o książkach i nie tylko

Posts tagged “groza

[Kroniki Wardstone #1. Zemsta czarownicy – Joseph Delaney]

Kolejny cykl, a co tam. Tym razem seria młodzieżowa. Taka bardziej pasująca na świętowanie halloween. Duchy, czarownice i inne stwory. Mimo dość mrocznej tematyki, to lektura jest bardzo przyjemna. Nie wiem czy to dlatego, że po fantasy stosunkowo rzadko sięgam, ale powiem czegoś świeżego jest i na tyle jeszcze go czuje, że na czytniku kolejna część ląduje (aż się rymło).

Tom Word, główny bohater. Trochę inny od swego rodzeństwa. Po pierwsze jest to siódmy syn, siódmego syna. Po drugie jak sam przyznaje:

Fakt, iż byłem siódmym synem siódmego syna niewiele znaczył w tym fachu – stracharz nie przyjmował innych uczniów. Wiedziałem jednak, że jest jeszcze coś, co wyróżnia mnie spośród nich. Byłem synem swojej matki.

Matka jego to inteligentna kobieta i też niezwykła, bo gdy tom był mały rozumiała go, gdy widział na przykład jakieś widma, ba, ona z nawet potrafiła sprawić, aby one dały mu spokój. Jednak ten dar może być wykorzystany w profesji Stracharza, czyli łowcy potworów. Społecznie pozycja niezbyt lubiana, co już brat mu dobitnie tłumaczy:

– Będziesz bardzo potrzebował każdego zarobionego pensa. A wiesz dlaczego?
Wzruszyłem ramionami.
– Bo będziesz mógł liczyć tylko na takich przyjaciół, których sobie kupisz!

Tak więc trafia na próbę do mistrza Gregory’ego i jeśli się sprawdzi będzie on go przyuczał do tej niezbyt lubianej profesji. Szybko się okazuje, że najważniejsze co robić będąc stracharzem, to nie popełniać błędów. Młody Tom jednak przekona się o tym późno i zawsze za późno.

Pierwsze co rzuca się przy lekturze tej książki, to taka wszechobecna groza w świecie stworzonym przez autora. Jakoś Delaney tak kreuje bohaterów, że zastane przez nich sytuacje udzielają się czytelnikowi. Weźmy na przykład opis pierwszej próby Toma w nawiedzonym domu i jego mieszkańca.

(…)górnik był człowiekiem zazdrosnym, a choroba sprawiła, że stał się zgorzkniały. Pewnego wieczoru żona do późna została w pracy, a on co chwila podchodził do okna, krążąc tam i z powrotem i wpadając w coraz większą złość, bo sądził, że jest z innym mężczyzną. Kiedy w końcu przyszła, ogarnęła go taka furia, że roztrzaskał jej głowę ciężką bryłą węgla. Potem zostawił ją tu, umierającą na posadzce i zszedł do piwnicy wykopać grób. Kiedy wrócił, wciąż żyła, nie mogła się jednak poruszyć ani nawet krzyknąć. To właśnie groza, która do nas powraca. To czuła, kiedy ją podniósł i zaniósł w dół, w ciemność. Słyszała, jak kopie. Wiedziała, co zamierza zrobić.


A takich fajnie zbudowanych sytuacji jest jakby więcej. Zło z którym obcuje Tom i jego mistrz jakby ich szukało, a oni starają się nie tyle przetrwać, co też w przypadku Toma sprawić, aby nie dotknęło ono za bardzo jego bliskich, a nasz bohater musi szybko nauczyć się podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje.

Myślę, że można polubić Toma i jego świat. Książka, gdy trzeba potrafi przestraszyć ale też i rozbawi. Dodatkowo napisana jest na tyle przyswajalnie, że jest to pożarcia w jeden wieczór (chyba, że dzieci płaczą to góra w dwa).

Kroniki Wardstone #1. Zemsta czarownicy Joseph Delaney
Jaguar, s. 300 | 2007 (org. 2004)
Ocena: 4/5
O książce na goodreads

[Siódma dusza – Andrzej Wardziak]

Andrzeja Wardziaka poznałem przy okazji lektury o zainfekowanej Warszawie w jakże oklepanym temacie zombie. Książka o dziwo bardzo mi się podobała, dlatego teraz bez zbędnych obiekcji, gdy tylko pojawiła się kolejna książka pana Andrzeja wrzuciłem na czytnik i się zanurzyłem. Zanurzenie było przyjemne, choć trochę krótkie, bo książka nie jest rozpasana jakaś, ale to zanurzenie było ciekawym doświadczeniem. Autor znów sięgnął po pomysły, które gdzieś już można było spotkać, ale zrobił to bardzo fajnie i każdy kto lubi trochę wyżywać się na samym sobie i przeżyć trochę grozy powinien być zadowolony.

