cała książka to pewnego rodzaju studium psychologiczne Kristy i Amber. Historia jest ponura i nie napawa optymizmem. Z jednej strony losy bohaterek mogą doprowadzić do odkupienia, a z drugiej jak się zastanowić, co doprowadziło do tragedii w tym 1986 roku, to też człowiekowi się robi po prostu smutno i zostaje jakiś żal, żal że wystarczyło trochę odpowiedzialności i nie oglądanie na swoje chcice, aby uniknąć nieszczęścia.

Dobra, nie będę spoilerował. Książka mimo pewnego rodzaju zmieszanie co do tytułu o którym pisałem jest bardzo ciekawą pozycją i myślę, że niejednego z Was wciągnie ta historia.

Dziewczyny, które zabiły Chloe Alex Marwood
Albatros , s. 448 | 2015 (org. 2008)
Ocena: 4+/5
O książce na goodreads

Diablo! [Dziedzictwo krwi – Richard A. Knaak]

Ileż to było godzin spędzonych na grze. W zasadzie tylko pierwsza część mnie tak pochłonęła. Diablo, bo o nim mowa, to klasyk gier hack’n’ slash. Powrót w te klimaty może być możliwy dzięki serii książek wydanych w uniwersum Diablo i trzeba przyznać, że po pierwszej lekturze jestem mile zaskoczony.

Najważniejsze jest to, że fabuła nie jest kopią tej z gry, za co należy pochwalić autora. Wszystko koncentruje się wokół Norrec Vizharan, który jest najemnikiem, a jego głównym celem jest wzbogacenie się, co nie powinno dziwić. Podczas podróży wraz z towarzyszami Sadunem i Fautzinem odnajdują tajemniczy grobowiec w którym został złożony Władca Krwi Bartuc. Norrec odnajduję zbroję, która przejmuje nad nim kontrolę. Dlaczego wybrała jego? I do czego do doprowadzi? Z pewnością nie jest nic miłego. Rozpocznie się walka nie tylko ze zbroją lecz także z samym sobą, gdyż artefakt będzie doprowadzał go do szaleństwa, a poza tym moc zbroi będą chciały wykorzystać też demony.

Słabą stroną powieści są kreacje bohaterów, ale chyba w tej książce to nie oni powinni wieść prym, a świat Diablo. I trzeba przyznać, że zahacza on o niektóre aspekty z gry i będziemy mogli się dowiedzieć parę ciekawych rzeczy o jej bohaterach lub też miejscach. Graczom takie elementy dodadzą smaczku, a tym co nie grali nie będą przeszkadzały.

Z pewnością trudno się tu nudzić, a język jakim jest pisana książka jest na tyle prosty, że można łatwo zanurzyć się w fabułę. Cały czas coś się dzieje i jest klimacik. Na koniec dopełnienie klimatu, czyli muzyka z części pierwszej Diablo.

Dziedzictwo krwi, Richard A. Knaak
ISA , s. 208 | 2001 
Ocena: 4-/5
O książce na goodreads

Dysk mi wypadł [Kolor magii – Terry Pratchett]

To już chyba podejście numer trzy do Pratchetta. Duet z Baxterem bardzo mi przypadł do gustu, choć nie czytałem jeszcze kontynuacji Długiej Ziemi choć już niedługo chyba czwarty tom ma się ukazać. Za to Spryciarz z Londynu bardzo mnie zaskoczył ciekawym klimatem. Wychodzi na to że to trzecie podejście do tego autora, bo przyszła pora na ten sławny Świat Dysku. Podejście poniekąd chyba najsłabsze z całej trójcy.

Jest Rincewind, który jest magiem. Dość specyficzny osobnik i jak na maga niezbyt przykładający się do tego co robi poza tym nie do końca też jest świadom tego co robi, a za korzystanie z zakazanej księgi został wydalony z Niewidocznego Uniwersytetu, ale za to poznał jedno zaklęcie.. tylko nie do końca wie jakie i co ono robi. Dowie się jak jego użyje. Rincewind zostaje przewodnikiem pierwszego turysty w Świecie Dysku tj. Dwukwiata, który z kolei jest nieświadomy niebezpieczeństwa jaki nad nim wisi, a razem z nimi podróżuje bagaż wykonany z myślącej gruszy, który jest chyba najbardziej rozgarnięty z tego towarzystwa.

