o książkach i nie tylko

Posts tagged “rebis

[Imię wiatru – Patrick Rothfuss]

Cegła, cegłą ale trzeba mieć cement by to wszystko połączyć. Rothfuss gdzieś tam mi się przewijał podczas przeglądania rekomendacji na goodreads i teraz zmierzyłem się z tym dość rozwlekłym w treść tomiskiem. Spotkanie moje można by porównać do nowego uczesania dziewczyny, która chce zrobić wrażenie na chłopaku wywaliła kupę kasy na nie, przychodzi do domu, a tu chłopak akurat ogląda np. mecz i w zasadzie nie zauważył. Tak jak u niego było u mnie, ale dlaczego o tym za chwile.

Kvothe, główny bohater. Legenda. Wszyscy są przekonani że nie żyje. On jednak ukrywa się pod postacią karczmarza. Zostaje rozpoznany przez Kronikarza i namówiony na opowieść o sobie, a że jego życie to niezła odyseja, trzeba na to czasu. Dowiadujemy się, że za młody żył wśród wędrownej trupy aktorów, a jego największym marzeniem jest dostanie się na Uniwersytet i zostanie hermetykiem czyli czarodziejem. Kvothe jest jednostką ponadprzeciętną wręcz genialną. Szybko się uczy, aktorstwo, muzyka, magia wszystko szybko przyswaja. Gdy jego rodziców mordują Chandrianie sprawy przybierają inny obrót i musi żyć na ulicy. Jednak mimo młodego wieku udaje mu się dostać na Uniwersytet, gdzie może dowiedzieć się czegoś więcej o Chandrianach.

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że autor sięga już po coś co gdzieś w literaturze miało miejsce. Choć parę ładnych lat minęło od lektur Ziemiomorza, to moje pierwsze skojarzenie było z dziełem Ursuli K. Le Guin. Wszystko przez imiona i podejście do nich, bo tylko znając prawdziwe imię danej rzeczy mag może panować nad nią, co jest dokładną kopią tego co wymyśliła Le Guin. Mimo, że pomysł wtórny, to dla mnie to plus, bo jak się wzorować, to na najlepszych. Poza tym, to postać Kvothe ma jedną wadę tzn. odniosłem wrażenie, że jest zbyt wyidealizowany. Był doskonały lecz wad mu zabrakło. Jest genialny, wszystkiego za co się nie weźmie, to sobie z tym poradzi. Jak już coś spieprzy, to praktycznie nie ponosi konsekwencji błędów. Trochę zbyt idealny bohater wyszedł autorowi.

Mimo paru przestojów i chwil dłużenia, książkę czytało się w miarę szybko, ale tak jak pisałem we wstępie momentami byłem trochę oderwany od tego co się dzieje w książce i do końca nie udało mi się wciągnąć w te wydarzenia. Zobaczymy jak będzie z kolejnymi tomami, bo w sumie ten nie oceniam jako czasu straconego, jednak Kvothe momentami mnie irytował. Tylko tyle, ale może aż?

Imię wiatru, Patrick Rothfuss
Rebis, s. 872 | 2008 (org. 2007)
Ocena: 4-/5
O książce na goodreads

Tu jest Rzym! [Wspazjan. Trybun Rzymu – Robert Fabbri]

Po Gemmellu i jego obcowaniach z greckimi klimatami, przyszedł czas na Imperium Rzymskie. Czasy to były dość specyficzne. Grunt to oddanie Państwu i życie zgodnie z wolą bogów w końcu to dopiero początki czasu naszej ery, a dokładnie wszystko zaczyna się 9 roku n.e.

Jakże dobry znak pojawia się przy narodzinach Wespazjana. Dąb poświęcony Marsowi puszcza gruby pęd, tak duży jakby miało wyrosnąć kolejne drzewo. Znak o tyle ważne, że przy narodzinach jego siostry, drzewo puściło ledwie gałązkę, która uschłą, a dziewczyna zmarła. Sami widzicie, że wszystko wskazuje na to, że życie młodego potomka rodu Flawiuszów będzie ciekawe z naciskiem na władze.