Autor praktycznie zamyka nas na posesji. Jak się okaże później jego bohaterowie mimo, że będą chcieli nie będą mogli nic z tym zrobić, a wszystko zaczyna się dość prosto. Piątka znajomych postanawia spędzić weekend (a może i dłużej) w domu nad jeziorem/stawem. Marcina rodzice odziedziczyli dom po zmarłym wujku. Już w prologu autor wzbudza poniekąd niepokój pokazując, że ta śmierć mimo, że miała znamiona samobójstwa, tak do końca nie była nim. Stopniowo wciągani jesteśmy w świat niepewności bohaterów. Małe detale pozbawiają bohaterów pewności siebie i pewności, że czas spędzony w domu nad jeziorem jest dobrym pomysłem. Obłęd do którego doprowadzeni są Marcin i spółka jest bardzo przemyślany i udziela się czytającemu, nie wiemy czy coś jest prawdą czy też zjawą, choć i tak wiadomo, że jeśli chodzi o grozę to pewnie tym drugim. Ten obłęd od pewnego momentu trwa i trwa i zbiera brutalne żniwo, aż żal że się tak szybko kończy.

Siódma dusza jest pewnego rodzaju odwołaniem do jakichś wzorców już sprawdzonych, ale czy jeśli są one sprawdzone i dobre, to dlaczego nie? Dla mnie to byłą świetna lektura na te już dłuższe jesienne dni. Książka z pewnością koncentruje się na swoim głównym zadaniu czyli budzeniu grozy przez co mam wrażenie, że autor nie traci zbędnego miejsca i wszystko zdaje się być przemyślane i skupione na tym, aby przerazić. Mamy tu medium, duchy, czy dzwonek telefony, który w pewnym momencie nie budzi sympatii, a jest zapowiedzią niczego dobrego, a to tylko namiastka tego co czeka nas w tej książce. Polecam!

Siódma dusza, Andrzej Wardziak
s. 240, 2015 rok wydania
Ocena: 4+/5
O książce na goodreads

Codzienność ze śmiercią [Drozdy. Posłaniec śmierci – Chuck Wendig]

Kontynuację książek często mają taką wadę, że są przedłużeniem czegoś co wcześniej było za dobre. Teraz w zasadzie norma to wydawanie powieści w seriach. Człowiek czeka później aż jego bohaterowie wrócą i się doczekać nie może. Na Miriam Black z serii Chucka Wendiga warto czekać (choć czekać nie trzeba bo dwie pierwsze części wydane były u nas jakiś czas temu). Posłanie śmierci jest jeszcze lepszą częścią od pierwszej (czytaj tu) jest mroczniejsza i bardziej pokręcona z dobrym wątkiem kryminalnym.

Miriam z Louisem mieszkają w przyczepie. Jest to dla niej udręka, dla niego mniej bo więcej czasu spędza w swojej ciężarówce w pracy. Black lepiej czuje się będąc bardziej w drodze uciekając przed mrokiem czającym się w jej darze. Na życzenie Louisa nosi rękawiczki, aby nie stykać się z osobami. Wszystko wraca do normy, gdy Miriam chce porzucić życie w przyczepie. Louis proponuje jej spotkanie z kobietą, która myśli, że umiera. Jej dar ma pomóc jej rozwiać wątpliwości. Podczas wizyty w szkole w której pracuje kobieta Black ma wizję śmierci dwóch uczennic. Są podobne. Są brutalne. Ich morderca ma specyficzny tatuaż. Czy Miriam będzie w stanie odnaleźć i powstrzymać zabójce?

Coś wciągającego jest w czytaniu o czyjejś śmierci. Jak ktoś sławny umiera, często zaglądamy w artykuł szukając co się stało i stwierdzamy ‚ah jakie to straszne’, ‚ah jaka to młoda osoba była’ itd. Osoba obcująca ze śmiercią jak Miriam nie może być normalną osobą. W tej części powieści dowiadujemy się sporo o tym jak ‚nabawiła’ się takiej przypadłości, a do tego nasilające się wizje z ptakami (krukami i drozdami) są tak intensywne, że momentami nie wiadomo czy to co widzi nasza bohaterka to wizja czy rzeczywistość. Wszystko udziela się czytelnikowi i można się trochę zdezorientować.