Może w tym wszystkim jest jakaś metoda, ale mi nie udało się do końca wciągnąć. Trochę za dużo chaosu tu dla mnie aby było idealnie, ale ponoć świat też powstał z chaosu więc w kolejnych częściach może będzie lepiej, a może nie? Są momenty dowcipne, ale jest też dużo jakichś przedłużających się i nie do końca zrozumiałych. Może tego wszystkiego w tej książce jest za dużo. Fakt, że ten kolor świata przedstawiony jest naprawdę różnorodny bo są chochliki, trolle, różni bogowie jak i kupcy czy skrytobójcy, ale jak dla mnie zdecydowanie aż nadmiarowo.

Z pewnością na plus są element humorystyczne i ironia i to pozwala mi patrzeć w miarę przychylnie na ten cały cykl, aczkolwiek teraz powrócę chyba raczej do Długiej Ziemii.

Kolor magii, Terry Pratchett
Prószyński i S-ka , s. 208 | 2011 (org. 1983)
Ocena: 3-/5
O książce na goodreads

[Człowiek z Wysokiego Zamku – Philip K. Dick]

Philip K. Dick jest jednym z najbardziej znanych pisarzy sci-fi. Ja do niego się zbieram już ładnych parę miesięcy. Blade runner i Ubik czekają cierpliwie, a przyszedł nagle i znienacka Człowiek z Wysokiego Zamku, rozgościł się na dwa wieczory i odszedł. Wizyta ciekawa i zmuszająca do przemyśleń.

Fabuła dotyczy wydarzeń z drugiej wojny światowej i jej alternatywnej wersji. Najprościej byłoby napisać, że Szkopy jednak wygrały a razem z nimi Japończycy. USA jest teraz zajęte przez państwa Osi. Niemcy podbili Eurazję, a także Afrykę. O zgrozo wysuszyli Morze Śródziemne i zabrali się za podbój kosmosu. Mars stoi otworem! Jednak to nie kosmiczny aspekt jest tu ważny lecz społeczny i egzystencjonalny. Najważniejsze wydają się książki jedną z nich jest I-Cing, księga przemian, która jest wyrocznią używana bez ograniczeń. Z drugą książką jest niemały problem. Jest to księga ‚Utyje szarańcza’. Zakazana przez Niemców i krążąca gdzieś w drugim obiegu. Jest w niej przedstawiona alternatywna wersja wydarzeń i zbliżona bardziej do tych rzeczywistych, a mianowicie Niemcy i Japonia przegrywają wojnę a USA jest światową potęgą rządząc światem z kilkoma innymi europejskimi krajami. Jedna z bohaterek Juliana Frink postanawia dotrzeć do autora książki podejrzewając, że w tym co napisał jest coś prawdziwego.

Dick ciekawie wykreował alternatywny świat. Na przykład dla Japońce jarają się wszystkimi przedwojennymi amerykańskimi rzeczami. Na początku wyraźnie nakreślona zostaje różnica między tym co jest fałszywe a tym co prawdziwe. Odbiór tego świata nie jest łatwy i zasadniczo najlepiej robić jak najmniej przerw w czytaniu by nie tracić nic ze skupienia. Mi to średnio się udawało i czasem musiałem zatrybić i się wstrzelić w narrację, ale jak już się udało to Dick wciągał w swoje gierki i wydaje się, że główne przesłanie książki to szukanie miejsca w nowej rzeczywistości i odpowiedzi na pytanie kto jest kim i gdzie się kończy a gdzie zaczyna fikcja.

Dodatkową zachętą do lektury może być nakręcony serial oparty na tej książce, tak więc polecam zapoznanie się z książką przed oglądaniem ekranizacji.

