o książkach i nie tylko

Posts tagged “5/5

Zapowiedź mroźnej jesieni [Immunitet – Remigiusz Mróz]

Chyłka z Zrodonem już jakiś czas goszczą na tym padole, a na nim zawsze są jakieś problemy. Tym razem duet prawniczy bierze się za rozprawę z beznadziejnymi perspektywami, choć wizerunkowo można na tym tylko zyskać. Można oczywiści jeśli zachowuje się człowiek racjonalnie, a z Chyłką to ostatnio trochę różnie bywa. Oryński głównie będzie skupiony na pilnowaniu i mierzeniu promili swojej byłej patronki, ale przecież trzeba o nią jakoś dbać, a kto jak nie on?

Cała fabuła w tej części skupia się wokół osoby Sebastiana Sendala tj. najmłodszego sędziego w Trybunale Konstytucyjnym, który to zostaje oskarżony o popełnienie zabójstwa. Do tego czynu miało dojść parę lat wcześniej, ale teraz dopiero znaleziono powiązanie z osobą sędziego dzięki czemu można mu postawić zarzuty. Pierwszym problemem jest, to że do morderstwa doszło w Krakowie w którym nasz podejrzany nie był już dawno temu, a na pewno nie był w momencie popełnienia przestępstwa, a drugim problemem jest immunitet, który chroni go, a którego nawet dobrowolnie nie może się zrzec, czyli w zasadzie to problem prokuratury. Zaczyna się zabawa w oskarżenia i zeznania, a o tym czy Sendal będzie dalej prawnie chroniony zdecydują jego koledzy i koleżanki z TK. Chyłka, która jest znajomą Sebastiana ze studiów podejmuje się jego obrony.

Cóż. Chyłka jak Chyłka, choć nietrzeźwa często, ale Chyłka. Oryński jak Zordon czyli jak to on. Jedno i drugie się przyciąga i w zasadzie rozumie dość dobrze. Duet jest to dobry aczkolwiek nie wiadomo do czego zmierza ta ich znajomość. Mróz w pewnym momencie z Zordona robi Roberta Langdona, który niczym bohater powieści Dana Browna analizuje Chyłkowy tekst i doszukuje się w nim przesłanek świadczących o prawdziwym jego przesłaniu – nie będę wdawał się w szczegóły by nie spoilerować, ale wątek ten jak najbardziej mi się podobał, choć trzeba przyznać że tak jak pierwsza część sprawy z ojcem Chyłki tak i tu pozostawia niedosyt. I właśnie motyw Filipa Obertała i jego przeszłości został jakoś na początku bardzo wyolbrzymiony, a później jednak pozostawiony bez konsekwencji i mam nadzieje, że autor wróci do niego w przyszłych częściach. Myślę, że zamysł był dobry, ale jednak główną sprawą pozostał tutaj proces Sendala i stąd taki a nie inny układ sił wątków.

Mróz dzięki swojemu dynamicznemu wydawaniu książek może idealnie reagować na to co się dzieje u nas w polityce i też tutaj gdzieś jest wpleciony wątek obecnych problemów z TK, choć jest on delikatnie zaznaczony za co mu chwała, bo to śliska sprawa i lepiej nie dotykać. Przynajmniej w tym przypadku tak mi się zdaje.

Pozostaje czekać na kolejny tom, bo ciekaw jestem jak Zordon poradzi z tym co stało się w zakończeniu, a po Chyłce można się wszystkiego spodziewać i o sprawie Sendala już tylko napisze że wszystko się jakoś rozwiąże, a koniec końców cały wyrok daje też do myślenia czy wyrok tej sprawy w ten sposób jest dla społeczeństwa dobry?

Wydawnictwo Czwarta Strona
W cieniu prawa, Remigiusz Mróz
s. 648, 2016 rok wydania
Ocena: 5-/5
O książce na goodreads

[Pacjent – Juan Gomez-Jurado]

David jest neurochirurgiem. Jednym z lepszych w swoim fachu. Zawodowo praktycznie spełnia się w stu procentach (czyt. 100%). W życiu prywatnym skrywa jednak niezbyt wesołą historię, o ile historia śmierci jej miłości może być w ogóle wesoła. No dobra jest to smutna historia jego jedynej, która pracowała w tym samym szpitalu jako anestezjolog. Jednak z jakiś rok temu… no nic.. przeczytacie sami jak to się stało, że został sam. Wychowuje teraz córkę Julię. Pomaga mu w tym niania. Swietłana. I tak pewnego dnia wszystko się rypło. David wraca, a tu córki nie ma, Swietłany nie ma. Co do kur..? By sobie pewnie pomyślał dosadniej, ale w zasadzie zachował w miarę racjonalne myślenie. Jego niepokój przybrał na mocy, gdy się okazało, że u teściów też nie ma córki. Apogeum nastąpiło po wiadomości w telefonie, a więc jednak porwanie. Żądanie jest jedno. Śmierć jego następnego pacjenta. Tym pacjentem jest prezydent USA. Uppps.