Podsumowując parę punktów dlaczego mimo trochę kiepskich okładek sięgamy po Drozdy, to stwierdzam że po pierwsze primo czyta to się świetnie, wciąga bardzo, pisane językiem prostym i bardzo przyswajalnym. Po drugie Miriam ma pasujące mi akurat poczucie humoru i wprawdzie jej zgryzliwości i ironiczne docinki nie są już tak intensywne, ale jak już to robi to się szeroko uśmiechałem. Po trzecie kryminalna zagadka w szukaniu mordercy z paranormalnymi wizjami jakoś tutaj dobrze współgrają i wydają się dopracowane, a igranie z przeznaczeniem jeszcze dodaje smaczku. Po czwarte i ostatnie jest to co tygrysy lubią najbardziej, odstrzelone członki, obcięte głowy, kruki z jednym okiem i dużo grozy.

Pozostaje mi jeszcze raz zachęcić, a ja lecę na korki z angielskiego, ‚iż gdyż ponieważ bo’ nasz wydawca póki co nie ma w planach wydawania dalszych części.

Drozdy. Posłaniec śmierci, Chuck Wendig
Wydawnictwo Akurat, s. 320 | 2013 (org. 2012)
Ocena: 5/5
O książce na goodreads

Wi-sio-ły [Pan na Wisiołach. Krzyk Mandragory – Piotr Kulpa]

Taa. Co tu dużo pisać. Człowiek dał trochę sobie odetchnąć od Wisiołów, bo trzy miesiące szybko zleciały. Po lekturze drugiej części dochodzę do wniosku, że można było przeczytać szybciej. Klimat może gdzieś uciekł, a jak powrócił to człowieka bardziej uderzył. Bynajmniej to nie wada, bo Wisioły to specyficzne miejsce. Koniec pierwszej części intrygował i pozostawił dużo pytań. Autor szybko rozwiewa wątpliwości, ale nowe problemy szybko się pojawiają i aż człowieka zżera ciekawość jak się rozwiążą.

Czaruś przechodzi trudne chwile i ucieka z domu, Magda ma coraz więcej wątpliwości co do swego małżeństwa, a Tymoteusz oderwany coraz bardziej daje się zdominować Wisiołom i niestety stanie się zakładnikiem Bargieła, który ma niecny plan i wszystko realizuje tak jak zaplanował, a tytułowa mandragora (to taka roślina) będzie tu kluczowym elementem.

W pierwszej części zaznajamiał nas autor z tą oderwaną tajemniczą miejscowością. W kontynuacji mamy już totalną jazdę jak z powieści grozy, są duchy i klątwy, ludowe gusła, wsparte czynami takimi jak zamiana ciał czy coś w ten deseń. Wszystko to jest opisane bardzo klimatycznie, do tego wsparte dużym dynamizmem, przez co książkę czyta się bardzo, ale to bardzo szybko. Wszystko tutaj jest idealnie wyważone. Trochę fantastyki, trochę jakby kryminalnych tajemnic i do tego wyraziści bohaterowie, którzy lepieni są przez atmosferę miejsca, a co to znaczy musicie się przekonać sami.

Klimat, klimat, klimat. To jest to co autorowi się udało stworzyć bezbłędnie. Ci którzy lubią derszczyk na plecach powinni dać się pokiziać autorowi 😉

Pierwsza część u mnie na blogu: Mroczne siedlisko

Wydawnictwo Videograf
Pan na Wisiołach. Krzyk Mandragory
Piotr Kulpa
s. 352, 2014 rok wydania 
Ocena: 4+/5
O książce na goodreads 

Bu! [Oni – Olga Haber]

Powieść grozy. Tak brzmi na okładce dumnie tytuł. Ta groza jest tu stopniowana. Początkowo ma się wrażenie, że to mamy do czynienia z jakąś obyczajówką. Taki psikus ze strony autorki. Stopniowe wprowadzenie w klimat. Ja dodatkowo musiałem się przestawić na powieść pisaną w pierwszej osobie z punktu widzenia kobiety, ale nie było tak źle w końcu córka nawet stwierdziła, że mi cycki (tak powiedziała!) urosły.