Człowiek z Wysokiego Zamku, Philip K. Dick
Rebis, s. 283 | 2006 (org. 1962)
Ocena: 4/5
O książce na goodreads

Kryminał inwalidzki [Żniwa zła – Robert Galbraith]

Pierwszy raz Galbraithem miałem spotkanie podczas konkursu na fejsie, gdy do wygrania był ebook na profilu publio, a że gupi ma zawsze szczęście, to mi też dopisało i udało się wygrać. Dopiero wtedy się dowiedziałem że to kryminalne wcielenie Pani od małego okularnika co macha różdżką. Miało to dla mnie takie samo znaczenie jak remont głównego skrzyżowania w Kuala Lumpur. Seria z jednonogim detektywem jakoś mi przypasowała, a to zrobiła Rowling zrobił Galbraith w nowej części spowodowało zarwaną noc czytelniczą. Czego chcieć więcej.

W tej części wszystko zaczyna się od przesyłki jaka przychodzi do agencji Cormorana. Kurier na motocyklu dostarcza pakunek zaadresowany na Robin, asystentkę Strike’a. W środku – o zgrozo – odcięta noga. Cięcie dokładnie takie jak ubytek nogi u detektywa. Do tego notka z cytatem z którym Strike ma skojarzenia i już wie, że ta przesyłka pośrednio jest do niego. Tym bardziej, że zna trzy osoby, które mogły coś mieć z tym wspólnego. Trzy osoby wśród których jest jego ojczym. Wszystko wskazuje, że on albo pozostałą dwójka chcą coś zrobić Robin.

Aspekt bezpośredniego zagrożenia głównych bohaterów wskazuje na osobiste motywy i treść książki jest przez to bardziej skupiona na Robin i Cormie. Asystentka, która w pierwszej części przez przypadek trafiła do biura detektywistycznego zostaje rozłożona na czynniki pierwsze. Dowiadujemy się dużo o jej studiach oraz wydarzeniach jakie skłoniły ją do ich porzucenia. Przygotowania do ślubu i ciągle spięcia z Matthew prowadzą do coraz większej ucieczki Robin do pracy. A tam w pracy ona dogaduje się dobrze z szefem, choć wydarzenia i decyzje podejmowane podczas działań podczas śledztwa wprowadzą trochę zamieszania w ich relacje, które są na poziomie dobrych przyjaciół, choć dość specyficznych bo unikających rozmowy o sprawach osobistych.

Całe śledztwo jest po raz kolejny inne niż w poprzednich częściach. W pierwszej części, była śmierć i żmudne dochodzenie, kupa przesłuchań i poznaliśmy sposoby działania Cormorana i jego agencji. W Jedwabniku mieliśmy ciekawą zagadkę w świecie wydawniczym. Tutaj mamy osobiste rozliczenia z przeszłością. Nie ma jakiegoś zawrotnego tempa, ale i w poprzednich częściach też nie pamiętam, aby takie było. Wprawdzie pod koniec książka się rozpędza i trudno się oderwać, ale to nie te tempo jest tu ważne a Ci bohaterowie i ich losy, które autor doskonale przedstawia swoją narracją.

Trzeba też przyznać, że Londyn jaki przedstawiony jest w książce jest specyficzny. Akcja dzieje się głównie w dzielnicach średnio ciekawych do przebywania po zmroku. Nie brak to różnych wykolejeńców, dziwek i alfonsów. Klimat mi trochę się skojarzył z Bostonem z serii Kenzie i Gennaro autorstwa Lehane’a. Do tego w książce poznajemy Shanker, czyli informatora z półświatka z którego usług korzysta Strike i tu też mi trochę przyszła na myśl postać Bubby z tamtej serii. A może to tylko syndrom odstawienie Lehane’a i trzeba do niego wrócić.

Nie będę ukrywał, że jest to taka seria na której kolejne części nie czekam z niecierpliwością, ale miło mnie zaskoczyła ta powieść. Jeśli podobały się Wam poprzednie części to i tu będziecie w stu procentach usatysfakcjonowani.

Żniwa zła, Robert Galbraith
Rebis, s. 496 | 2016 (org. 2015)
Ocena: 5/5
O książce na goodreads

[Imię wiatru – Patrick Rothfuss]

Cegła, cegłą ale trzeba mieć cement by to wszystko połączyć. Rothfuss gdzieś tam mi się przewijał podczas przeglądania rekomendacji na goodreads i teraz zmierzyłem się z tym dość rozwlekłym w treść tomiskiem. Spotkanie moje można by porównać do nowego uczesania dziewczyny, która chce zrobić wrażenie na chłopaku wywaliła kupę kasy na nie, przychodzi do domu, a tu chłopak akurat ogląda np. mecz i w zasadzie nie zauważył. Tak jak u niego było u mnie, ale dlaczego o tym za chwile.