Po szesnastu latach, młody chłopiec zagłębiał się już w zarządzanie gospodarstwem i dbaniem o zwierzynę. Nie było to zajęcie przynoszące mu chluby, ale dające mu poczucie stabilności i bezpieczeństwa, a z drugiej strony było powodem drwin jego starszego brata, który był bardziej biegły w walce. Rodzice obu chłopaków mają co do nich konkretne plany, a wykorzystają do tego swoje koneksje. Ich wuj jest senatorem, dzięki czemu mogą szkolić się do walki w imię Rzymu. Wespazjan zostaje trybunem czyli młodszym oficerem. W międzyczasie zakochuje się, a po drodze ujawnione zostają kolejne spiski wrogów cesarza rzucające oskarżenia na sprzyjające naszym bohaterom rodziny.

Mimo, że autor sam przyznaje, że dość luźno trzymał się faktów, to samo przedstawienie to obraz społeczeństwa rzymskiego jest bardzo ciekawy. Dla mnie jako laika była to interesująca lektura. Wprawdzie postacie takie jak Pompejusz czy Marek Antoniusz są mi znane, ale ogólnie nigdy nie zagłębiałem się w te klimaty. Ba! W czasach szkolnych unikałem jak ognia. Historia wydawała mi się niezbyt ciekawa, a teraz wprost przeciwnie. Fakt, że tych właśnie faktów może być mniej niż powinno, ale mi to wystarcza. Polityczne spiski, budowanie oddanego otoczenia, które będzie popierała odpowiednich kandydatów, czy inne rozgrywki, to w starożytnym Rzymie codzienność. Wszechobecna korupcja, ma tylko na celu zwrócenie kosztów dojścia do władzy i nie jest czymś dziwnym.

Bardzo ciekawa pozycja, aż cieszy że w bibliotece wszystkie części stoją na półce. Planowanych jest 7 tomów, więc będzie co czytać. Książka jest ciekawa też przez różnorodność, bo jest tu oprócz scen batalistycznych jak i wspomniany przeze mnie wątek miłosny, to tylko poszerza grono odbiorców, choć przyznam, że są sceny brutalne, jak egzekucja młodego chłopca przybitego do krzyża, a tu autor dość dokładnie opisuje ten czyn. To już nie każdemu może przypaść do gustu. Poza tym są legiony, kwestory, pretorianie, prefekci i takie tam, spiski i polityka (czyli spiski). Polecam zapoznać się z przyszłym cesarzem.

Wspazjan. Trybun Rzymu, Robert Fabbri
Rebis, s. 374 | 2012 (org. 2011)
Ocena: 4/5
O książce na goodreads

Sekta [Niewinna – Taylor Stevens]

Sekta. Jak podaje wikipedia jest to pierwotnie grupa społeczna powstała na skutek rozłamu wśród wyznawców jakiejś ideologii lub grupa kultowa powołana po doświadczeniu religijnym jej założyciela. Prorok, tak często nazywa się takiego delikwenta. Najprościej jest zniewolić młode osoby, które jeszcze nie mają dużego wyobrażenia o tym czy ktoś je wykorzystuje, czy religia służy im czy też komuś innemu. Amerykanka Taylor Stevens, która debiutowała książką Informacjonistką o której pisałem już u siebie (o tu) urodziła się i wychowała w sekcie Dzieci Boga w Niewinnej temat tych grup społecznych jest bardzo szeroko poruszany, autorka zdaje się wykorzystać wcześniej zebrane doświadczenia.