Sami widzicie, że fabuła dość ciekawa. Dodam, że bardzo wciągająca. Autor oprócz świetnego tempa prezentuje nam bardzo dobrą stronę obyczajową. Świetnie opisuje relację jaka łączyła Davida, a w zasadzie łączy jeszcze z jego żoną, do tego miłość do córki sprawia że jest on na prawdę zdesperowany i zrobi wszystko, aby ją odzyskać. Bardzo poruszające są niektóre motywy. Do zachowań niektórych bohaterów można mieć różny stosunek, jak do Kate (siostra żony Davida), która chłopaka Swietłany traktuje jako przynętę. Ogólnie bohaterowie są dość fajnie zarysowani, a dzięki temu wyraziści i dają się zapamiętać.

Jak widać autor miał pomysł na książkę i trzeba przyznać, że świetnie go zrealizował. Powieść powinna się spodobać tym którzy lubią Gerritsen czy Cobena. Wszystko to zachęca do zapoznania się ze wcześniejszymi pozycjami autora, których na naszym rynku jest kilka.

Wydawnictwo Sonia Draga
Pacjent, Juan Gomez-Jurado
s. 392, 2016 rok wydania
Ocena: 5-/5
O książce na goodreads

Za możliwość przeczytania książki dziękuje żonie, która z dziećmi wyjechała na wakacje 😛


Nie samym kryminałem Tess stoi [Igrając z ogniem – Tess Gerritsen]

Tak, dość stopniowo wciągałem się w książki Tess. Dwie książki z Rizzoli & Isles w 2012 roku, później dopiero w 2015 jedna i w 2016 już trzy z tej serii i aż mnie to zachęciło do zapoznania się z czymś poza tym duetem. Okazja była, bo ostatni ukazała się nowa powieść Igrając z ognieniem. I trzeba przyznać. To była udana sobota. Pozwoliła mi skoczyć do Wenecji i Italii z początku wieku XX. Tej podróży trzeba było mi doznać, aby zająć myśli po odpadnięciu naszych z Euro. O!

Julia Ansdell, skrzypaczka, która podczas wizyty w jednych z włoskich antykwariatów nabywa zbiór nut cygańskich utworów. Ze jego środka wypada partytura z utworem Incendio, ręcznie zapisana. Pobieżny rzut okiem na nut sprawia, że Julia napala się i mimo wygórowanej ceny kupuje zbiór razem z tajemniczym utworem. Ze swoją zdobyczą wraca do domu, gdzie na co dzień jest szczęśliwą żoną i matką trzyletniej Lily. Podczas, gdy odgrywa utwór z jej córką coś się dzieje niedobrego, przy pierwszej próbie zabija kota, a przy drugiej ją atakuje. Zaczyna się niezły schiz, tym bardziej że historia jej rodziny nie jest taka różowa, a do tego w ogóle jak mogła tak zareagować na melodię?

Autorka prowadzi narrację dwustopniowo. Z jednej strony w pierwszej osobie historię przedstawia Julia, co pozwala się dokładniej wczuć w jej schiz związany z sytuacją i całym problem z rodziną jak i ze znaleziskiem. Z drugiej strony mam Lorenzo i jego historię w Wenecji z lat 20. i późniejszych, aż po czasy Drugiej Wojny Światowej. I tu jest bardzo dużo mocy tej książki. Klimat Italii tamtego czasu bardzo ciekawie oddany i pozwalający wręcz odczuć te uliczki jak i zrozumieć sytuację społeczna tamtych czasów. Tess Gerritsen na prawdę zrobiła tu dobrą robotę.

Mimo, że tempo książki jest bardzo duże, to autorka potrafi umiejętnie trzymać napięcie. Fakt faktem umiejętnie buduje też romans Lorenzo z jego wybranką, ale na szczęście nie jest on jakiś ckliwy, a po prostu stopniowo chcąc nie chcąc coś się rodzi między wybrankami. Poza tym dostajemy klika chwytających momentów jak choćby w obozie koncentracyjnym. Wszystko to sprawia, że trudno się oderwać, a na koniec dostajemy bardzo ciekawe zakończenie. Zdecydowanie polecam zapoznać się z tą książką.