Kvothe, główny bohater. Legenda. Wszyscy są przekonani że nie żyje. On jednak ukrywa się pod postacią karczmarza. Zostaje rozpoznany przez Kronikarza i namówiony na opowieść o sobie, a że jego życie to niezła odyseja, trzeba na to czasu. Dowiadujemy się, że za młody żył wśród wędrownej trupy aktorów, a jego największym marzeniem jest dostanie się na Uniwersytet i zostanie hermetykiem czyli czarodziejem. Kvothe jest jednostką ponadprzeciętną wręcz genialną. Szybko się uczy, aktorstwo, muzyka, magia wszystko szybko przyswaja. Gdy jego rodziców mordują Chandrianie sprawy przybierają inny obrót i musi żyć na ulicy. Jednak mimo młodego wieku udaje mu się dostać na Uniwersytet, gdzie może dowiedzieć się czegoś więcej o Chandrianach.

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że autor sięga już po coś co gdzieś w literaturze miało miejsce. Choć parę ładnych lat minęło od lektur Ziemiomorza, to moje pierwsze skojarzenie było z dziełem Ursuli K. Le Guin. Wszystko przez imiona i podejście do nich, bo tylko znając prawdziwe imię danej rzeczy mag może panować nad nią, co jest dokładną kopią tego co wymyśliła Le Guin. Mimo, że pomysł wtórny, to dla mnie to plus, bo jak się wzorować, to na najlepszych. Poza tym, to postać Kvothe ma jedną wadę tzn. odniosłem wrażenie, że jest zbyt wyidealizowany. Był doskonały lecz wad mu zabrakło. Jest genialny, wszystkiego za co się nie weźmie, to sobie z tym poradzi. Jak już coś spieprzy, to praktycznie nie ponosi konsekwencji błędów. Trochę zbyt idealny bohater wyszedł autorowi.

Mimo paru przestojów i chwil dłużenia, książkę czytało się w miarę szybko, ale tak jak pisałem we wstępie momentami byłem trochę oderwany od tego co się dzieje w książce i do końca nie udało mi się wciągnąć w te wydarzenia. Zobaczymy jak będzie z kolejnymi tomami, bo w sumie ten nie oceniam jako czasu straconego, jednak Kvothe momentami mnie irytował. Tylko tyle, ale może aż?

Imię wiatru, Patrick Rothfuss
Rebis, s. 872 | 2008 (org. 2007)
Ocena: 4-/5
O książce na goodreads

[450 stron – Patrycja Gryciuk]

Polska autorka to i nasz bohater. Właściwie bohaterka. Wiktoria Moreau z domu Sulecka, bo o niej mowa od lat mieszka w USA. Nie jest bynajmniej kojarzona jako Polka, a to ze względu na jej siedmioletnie małżeństwo z Jacques’em. Po rozwodzie zatrzymała nazwisko. Teraz jest przed premierą swojej najnowszej powieści ‚Na dnie’. Dwa miesiące do premiery. Dodajmy, że bardzo oczekiwanej. Poprzednie książki odniosły niesamowity sukces i cały książkowy świat z niecierpliwością oczekuje kolejnej powieści.

Problemy zaczynają się, gdy pewna firma farmaceutyczna oskarża autorkę o zniesławienie w tej powieści. Tylko jakim sposobem dotarli do jej treści? Na domiar złego konkurencja zarzuca jej plagiat, a w międzyczasie dochodzi do morderstw popełnianych wg. klucza z książki. Pocieszenie autorka znajduje w ramionach znanego i znacznie młodszego aktora Mackenzie Stanforda. Jej życie znacznie nabiera tempa i licznych zawirowań.

