o książkach i nie tylko

Posts tagged “kindle

Rok z Kindle – takie tam uwagi

Jakiś miesiąc zbierałem się do napisania paru uwag o użytkowaniu czytnika przez ostatni rok.

Byłem sceptycznie nastawiony do czytników, ale Kindle stało się podstawowym nośnikiem do czytania. W całym roku 2014 na 52 książki aż 43 czytałem w wersji elektronicznej. To szaleńcze niecałe 83%! Jednak promocje w księgarniach elektronicznych robią swoje. Gdyby jeszcze VAT na ebooki obniżyć z 23% do VAT-u równemu temu obowiązującemu na książki fizyczne, byłoby pewnie lepiej.

Co mi się nie podoba?

Hmm ogólnie widzę podejście w formatach. Kindle akceptuje pliki z rozszerzeniem mobi/azw3. Jednak sklepy nie radzą sobie dobrze jeszcze z konwersją. Pliki mobi często różnią się znacznie od tych epub. I ja jak kupię sobie książkę epub/mobi to przelecę (przekompiluje) w Kindle Previewer i mam w miarę to samo. W czym problem? Ano epub zawiera często style i czcionki które starsza wersja mobi nie akceptuje. Ja miałem problem kiedyś po kupieniu Dodger’a Terry Pratchetta. Po wgraniu pliku mobi (ze stylami czyli KF8) na czytnik ucinało część akapitów. Dziwna sprawa. W pliku wszystko było, a jednak plik mobi oryginalny jak i ten utworzony z epub po wrzuceniu na czytnik był błędny. Dopiero po interwencji wrzucona wersję prawidłową mobi ale już bez stylów.

Dlaczego czepiam się tych stylów? Ano bo nie wiem jak dla Was ale dla mnie formatowanie ma duże znaczenie przy czytaniu. Człowiek jakiś czas spędza przy książce. Mnie osobiście irytuje jeśli gdzieś łamanie wierszy jest zwalone czy inne rzeczy.

No i przy przerzucaniu z epub jest pare problemów.

Pierwszy to czcionki. Książka ma często wbudowaną czcionkę. Jednak Amazon jest na tyle oryginalny, że oprócz swojego formatu w książkach obsługuje wbudowane czcionki, ale tylko jeśli są one w formacie ttf. Jak się pewnie domyślacie część książek ma czcionki otf i jest dupa. Wtedy czcionka jest już brana z czytnika. Wiem wiem, pewnie znajdą się tacy którzy będą twierdzić, że wydziwiam, ale dobrze by było mieć obraz tego co domyślnie dane wydawnictwo chciało przedstawić w książce razem domyślną czcionką. Jak wynika z informacji z jednej z księgarni publio.pl problem jest z licencją czcionek i nie zawsze mogą oni wrzucić ttf.

Druga rzecz to mała pierdoła ale mająca duży wpływ na wygląd książki.
Każda książka to html+style css. Style w plikach html są podlinkowane w nagłówkach w sposób:

link href=”../Styles/mojestyle.css” rel=”stylesheet” type=”text/css”

ha! ale często brakuje w książkach type=”text/css”! i to powoduje że mamy kupę. To znaczy jest spoko, ale nie na tyle, aby cieszyć się porządną książką za którą dało się czasem nie małą kasę.

Co by tu jeszcze z minusów wizualnych. Aaaa! No nie wiem czemu, ale często tekst jest wyrównany do lewej strony. Kto to wymyślił? Wyobrażacie sobie książkę w której tekst nie jest wyjustowany tylko wyrównany do lewej? Hmm wygląda to niezbyt ładnie. Nie każda też książka ma dodane dzielenie wyrazów, lecz z tym można sobie w miarę poradzić używając znanego programu do zarządzania książkami na czytnikach tj. Calibre.

Dużo tych technicznych rzeczy jest, które pozwolą nam udoskonalić książkę. Wystarczy mieć Calibre, Kindle Previewer i Notepad++. Mi to nie przeszkadza, bo ja lubię pogrzebać tu, tam i sobie poprawie, ale ile użytkowników nie umie? Może im to nie przeszkadza, a może czepiam się. W każdym razie do doskonałości w książkach elektronicznych trochę jeszcze brakuje.

Ale z fajnych rzeczy to jest takie rozwiązanie przesyłania książek bezpośrednio na Kindle za pomocą programu Send To Kindle. Ja już kabla nie używam. Wystarczy po zainstalowaniu Send To Kindle kliknąc prawym na książce wysłać, a w Kindle’u włączyć wi-fi i zaraz się ściągnie. Dobre rozwiązanie, a nawet bardzo.

Książki elektroniczne coraz częściej mają premierę równo z wydaniem papierowym, a zdarzają się też przypadki, że są wcześniej niż papier na przykład Wołanie kukułki było na tydzień przed.

Mimo pewnych technicznych pierdołek które mogłyby poprawić odbiór książek elektronicznych to Kindle, a w zasadzie też inny czytnik pewnie też to świetne rozwiązanie dla każdego mola książkowego. W PL rynek ebooków to jakieś 3% całości, dla porównania w USA w 2012 roku było już 30% więc ogromna różnica. Wszystko idzie w dobrą stronę. Wiadomo jak rynek się powiększy, to konkurencja będzie większa wśród księgarni i ceny będą spadać.