Wydawnictwo Albatros
Igrając z ogniem, Tess Gerritsen
s. 352, 2016 rok wydania (org. 2015)
Ocena: 5/5
O książce na goodreads

Finito! [Trawers- Remigiusz Mróz]

Remigusz Mróz. Polska odpowiedź na globalne ocieplenie. Jakby nie było nawet miesiącach letnich można liczyć że jakiś nowy Mróz się pojawi. No, dobra póki co wiosennych, ale jeszcze w przyszłym miesiącu też coś ma być. Ciekaw jestem jak tam plany wydawnicze na lipiec-sierpień. Trzeba przyznać, że intensywność bardzo duża. Przypomina mi to swego rodzaju wydawania Pike’ów czyli płyt przez Bucketheada kto ciekawe niech sobie wygoogoluje. Lecz w jego przypadku te płyty były dość podobne brzmieniowo, a u Mroza dostajemy wprawdzie coś w jego stylu, ale bardzo wciągającego. Nie ma tu na przykład problemu jaki mam z Cobenem czyli mimo, że też się dobrze czyta, to odczuwalna jest jakaś wtórność w pomysłach. Nasz rodzimy autor stroni od tego. Choć fakt faktem w Trawersie wykorzystał bohaterów z innej serii, a że to właściwie bohaterka, to trzeba mu wybaczyć, bo kobiety czasem dobrze wykorzystać i to szczególnie taką Chyłkę jedną.

Wywód wstępny dość długi, ale sam nie wiem co napisać, bo w zasadzie ta część jest domknięciem świetnej trylogii z Forstem w roli głównej. Forstem, który jest bardzo poniewierany przez autora. Bohater nie ma łatwo i bardzo dobrze. Nie lubię książek w których jest takie pitu pitu i idzie gładko. Choć trzeba przyznać, że niektóre aspekty losów Forsta mnie nie zaskoczyły, ale dobre wydaje się skupienie też autora na bieżących problemach społecznych. Osica i Pani prokurator prowadzą zażarte dysputy na temat problemu migrantów. Ten pierwszy przyjmuje stanowisko bardziej sceptyczne i nieprzychylne przybyszom i wręcz cytuje nawet profesora Wolniewicza z wywiadu w tvp, że nie każdy islamista to terrorysta, ale każdy terrorysta to islamista i przyznam, że zbliżone poglądy do moich prezentuje w tej kwestii dlategóż też zyskał u mnie sympatię i bardzo mu kibicowałem w rozmowach ze swoją bardziej otwartą przeciwniczką. W każdym razie dyskusje te są ciekawe i bardzo wyważone, ale problem przedstawiony ciekawie. Z resztą cała intryga dość fajnie jest wpleciona w te całe morderstwa Bestii z Giewontu.

Zakończenie i tożsamość mordercy byłą dla mnie zaskoczeniem i to dużym, choć gdzieś tam podświadomie szukałem miejsca dla tej osoby.. ale nie będę spoilerować. I cały tom określam bardzo bardzo dobrze, aczkolwiek w poprzednich zakończenia powodowały przyspieszone bicie serca i w zasadzie jedyny zarzut można mieć, że to już koniec i należy czekać na ekranizację. Mam nadzieje, że będzie to zrobione porządnie bez jakiejś zbędnej cenzury jeśli chodzi o zbrodniarzy UPA, czy o te problemy migracyjne, bo wiadomo jak to jest w tych czasach.

No dobra. Lanie wody o serii Mroza zakończone. Seria zdecydowanie najwyższych lotów. Bohaterowie bardzo ciekawi, a poza tym miejsce rozgrywki czyli Tatry świetne. Wprawdzie ostatnio jak wędrowałem po nich to bardziej w lecie na Ciemniaku i okolicach, ale i tak zatęskniłem za tymi wędrówkami.

No dobra po raz drugi. Polecam.