Dziwne moje były odczucia w stosunku do tej książki. Początkowo mnie wciągnęło, później znużyło a na końcu jakoś dość normalnie skończyło. Postać Wiktorii jakoś nie specjalnie mi podeszła a momentami wręcz mnie irytowała, a do tego wątek romasidłowy mi totalnie nie podszedł. Lubie jakieś takie obyczajowe motywy, ale tutaj jakoś ten wyidealizowany kochanek do tego kupa facetów kręcących się dookoła Moreau i jeszcze ogólnie ona sama taka jakby za mało konkretna.

Książka może się podobać w końcu autorka dość lekko pisze przez co czyta się to bardzo szybko. Są krótkie rozdziały co powoduje dość szybkie tempo, czyli to co lubię najbardziej, ale myślę, ze bardziej jest kierowana do osób które nie czytają za dużo kryminałów, ja niestety czytam, ale w przyszłości może zapoznam się z innymi pozycjami autorki, mimo wszystko potencjał jest.

450 stron, Patrycja Gryciuk
Czwarta Strona, s. 416 | 2015
Ocena: 3-/5
O książce na goodreads

W ZSRR bez zmian [Tajny referat – Tom Rob Smith]

Tom Rob Smith w pierwszej części losów Lwa Demidowa, czekisty z czasów Stalina, bardzo mnie wkręcił w te już zaszłe zdarzenia. Sama historia komunistycznego ZSRR i podejścia tego systemu do jednostki społecznej jest totalnie oderwana od bieżącej rzeczywistości i chyba dlatego ta lektura wywarła na mnie takie wrażeni. Po części oparta na pewnych wydarzeniach historycznych trzymała w napięciu do ostatniej strony. Z drugą częścią już tak nie było i mój gorszy odbiór tej części jest spowodowany tymi „ochami” przy lekturze Ofiary 44 (aka Child 44, System).

Tytułowy Tajny referat jest dokumentem, którego treść została odczytana na XX Zjazd Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego po śmierci Stalina. Chruszczow, który został nowym przywódcą ZSRR skrytykował w nim swojego poprzednika metody jego działania. Pod wątpliwość została poddany sposób w jaki funkcjonowało komunistyczne państwo oraz to jak łatwą ręką dochodziło w nim do czystek i likwidacji osób niezbyt przychylnych systemowi. Sygnał do odwilży został zapodany. Mimo tajności dokumentu rozprzestrzeniał się dość dobrze. Rozliczenia w służbach skutkują tym że Lew kieruje wydziałem zabójstw. Jednak najważniejsze stają się te rozliczenia z przeszłością co uniemożliwia poukładania sobie życia Demidowowi szczególnie na warstwie prywatnej, gdzie z żoną mają dość duże problemy ze starszą z adoptowanych córek Zoją.

Klimat się nie zmienił. Komuna jest taka jak była. Autor pokazuje jak długa droga jest aby wyprostować sprawy w tym chorym systemie. Jak trudno w dalszym ciągu jednostce odcisną piętno na tej czerwonej zarazie. Mimo kłód rzucanych pod nogi Lew stara się odkupić swoje winy. Jest wytrwały i nawet pobyt w gułagu i tortury nie sprawiają aby się poddał.

Tom Rob Smith konsekwentnie przedstawia obraz Rosji jakiego bał się cały świat. Systemu, który nie jest niczym przyjemnym. Tym, którzy nie interesują się historią ta książka może przynieść wizję pewnego rodzaju strachu jaki odczuwali teraz już starsi ludzie myśląc i spoglądając na wschód do naszego sąsiada. Komuny wprawdzie jako takiej teoretycznie już nie ma, ale takie sąsiada dobrze mieć z dala od siebie i poniekąd dobrze, że jest on oddzielony od nas buforem.

Tajny referat, Tom Rob Smith
Albatros, s. 440 | 2015 (org. 2009)
Ocena: 3/5
O książce na goodreads
Książka przeczytana w ramach wyzwania bibliotecznego

Chore, chore.. mniam mniam [Ludzie z bagien – Edward Lee]

Nowy rok, zamiast od podsumowań, zaczynam od ostrej lektury. Edward Lee, to pisarz na tyle specyficzny, że chyba jego książki można albo polubić, albo podetrzeć sobie nimi to i owo. I to zdanie nie jest bynajmniej nie na miejscu. Ono jest dostosowane trochę do języka z którym często autor tam się posługuje. Lee dosadnie i bez zbędnych ogródek wali kurwami, czy innymi epitetami, ale robi to na tyle dobrze, że wszystko wpisuje się – przynajmniej dla mnie – w stworzona przez niego wizję zła. Ponieważ jest to już moja trzecia jego książka, nie byłem zaskoczony tym co tam zastałem, ale od ostatniej jego lektury minęło trochę i znów miałem problemy z uśnięciem po odłożeniu książki.