Kindlowe (nie mylić z kindle-love) wrażenia

Jako, że jakiś czas temu sprawiłem sobie czytnik Kindle Classic w wersji czarnej, to po paru miesiącach mogę napisać jak wrażenia.

Co mi się podoba, albo i nie?

Dostępność książek jest coraz większa i można naprawdę kupić już dużą część literatury. Różnie to bywa ze starszymi tytułami, ale nie jest tak źle. Każda nowa książka jest dostępna też w formie ebooka.
Na początku trudno mi się było przyzwyczaić do czytania bez podziału na strony i z procentowym wskaźnikiem, lecz przyznam, że im więcej czytam tym bardziej mi się to podoba. Na pasku mamy zaznaczone rozdziały, co też jest dobre. Choć zwykłą książkę łatwiej przekartkować, a tu już tak szybko tego nie zrobimy.
Ekran też początkowo wydawał mi się mały, ale Kindle’a trzyma się wygodnie i jedną ręką bez problemu można sobie poradzić, co się przydaje np. w autobusie. A jak już jesteśmy w okolicach ekranu to jest on naprawdę bardzo dobry i czytałem już dość dużo i przyznam, że ani razu me oczy się nie zmęczyły.
Z rzeczy które mi nie podobają to system zarządzania folderami tj. kolekcjami. Domyślnie można stworzyć tylko jeden poziom zagnieżdżenia i niektórym osobom może to nie starczyć. Tu z pomocą przychodzą Azjaci, którzy stworzyli alternatywny system Duokan, który wprowadza różne ulepszenia. Nie będę się o nim rozpisywał, gdyż nie czułem jeszcze potrzeby, aby go instalować. Póki co to co jest domyślnie mi starcza.

Muszę też wspomnieć o chomikowych książkach których jest na tym serwisie od groma. Format który najlepiej toleruje Kindle jest mobi. Niby jest tam coś, ale jakieś 95% z tego co tam jest nie da się czytać. Formatowanie do dupy, brak podziału na rozdziały, brak spisu treści. Te trzy rzeczy przynajmniej mnie zniechęcają do zaglądania tam. Przyznam tylko, że sam mam jakieś pdf-y i chciałem sobie je poczytać na Kindle’u i jak najbardziej można i wtedy sobie robię konwersję do rtf, później do mobi i czasem poprawiam już źródła, które są w html’u, a że lubię grzebać w takich rzeczach to muszę przyznać, że samemu można fajnie sformatować książkę. No, ale to dla tych co mają coś do przekonwertowania.

No i tyle moich wypocin o czytniku. Jakiś czas temu byłem sceptykiem jeśli chodzi o takie czytanie. Teraz jeśli ktoś mnie spyta, będę jak najbardziej zachęcał do kupna.


Cyfryzacja

Wczoraj początek miała nowa era o której to cały czas informują w telewizji. Cyfryzacja rozpoczęła się jakoś tak od zachodu i będzie postępować. Mam na myśli oczywiście tą cyfryzację telewizyjną. Tak jakoś się złożyło, że w dniu wczorajszym dotarł do mnie przedmiot, który idealnie wpasował się w tą całą sytuację. Sam broniłem się dość długo i myślałem, że się nie przekonam do takiego sposobu czytania książek, bo przedmiotem który mam na myśli jest czytnik e-booków Kindle. Trochę porwałem się z motyką na słońce, bo jak wiadomo czasu na czytanie mając rodzinę jest jak na lekarstwo. Oczywiście słowa żony ‚jak będziesz używał to kup’ jeszcze do tej pory mi siedzą w głowie, ale będę używał. A co! I będę czytał. Moralne rozterki były, bo wiadomo koszt takiego czytnika to jakieś 10 paczek pieluch (w końcu może mała zacznie do nocnika sikać ;)), ale ostatnio na czytaniu spędzam większą część czasu, to czytnik się przyda, a przyznam że jakimś gadżeciarzem nie jestem i wcześniej na taki czytnik patrzyłem właśnie przez pryzmat gadżetu.

Największe rozterki przy sprawieniu sobie czytnika dotyczą oczywiście samego sposobu czytania, bo wiadomo, że książka to książka. Inaczej to siąść zgiąć, przewrócić strone, osłonić, zakładkę założyć itd. Wiadomo czasy są jakie są, komputery i elektronika jest obecna wszędzie. Po jednym dniu użytkowania muszę stwierdzić, że oszczędność miejsca jest znaczna, gdyż nie trzeba nosić książek (choć i tak w plecaku książka zwykła u mnie leży).  Zastanawiam tylko, czy wizja Raya Bradbury’ego z 451 Fahrenheit’a nie powinna się zaktualizować i książek w przyszłości nie będą palić tylko usuwać z dysku, tylko jak by on przedstawił jakoś spektakularne usunięcie książek, wiadomo pożar to pożar robi wrażenie większe niż naciśnięcie [delete]. Hmm mniejsza z tym bo tracę wątek. W każdym razie czytanie książek na czytniku a komputerze to dwie całkiem różne sprawy, to tak jakby porównywać granie w Fife na komputerze a granie na dworze. I tym wnioskiem skończę ten wywód.

A jak to jest u Was? Macie? Używacie? Nie wyznajecie tego sposobu czytania?