Wydawnictwo Filia
Rewizja, Remigiusz Mróz
s. 600, 2016 rok wydania
Ocena: 5-/5
O książce na goodreads

[Autopsja – Tess Gerritsen]

Autopsja- według słownika języka polskiego jest to badanie zwłok w celu ustalenia przyczyny śmierci i okoliczności jej towarzyszących czyli sekcja zwłok. Maura Isles lekarz sądowy po całym dniu wśród towarzyszy do cięcia zauważa ruch. Jak się okazuje jedna z pacjentek nie do końca nadaje się do wora. Szok i niedowierzanie. Zaczyna się niezły bal. Po pierwsze kto jest odpowiedzialny za orzeczenie śmierci i w ogóle kim jest piękna dziewczyna, która prawie została żywcem pogrzebana? Co by było gdyby otworzyła oczy podczas rozcinania klaty, albo wiercenia w czaszce? Pytań dużo, ale odpowiedzi brak.

Z kolei Rizzoli na dniach ma rodzić, a tu na rozprawie pacyfikuje przestępce i podczas tego czyny coś zaczyna przeciekać. Zamiast spokojnie donosić ciążę Jane robi swoje i nie przejmuje się za bardzo konsekwencjami. Czy to strach przed odpowiedzialnością rodzica, czy skrajna głupota? Sprawy się komplikują, gdy podczas badań w szpitalu dochodzi do niecodziennych wydarzeń, gdy niedawno zmartwychwstała dziewczyna bierze zakładników.

Tyle mniej więcej o fabule, bo Tess ogólnie wzięła się za temat handlu żywym towarem i tego dotyczy głównie problem w tej części przygód Rizzoli i Isles. Trzeba przyznać, że forma jaką nam zaserwowała autorka jest ciekawa i nie mamy tu typowego śledztwa. Od razu zostajemy rzuceni w wir wydarzeń i nie pozostaje nam nic innego jak dać się porwać. Mamy tutaj oprócz też dość ciekawe intrygi polityczne i Gerritsen dość umiejętnie miesza wpływami służb do tego stopnia, że w zasadzie do finału nie jest wiadomo, kto odpowiada za zbrodnie. Bo zbrodnia jest, a jak i to jeszcze jaka! Totalna jatka. No, ale to musicie doczytać.

Jakoś mi świetnie się czytało tę część. Może przez to zaangażowanie we wszystko FBI, może przez to nietypowe śledztwo. Może przez temat. W zasadzie jakie to ma znaczenie? Całą serię czyta mi się do tej pory bardzo dobrze. I aż się cieszę że dopiero w połowie jestem. Taki Nesbo musi poczekać. Póki co wole z paniami Rizzoli i Isles trochę zabawić, a tutaj dostaliśmy dodatkowo świetne bohaterki jak Mila i Olga. Bardzo dynamiczna książka niczym jazda na rodeo podczas którego autorka szybko odrzuca nasze teorie rozwiązania zagadki. No cóż. Zdecydowanie polecam.

Wydawnictwo Albatros
Autopsja, Tess Gerritsen
s. 400, 2011 rok wydania (org. 2006)
Ocena: 5/5
O książce na goodreads

Dom z historią [Walhalla – Graham Masterton]

Craig Bellman. Prawnik, który jest na fali wznoszącej. Właśnie podąża na spotkanie z kontrahentem, a tu wszystko nie tak. Egipski taksówkarz nie chcący podąrzać sugerowaną przez niego trasą wywala go z taksówki na deszcz gdzie w błocie i deszczu musi spieszyć się do biura. Po drodze zaczepia go dziewczyna sugerując, że jacyś kolesie zaciągnęli jej koleżankę do opuszczonego lokum i tam z nią już się zabawiają. Craig mimo braku czasu postanawia pomóc, a tam dwóch oprychów już czeka na niego i jego kasę. Wszystko kończy się drastycznym spotkaniem młotka i nabiału. Od tego momentu życie naszego bohatera zwalnia i jego męskość i pewność idą w zapomnienie.

Craig jakiś czas po tych wydarzeniach z żoną Effie wybiera się w jej rodzinne strony. Na zadupiu trafiają na stary dom zwany Walhalle. Dom z trzynastoma sypialniami, biblioteczką, salą balową i dużą ilością zakamarków. Od dłuższego czasu stoi pusty, ale Craig się zakochał wręcz uważa że ten dom to on. Z jego słów można odnieść wrażenie, że jest on przedłużeniem jego męskości.

Dom oczywiście ma swoją historię, a centralną jej postacią jest twórca domu Jack Belias, były hazardzista, choć dla niektórych był to diabeł wcielony, który nie jednemu zawalił życie. I powoli to samo zaczyna robić z życiem małżeństwa Bellmanów. Effie doświadcza dziwnych zdarzeń, a do tragicznych zdarzeń dochodzi podczas inspekcji, a sam Craig zaczyna się zmieniać.