Ludzie z bagien to połączenie kryminału z horrorem. Phil pracował w policji i walczył z grupami narkotykowymi. Podczas jednej z akcji zastrzelił dzieciaka, a do tego użył zabronionej na służbie amunicji. Problem w tym, że tak naprawdę strzelił chłopakowi nad głową, a do swojej broni nic niezgodnego z regulaminem nie ładował. Zmuszony do odejścia ze służby znajduje ratunek u byłego szefa w Crick City, gdzie ma mu pomóc na lokalnym posterunku. Miejscowość tą Phil zna z dzieciństwa, teraz powraca by rozpracować kto stoi za narkotykowym interesem.

Cała kryminalna historia osnuta jest przerażającymi wizjami i zdarzeniami. Dealerzy, którzy zniknęli z rynku zostali obdarci ze skóry. Jak nie trudno się domyśleć coś pewnie ma to wspólnego z tymi ludźmi z bagien. No ma. Bagnowi, bo tak są zwani przez lokalnych, to specyficzna społeczność. Żyli gdzieś głownie na odludziu, zdeformowane ciało i czerwone oczy to ich charakterystyczna cecha. I to co wymyślił Lee i z nimi zrobił, to jest coś, że aż muszę zacytować zdanie z książki właśnie oddające pewnie jego stan umysłu ‚ma bardziej nasrane niż miejscowy szalet’.

O fabule nie będę więcej pisał, bo po co? Wszystko jest ciekawie skonstruowane, a Phil to bohater, który mam wrażenie momentami jest łatwowierny i bardzo ulega wpływom, ale zdradzę, że sprawę do końca doprowadzi, a ten koniec będzie bardzo zaskakujący. W książce poniekąd znajdziemy też analizę i ciekawy obraz życia w tym niezbyt ciekawym miejscu:

– Prawdę mówiąc, to dość typowe dla półświatka. Oznaka statusu. Narkotykowi bossowie biorą sobie za żony atrakcyjne kobiety, a później posyłają je do burdelu. W mieście to była normalna rzecz. To jak kupić sobie koszulę za pięćset dolców i używać jej do sprawdzania poziomu oleju w silniku. Żeby pokazać, że jesteś gość.

Widział to miliony razy. Źródło nałogu nie miało najmniejszego znaczenia, nieważne, kokaina, PCP, amfetamina, heroina; wyraz twarzy zawsze wyglądał identycznie. To nie była przyjemność, a jedynie bardzo wyraźna, choć abstrakcyjna, mieszanina ulgi, obrzydzenia i rezygnacji. Dotyczyło to wszystkich uzależnionych. Był to wyraz twarzy kogoś, kto po raz kolejny poddał się władzy tej części siebie, która czyniła go niewolnikiem.

Nie będę Was zachęcał do tej lektury, bo takie klimaty są specyficzne. Gdyby wyciąć wszystkie przekleństwa z książki pewnie jej objętość spadła powiedzmy o 1/4, może 1/3? Norma to takie zdania jak na przykład:

Wsioki w tej okolicy wpierdalają pył jak, kurwa, dzieciaki watę cukrową na jebanym festynie


Stan umysłu podczas pisania tej książki to pewnie niezły kawał pracy dla jakiegoś socjologa, albo psychonalityka. Jest tej w książce dużo obrzydliwych scen i podobnego języka, ale tego się spodziewałem i można powiedzieć, że się nie zawiodłem. Lee w formie, zło w czystej ociekającej krwią postaci. Osobom o mocnych nerwach polecam, to nie jest deserowa lektura, ale jak najbardziej polecam się zmierzyć z pewnego rodzaju talentem tego pisarza.

Ludzie z bagien, Edward Lee
Replika, s. 400 | 2012 (org. 1994)
Ocena: 4/5
O książce na goodreads