Tą kobietą której losy śledzimy jest Natalia (36 lat). Po związku ze starszym facetem (Emil, lat ok. 50), a w związku z dużo młodszym. Mieszka w domu po tym starszym z tym młodszym. Ten młodszy Łukasz (24 lata) z heteryczną matką i siostrą też mało sympatyczną prowadzą interes. Natalia pisze felietony, nawet zaczyna kryminał. Warunki ma bardzo dobre ‚Emilówka’ w której mieszka jest na odludziu przy lesie. Cisza, spokój i nikogo dookoła. No właśnie. Z tym ‚nikogo’ nie do końca jest tak jak się zdaje. Od jakiegoś czasu czuje że ktoś ją obserwuje. Zdaje się to być falowe, ale ostatnio się nasila. Łukasz początkowo stara się bagatelizować, to ale dziwne wydarzenia nie pozostawiają złudzeń, że coś się dzieje. Nietypowy pożar, dziwnie zjarane drzewa, niezwykłe rysunki dziecka, czy słowa cieżarnej sąsiadki, która twierdzi, że ktoś chce jej odebrać dzieci. No właśnie, kto?

Książka Olgi Haber oferuje nam ciekawą przygodę na prowincji i historię nietypową, jak na nasze warunki, ale typową dla twórczości takich autorów jak Stephen King. Nawiązanie czuć tutaj jeśli chodzi szczególnie o motyw kota Boruty, który mi kojarzył się z Cmętarzem Zwieżąt, lecz w stosunku do mistrza gatunku oferowana historia i jej motywy różnią się, a nie chce zdradzać Wam do końca kim są ONI więc cicho sza. Powiem tylko, że rozwiązanie u Kinga było oczywiście bardziej dla mnie przyswajalne, ale nie ma co wybrzydzać, jak na debiut jest ciekawie i oryginalnie. Poza tym książkę czyta się bardzo dobrze i szybko, a historia mimo, że nie aż tak mnie nie przerażała, to są momenty gdy czuć duże napięcie, a szepczące głosy w głowie, które bohaterkę doprowadzają do jakiegoś amoku i czynności, które momentami nie wiadomo czy się dzieją są bardzo wciągające. Tak więc, nie przedłużając wywodów, kawał dobrej polskiej książki. Polecam!

Wydawnictwo Videograf
Oni , Olga Haber
s. 214, 2014 rok wydania
Ocena: 4/5
O książce na goodreads 

Hrabia [Dracula – Bram Stoker]

Stoker musiał długo czekać aż jego Dracula ukaże się w naszym kraju. Stało się to prawie 100 lat po oryginalnym wydaniu, bo pierwsze wydanie odbyło się w 1990, a oryginał 1897. Dobrze, że w ogóle się pojawiło, bo powieść ta to istny klasyk kształtujący postać wampira w literaturze. W Draculi znajdziemy walkę ze złem, które przyjmuje różne formy. Książka przede wszystkim wytrzymuje próbę czasu.

Johnatan Harker jedzie spotkać się z klientem chcącym kupić posiadłość w Londynie. Transylwania jako docelowe miejsce podróży okazuje się dość gościnne, aczkolwiek po drodze wszyscy przestrzegają go przed miejscem do którego zmierza. To przestrzeganie jest niezrozumiałe dla naszego bohatera jak choćby znaki krzyża robione przez podróżnych, a poza tym ktoś mu zawiesza na szyi krzyżyk, który później okaże się bardzo pomocny, ale to już będzie po tym jak zorientuje się, że znajduje się w pułapce.

Stoker stopniowo buduje napięcie. Liczy na nasza wyobraźnię, liczy na to, że przedstawione fakty i sytuacje w jakiej znajdą się bohaterowie przerażą nas. Buduje ciekawie napięcie stopniowo przed bohaterem odsłaniając trudną sytuację w jakiej się znalazł, a trzeba powiedzieć, że robi to autor specyficznie. Forma książki jest przestawiona jako zapiski listów i dzienników, o dziwo to działa! Sposób ten może mieć źródło w tym, że Stoker pracował jako dziennikarz i takie coś było mu bliskie. Choć szczerze na początku miałem problemy z tą narracją, ale szybko się przestawiłem.

Klasykę ciężko ocenić, ale tu ona broni się sama i tak jak napisałem na początku jest to utwór ponadczasowy. Można tu dostrzec także, że wampiry były swego rodzaju też źródłem do powstania zombie, bo wampiry w sumie żywią się krwią, a umarlaki też coś tam podjadają z ludzi, tylko że Ci drudzy są trochę bardziej rozgarnięci.

Po tej lekturze stwierdzam, że warto poznać tego Dracule jak i śledzącego go doktora Van Helsinga. Horror nietypowy, ale mający jeden główny wątek, walki ze złem w każdej postaci. Dla wielbicieli grozy pozycja obowiązkowa.