Bohaterka pozostała ta sama Vanessa Michael Munroe. Cały czas silna aż wręcz niezniszczalna. Teraz z problemami w głowie z którymi radzi sobie biorąc narkotyki. Głównymi turbacjami zdają się być jej sny i lunatykowanie podczas którego się nie kontroluje i jest zdolna być w takim amoku, że stanowi zagrożenie dla innych. Taki stan na jawie też się jej zdarza, gdy adrenalina jej uderzy do głowy zdarzenia wydają się oderwane od rzeczywistości, ale na tyle realne, że da się je jeszcze kontrolować.

Zdolności jakie ma Munroe postanowił wykorzystać jej kolega Logan. Celem jej działań ma być odnalezienie Hanny, która została porwana przez przybranego ojca i przejęta przez sektę działająca na terenie Buenos Aires. Dziewczyna miała 5 lat, teraz po 8 latach nadarza się okazja do dotarcia do sekty, osobą która ma tam przeniknąć jest oczywiście Vanessa. Problem w tym, że będzie musiała współpracować z zespołem zgromadzonym przez Logana, a takim rozwiązaniom jest przeciwna.

Świetnie mi się czytało debiut Stevens. Tutaj coś jakoś nie do końca już mi zatrybiło. Tam Afryka i tempo wydarzeń jakieś wydawało mi się naturalniejsze. Opisy wszystkich zdarzeń bardziej oddawały atmosferę wszechobecnego buszu i dzikości Czarnego Lądu. W Niewinnej miałem wrażenie, że miejsce akcji czyli Buenos jest takim dodatkiem i spodziewałem się czegoś więcej niż tylko lokalizacji z nazwy równie dobrze mogło być Teksas czy inna Minnesota, albo Sosnowiec. Trzeba jednak przyznać, że jeśli chodzi o opis życia w sekcie autorka nadrobiła doskonale czemu trudno się dziwić. Jest tu świetne oddanie członków sekty i ich strach prze światem zewnętrznym (Pustkowiem) czy też ślepia wiara w swego guru (Proroka), który tłumaczy wiele złych czynów wolą bożą. Dramatyzm tych osób jak i ich rodzin szukających pomocy robi wrażenie.

Reasumując. W debiucie było lepiej, tu też jakoś tak postać samej Munroe trochę robiła wrażenie przerysowanej, choć z drugiej strony mało jest takich postaci i feministki pewnie się ucieszą z obrazu kobiety na wyrost radzącej sobie z problemami, których czasem sama sobie narobi. Ale jakiś promil kobiecości też tu dostaliśmy, tak więc suma summarum nie było tak źle. Tak więc polecam lubiącym thrillery z ciekawymi motywami psychologicznymi.

Wydawnictwo Rebis
Niewinna, Taylor Stevens
s. 320, 2013 rok wydania 
Ocena: 3/5
O książce na goodreads

Zabawa w kota i mysz [Wieża – Gregg Hurwitz]

Gregg Hurwitz, amerykański pisarz 1999 roku zadebiutował książką Wieża. W bibliotece wydała mi się bardzo interesująca. Koncepcja Wieży z której trudno zbiec, zabójstwa i ogólny zarys pogoni za uciekinierem. Taka typowa sensacja na jeden-dwa wieczory. Wyszło tak sobie.

Hmm. Tytułowa wieżą jest więzienie zbudowane w dziwny sposób, którego nie będę zdradzał, ale nazywane jest Alcatraz 2. Też jest woda, tylko konstrukcja znacznie inna. Przebywają tam jednostki aspołeczne, które popełniły czyny haniebne, względnie brutalne, czy też mające charakter okrucieństwa. Jednemu z więźniów udaje się zbiec. Allander Atlasia, skrzywiony młody człowiek, porwany swego czasu, co miało duży wpływ na jego postępowanie. Bohater negatywny, ale możemy wykazać mu trochę współczucia, choć nie pozwala swoimi czynami, aby było go za wiele, bo po ucieczce, nie obchodzi się z ludźmi za dobrze, a używa do tego młotka, czasem żelazka, ewentualnie cokolwiek innego co znajdzie się pod ręką. Z kolei ucieka ma to do siebie, że ktoś ucieka, a ktoś inny ściga. Głównym tropicielem jest Jade Marlow, były agent FBI, teraz pracujący specjalizujący się znajdowaniem ludzi, często także na zlecenie władz. Tak też jest i tym razem. Jest to człowiek bardzo arogancki i apatyczny. Nie liczy się z nikim, ważna jest rozgrywka i główny cel. Jakoś tak, jego działanie i zachowanie nie przypadło mi do gustu.

