o książkach i nie tylko

Posts tagged “pitu pitu

Z czeluści

Ależ czasu minęło gdy tu coś wypociłem. Powodów porzucenia tego miejsca jest chyba dość dużo. Aczkolwiek główny to jednak brak czasu. Na książki też jest coraz mniej. Aczkolwiek człowieka ciągnie w las. Czytnik pełny buków. Z biblioteki się dalej przynosi kilka książek, które często niestety nieprzeczytane wracają na półki. Aczkolwiek jednak dobrze by było zaznaczyć swoją obecność tutaj. Tak więc zaznaczam. Może to ktoś przeczyta. Jak będzie więcej czasu wrzucę jakieś przemyślenia o różnych takich książkach. Takich tu na pewno nie zabraknie.

Aczkolwiek… człowiek się angażuje w różne projekty. Dzieci rosną. A jednak plan mam taki żeby trochę obudzić to miejsce a jak się nie uda zastosuję model holenderski i dokonam jego eutanazji.

stay tuned


Cyfryzacja

Wczoraj początek miała nowa era o której to cały czas informują w telewizji. Cyfryzacja rozpoczęła się jakoś tak od zachodu i będzie postępować. Mam na myśli oczywiście tą cyfryzację telewizyjną. Tak jakoś się złożyło, że w dniu wczorajszym dotarł do mnie przedmiot, który idealnie wpasował się w tą całą sytuację. Sam broniłem się dość długo i myślałem, że się nie przekonam do takiego sposobu czytania książek, bo przedmiotem który mam na myśli jest czytnik e-booków Kindle. Trochę porwałem się z motyką na słońce, bo jak wiadomo czasu na czytanie mając rodzinę jest jak na lekarstwo. Oczywiście słowa żony ‚jak będziesz używał to kup’ jeszcze do tej pory mi siedzą w głowie, ale będę używał. A co! I będę czytał. Moralne rozterki były, bo wiadomo koszt takiego czytnika to jakieś 10 paczek pieluch (w końcu może mała zacznie do nocnika sikać ;)), ale ostatnio na czytaniu spędzam większą część czasu, to czytnik się przyda, a przyznam że jakimś gadżeciarzem nie jestem i wcześniej na taki czytnik patrzyłem właśnie przez pryzmat gadżetu.

Największe rozterki przy sprawieniu sobie czytnika dotyczą oczywiście samego sposobu czytania, bo wiadomo, że książka to książka. Inaczej to siąść zgiąć, przewrócić strone, osłonić, zakładkę założyć itd. Wiadomo czasy są jakie są, komputery i elektronika jest obecna wszędzie. Po jednym dniu użytkowania muszę stwierdzić, że oszczędność miejsca jest znaczna, gdyż nie trzeba nosić książek (choć i tak w plecaku książka zwykła u mnie leży).  Zastanawiam tylko, czy wizja Raya Bradbury’ego z 451 Fahrenheit’a nie powinna się zaktualizować i książek w przyszłości nie będą palić tylko usuwać z dysku, tylko jak by on przedstawił jakoś spektakularne usunięcie książek, wiadomo pożar to pożar robi wrażenie większe niż naciśnięcie [delete]. Hmm mniejsza z tym bo tracę wątek. W każdym razie czytanie książek na czytniku a komputerze to dwie całkiem różne sprawy, to tak jakby porównywać granie w Fife na komputerze a granie na dworze. I tym wnioskiem skończę ten wywód.

A jak to jest u Was? Macie? Używacie? Nie wyznajecie tego sposobu czytania?