Oficyna Literatów "Rój"
Dracula, Bram Stoker
s. 285, 1991 rok wydania (org. 1897)
Ocena: 4/5
O książce na goodreads 

Blokersi [Domofon – Zygmunt Miłoszewski]

Dobre złego początki. Tak można nazwać start Agnieszki i Roberta w Warszawie. Kupili oni tam skromne małe mieszkanie w bloku na Bródnie. Mieli dość dobre plany, ale już po drodze do stolicy podczas wyprzedania było blisko wypadku. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Nie zdawali sobie sprawy, że jeśli chodzi o dobroć, to zaczyna się zjazd po równi pochyłej.

Ekipa czekała na nowych lokatorów. Można zaczynać wprowadzanie, a tu jednemu z lokatorów widna obcięła głowę. Nici z pierwszego zaplanowanego wieczoru. Agnieszka i Robert zaczynają przeżywać trudne chwile. Męczą ich koszmary. On zaczyna swoje malarskie popisy i stopniowo coraz bardziej przerażają jego żone. Wszystkiego dopełnia utrata pracy przez Roberta. W powietrzu wisi coś złego, a wspomniane sny są przerażające i bardzo realistyczne. Co gorsza żaden z lokatorów nie może opuścić budynku. Jeden z lokatorów zdaje się mieszkać w budynku od zawsze i chyba coś ukrywa.

Nie widziałem czego mogę się spodziewać po tej książce. W zasadzie nie zrobiłem rozeznania. Ostatnio Miłoszewski dostał nagrodzony za swoje kryminały, tutaj jednak daleko do tego gatunku. Jest to bardziej powieść grozy. Niepokoje towarzyszące bohaterom skutecznie dają się odczuć czytelnikowi. Szczegółowy opis mieszkańców pozwala nam wyrobić sobie zdanie o nich, a mamy tu dość duży przekrój grup społecznych, bo oprócz młodego małżeństwa, jest też małżeństwo z nieposłusznym dzieckiem, starsza dewotka, czy też dziennikarz alkoholik (książka bez alkoholika książką straconą!). Ich problemy doskonale połączone zostały z grozą, czyli jest wykorzystana przez siły nadprzyrodzone. Wewnętrzna walka jaką prowadzą bohaterowie ma różne skutki i dużo zależy od ich siły wewnętrznej. Poza tym ten na pozór nieciekawy blok i jego pospolitość okazała się być świetnym miejscem na horror. Nie licząc tych nadprzyrodzonych sił, to wszystko jest typowe i każdy z nas mógłby mieszkać w takim lokum. Tylko ciekawe ilu z Was po tej lekturze bez problemu wsiądzie do windy?

Wydawnictwo W.A.B,
Domofon, Zygmunt Miłoszewski
s. 360, 2012 rok wydania 
Ocena: 4/5
O książce na goodreads 

Co ma wisieć [Pan na Wisiołach. Mroczne siedlisko – Piotr Kulpa]

Alem się zabierał do tych Wisiołów. Spoglądałem i odkładałem. Spoglądałem i znów jakoś nie miałem ochoty. W zasadzie ta okładka to chyba najsłabsza strona tej książki. Dla mnie jest ona dość karykaturalna przez te nienaturalne postacie. W zasadzie nienaturalne to dobre określenie jeśli chodzi o Wisioły. Małe miasteczko, tajemnice, obrzędy, obcinanie głów truposzom, dobra.. zaczynamy jazdę.

Tymek Smuta. Osiągnął sukces w stolycy. Dobrze zarobił, ożenił się z piękną Magdą i syna spłodził. Rysą w CV naszego bohatera jest jego alkoholowa przeszłość i trochę syn, który mimo, że inteligentny i grzeczny, to jednak niemowa. Stabilny żywot przerywa im poniekąd dobra wiadomość o dziedzictwie. W spadku po dziadkach (o których istnieniu nie widzieli) Tymoteusz dostaje posiadłość w Wisiołach. Magda namawia męża na wyjazd i porzucenie wszystkiego. Zaczynają nowe życie. Na zadupiu. Specyficznym zadupiu z dużą ilością osobliwych mieszkańców.