Mój stosunek do Marlow’a ma znamiona tumiwisizmu przez co trudno mi było się odnaleźć w tej książce. Z jednej strony powinno się kibicować temu dobremu żeby złapał złego, a tu mi jakoś wszystko się rozjechało. Jakoś biorąc do ręki książkę myślałem o tej Wieży i ciekawiło mnie rozwiązanie wprowadzone przez autora, który jednak mam wrażenie zastosował ją tylko po to, aby pokazać jakiś zmysł Atlasii, który z niej ucieka przez co musi być na wyjściu cwaną jednostką. Sama kryminalna historia i rozwiązanie zagadki jest przyzwoite, ale nie zaskakuje co dopełnia mój stosunek do bohaterów. Cwany kot, goni cwaną mysz. Kot jest sprytny i ma swoje humory, a mysz sprawnie mu ucieka, życie, nic zaskakującego.

Potencjał w powieści był, jednak trzeba przyznać, że autor chyba do końca nie wiedział co zrobić z tą tytułową wieżą. Koniec końców wszystko zatoczyło koło i nie dziwi, że kres działań jest w punkcie wyjścia. Hurwitz’owi mimo wszystko dam jeszcze szansę gdyż słyszałem, że późniejsze książki są lepsze. Może w sumie dobrze zrobiłem, że zacząłem od słabszej?

Książka przeczytana w ramach WYZWANIA KRYMINALNEGO

Wydawnictwo REBIS
Wieża, Gregg Hurwitz
s. 361, 2001 rok wydania (org. 1999)
Ocena: 2/5
O książce na goodreads 

I think i’m gonna die today [Informacjonistka – Taylor Stevens ]

I think i’m gonna die today.. tak się jakoś złożyło, że jest to wers z pewnego utworu, który pobrzmiewa mi w tle. Wers jakoś tak bardzo adekwatny do poczynań bohaterki książki o której teraz będzie. O wspomnianym utworze też będzie, bo wydaje mi się, że bardzo pasuje tutaj tak w 80%, a to dużo.

See me / Hear me / But don’t touch me / You should fear me

Tytułowa Informacjonistka z imienia i nazwiska znana jako Vanessa Munroe, choć wszyscy do niej mówią Michael. Informacje to jest to czym handluje. Najpierw zdobywa, a później sprzedaje. Do zdobycia zachęca ją oczywiście klient z pełną kieszenią pieniędzy. Tak jest i tym razem, gdy pewien zamożny koleś z Texasu chce, aby znalazła jej córkę która zaginęła w Afryce jakieś 4 lata temu. Wcześniejsze poszukiwania nie bardzo dały efekt więc Vanessa jest ostatnią próbą znalezienia kobiety.

D’you ever had bad dreams? All i have is bad dreams…

Afryka. Miejsce w którym się urodziła nasza bohaterka. Trzeba przyznać, że grzeszy inteligencją. Poliglotka znająca 22 języki. Dobra intuicja i szybki czas reakcji. Świetny materiał na jakiegoś szpiega. Jednak ona działa sama. I podczas tego zadania poznamy tajemniczą przeszłość i demony jakie drzemią w niej i to z czym walczyła i przed czym uciekała z czarnego kontynentu. Zdradzę tylko tyle, że powrót nie będzie łatwy i z pewnością skończy się ciekawie dla czytelnika, ale czy dla niej? Z pewnością bohaterka bardzo ciekawa i bezkompromisowa dokonująca jeszcze ciekawszych wyborów.