Książka to taki horrrowy page-turner. Prosty i bardzo wciągający. Z murów Walhalli wieje grozą. Zwrotów akcji trochę jest, a do tego ciekawe zakończenie. Historie ze starymi domami mają coś w sobie i ten motyw jakoś nie prędko mi się znudzi. Dodatkowo tutaj ciekawi bohaterowie są zaletą, a najbardziej podobała mi się Effie. Silna babka realnie stąpająca po ziemi za wszelką cenę próbująca znaleźć wyjście z sytuacji w nadziei, że jej małżeństwo przetrwa kryzys.

Zdecydowanie jest to powieść dla wielbicieli horrorów i im go polecam, a tytuł podsunął mi Tommy z Samotni. Miejsca pełnego książek i zajrzyjcie koniecznie tu do niego po więcej tytułów z motywami nawiedzonych domów.

Wydawnictwo Albatros
Walhalla, Graham Masterton
s. 400, 2012 rok wydania (org. 1995)
Ocena: 5-/5
O książce na goodreads

Weryfikacja przeszłości [Dallas’63 – Stephen King]

Obawy co do tej lektury były. Nie jest to wprawdzie książka wiekowa w dorobku Kinga, co u mnie trochę wprowadzało nutkę niepokoju, gdyż najlepsze co czytałem póki co jego autorstwa, to te starsze książki też pisane jako Bachman. Zachętą były dobre głosy po lekturze np. u Olgi czy Marty na ich blogach. I rzeczywiście warto poświęcić trochę czasu i dać się wciągnąć.

Główny bohater i narrator to Jake Epping. Nauczyciel mający 35 wiosen za sobą i mieszka w Lisbon Falls. Monotonne i dość nudne życie kończy się za sprawą jego przyjaciela Ala. Jest on właścicielem knajpy w której znajduje się przejście pozwalające cofnąć się w czasie do 1958 roku. Al walczy z chorobą, co powoduje, że Jake’owi powierza misję uratowania życia wielu ludzi, bo jak twierdzi może się do tego przyczynić uratowanie prezydenta Kennedy’ego, który w 1963 został zastrzelony prze Lee Oswalda. Sprawa nie jest prosta, trzeba też pamiętać o efekcie motyla i zmianach jakie zajdą po jakiejkolwiek czynności wykonanej w przeszłości.

Już na początku Jake próbuje powstrzymać pewnego ojca rodziny, który będzie próbował młotkiem zabić żonę i swoje dzieci. W tym momencie dostajemy to co King potrafi najlepiej czyli przedstawienie chorej i dziwnej psychiki bohaterów do tego jeszcze w małomiasteczkowym klimacie. Później mamy m.in. wątek romantyczny Jake’a i Sadie. King bardzo fajnie tu opisuje relacje i na tyle bardzo je zacieśnia, że Jake’a tajemnicza przeszłość-przyszłość będzie stawiała przed trudnym zadaniem wyjawienia prawdy, a do tego doprowadzi do znacznej zmiany podejścia co do przyszłości i już tak jego podróż zdecydowanie weryfikacji planów.

Opis USA przełomy lat 50/60 jest bardzo obrazowy i trudno nie poczuć tamtych lat czytając książkę. Pomaga w tym narracja, gdzie Jake przybyły z przyszłości boryka się brakiem dużej ilości udogodnień jakie mamy teraz. Ogólnie nie miałem wrażenia aby przy tej ilości stron King jakoś przegadał tą powieść. Wszystko idealnie zbudowało klimat.

Poniekąd jest to historia o przygodzie i walce dobra ze złem. Przynajmniej próbie naprawy tego zła. Są marzenia i wyrzeczenia. Miłość i łzy. Oczywiście trudne wybory. Kolaż postaci bardzo mi przypadł do gustu.

Na koniec dodam tylko tyle, że lektura skłoniła mnie oczywiście do poczytania o tym tragicznym dla Amerykanów wydarzeniu. I samo zabójstwo jak i postać samego Lee Oswalda jest bardzo tajemnicza. Lee był Marines, gdzie był kiepskim strzelcem, a jednak 1963 trzy raz z dużej odległość trafił JFK. A ciekawe jest to, że Jack Ruby, który zabił Oswalda był z pochodzenia Polakiem, tzn. jego rodzice byli Żydami pochodzącymi z Sokołowa Podlaskiego. Jaki ten świat mały.

Dallas'63, Stephen King
Prószyński i S-ka, s. 864 | 2011
Ocena: 5/5
O książce na goodreads