Zaraz po przyjeździe zaczyna się od dziwnego zdarzenia. Jeden z miejscowych próbuje zakatować bezpańskiego psa. Świadkiem tego jest młody Czaruś, który wespół z Magdą ratują zwierze, kaukaza o imieniu Basior. Pomimo początkowego oburzenia i odrazy do tego czynu, pod wpływem aury miejsca nowi mieszkańcy akceptują nie tylko ten fakt, ale też inne, jak na przykład Magda akceptuje dziwne sytuacje z Cyganem czy rytuały odprawiane przez starszych mieszkańców.

Specyfika miejsca ma odbicie w trudnościach znalezienia ludzi do pracy. Tymek po zdarzeniach z Basiorem chce ogrodzić posiadłość płotem. Sprawa się komplikuje, gdyż nie ma kto mu pomóc. Magda też wydaje się kropce. Jej nowoczesny gabinet stomatologiczny świeci pustkami, bo leciwi mieszkańcy zdają się nie mieć zębów. W zasadzie wydaje się że w starszyźnie liczba mieszkańców równa jest liczbie jej uzębienia. Każdy staruszek to truchło, tak przynajmniej im się wydaje. Wszystko zmienia się podczas spaceru podczas którego są świadkami dziwnego rytuału.

Autor świetnie potrafi wczuć czytelnika w atmosferę miejsca. Wisioły porażają małomiasteczkowością i zaściankowością. Do tego dostajemy świetnie wykreowanych bohaterów, a idealnym rozwiązaniem wydaje się tutaj narracja prowadzona z różnego punktu widzenia.

Mroczne siedlisko jest ciekawym tworem, świetna powieścią grozy, atmosferę dopełnia duże tempo akcji, co ciekawe nie traci na tym fabuła i autor nie pomija żadnego ważnego wątku. Do tego wszystkiego zakończenie pozostawia tyle dylematów i pytań, że z chęcią i nie patrząc na kolejna dziwną okładkę sięgnę po kontynuację tej powieści.

Wydawnictwo Videograf
Pan na Wisiołach. Mroczne siedlisko
Piotr Kulpa
s. 368, 2014 rok wydania 
Ocena: 4/5
O książce na goodreads 

O zgrozo [Wendigo i inne upiory – Algernon Blackwood]

Różnie można podchodzić do książek wywołujących dreszczyk emocji. Jedni chcą tego więcej inni unikają, boją się. Groza w literaturze pojawia się od dawna a Algernon Blackwood uchodzi za klasyka gatunku. Usłyszałem o nim na blogu Olgi tj. Wielkim Buku. Zbiór opowiadań Wendigo i inne upiory to doskonała kompilacja w której każdy znajdzie coś dla siebie. 13 opowiadań. 13 różnych historii. Czasem krótkich, czasem dłuższych. Jakoś unikam zbiorów opowiadań, ale ten chyba jakoś przypadł mi do gustu.

Na mnie największe wrażenie zrobiły Wierzby, Wendigo i kryminalny (a jakże!) Max Hensig, choć też Urok śniegu zostawił u mnie jakieś mroźne wrażenie. Wszystkie te opowiadania pokazują jedną rzecz. Miłość Blackwooda do natury i jej tajemnic. To o czym pisze we wstępie pan Marek Nowowiejski czyli ta chęć zgłębiania przyrody jest bardzo tu widoczna. Przyroda i jej tajemnice bohaterom opowiadań nie pozostawiają za bardzo pola manewru, często przez to zatracają się i wierzą w coś nierealnego, a ta wiara prowadzi ich do zguby. Kto wierzy w gusła temu dupa uschła. Ot i cała prawda.

Wszystkie te historie jakie przytacza autor są dość proste. Jednak atmosfera jest niezwykła. Weźmy Wendigo. Bohaterowie zanurzają się w lesie, a niepokój i groza wiszą w powietrzu i delikatnie tylko zaczyna być odczuwalna. Stopniowo pomału swym subtelnym stylem autor zaczyna naruszać niepokój, aż nie wiadomo kiedy natura przejmuje władzę i zaczyna dominować.

Niezwykły to zbiór. Blackwood wciąga. Niektóre historie mogą być słabsze. Myślę, też że to może efekt czytania tych opowiadań wszystkich jednocześnie. Osobno te słabsze zyskały by na wartości. Z pewnością autor może spowodować, że troszkę inaczej spojrzymy na to co mamy za oknem, na nas spacer po lesie. Zweryfikujemy nasze wierzenia w zabobony, a może na przykład już przejście koło wierzb nie będzie już nigdy takie samo.

Wydawnictwo C&T
Wendigo i inne upiory, Algernon Blackwood
s. 364, 2006 rok wydania (org. 1973)
Ocena: 4/5
O książce na goodreads