Everyone who hurt me’s gonna pay.. pay..pay..pay

I think i’m gonna die today.. I think i’m gonna die today.. Momentami Vanessa przemierzając Afrykę ma pełną świadomość zagrożenia z jakim się mierzy. Gangi afrykańskie, układy polityczne, zabobony kulturowe i przede wszystkim dżungla i sama Afryka to wszystko w książce znajdziecie. Munroe to taki Bond w spódnicy.. choć pewnie spódnice zakłada tylko dla kamuflażu. Czy jej postać jest realna, czy przerysowana? Hmm chyba bardziej to pierwsze choć trudno mi sobie wyobrazić funkcjonowanie takiej jednostki w naszym społeczeństwie, ale od tego jest fikcja literacka, a tam jest miejsce takich bohaterów.

Hold your life dearly / Cause i’m seriously disturbed

Ostatnio czytałem Cobena i tutaj miałem na początku wrażenie, że będzie podobnie. Wiecie. Zaginięcie. Szukanie. Lecz tutaj troszkę inaczej się to potoczyło. Jak ktoś miał zginąć to zginął. Jak ktoś miał zdradzić, to zdradził. Stevens był jest bardziej bezlitosny dla swoich bohaterów niż Coben. To też mi się podobało. Mam nadzieje na szybkie poznanie kolejnych części serii. Wam też polecam rozejrzeć się za tą książką. Może Wam też przypasuje.


Co do utworu towarzyszącego mi w tle, który zapętlił mi się w odtwarzaczy na jakieś 10 razy.. jest to kompozycja ze ścieżki dźwiękowej filmu End of Days który pozornie może się wydającego mało przyswajalnie ponieważ w roli głównej jest Arnold Schwarzenegger, ale mimo to jest to chyba najlepszy film z nim jaki wspominam hehe, a ten utwór to Everlast So Long .

Książka przeczytana w ramach WYZWANIA KRYMINALNEGO

Wydawnictwo Rebis
Informacjonistka  Taylor Stevens
s. 320, 2012 rok wydania 
Ocena: 5/5
O książce na goodreads

Przeklęty Astrolog [Szmaragdowa Tablica – Carla Montero]

Książki o zagadkach, które mają w sobie moc mogącą mieć znaczny wpływ na ludzkość należą do domeny takich pisarzy jak choćby Dan Brown. Z opisu Szmaragdowej Tablicy hiszpańskiej pisarki Carli Montero można odnieść wrażenie, że będziemy mieli do czynienia z podobną pozycją. Jednak nie do końca tak jest. Czy to źle? Hmm zależy od nastawienia, jak ktoś na to liczył, może się zawieść, ale jest tam coś innego, historia rodziny naznaczonej odpowiedzialnością, która prawie zgubiła ich ród. No, ale najpierw trochę na temat fabuły.

Akcja toczy się wielotorowo. Najpierw jesteśmy w czasach renesansu z Giorgione, malarzem, który tworzy obraz skrywający tajemnicę. Do końca nie dowiadujemy się jaką. Jednak jest to coś na tyle ważnego, że po przenosinach do czasów drugiej wojny światowej sam Adolf Hitler wierzy, że jest w tym obrazie coś co pozwoli mu urosnąć w siłę. Astrolog, bo o tym obrazie mowa, staje się elementem śledztwa majora SS Georg von Bergheima, który doprowadza go do pewnej żydowskiej rodziny Bauerów posiadającej pokaźną kolekcję dzieł sztuki. Jednak przed rewizją nazistów Alfred Bauer ukrywa swoją córkę Sarah i wysyła do Paryża. Losy które później prowadzą bohaterów różnymi ścieżkami nie są przyjemne, tym bardziej, że wojna nie sprzyja czemukolwiek dobremu, a wyznawcom judaizmu na pewno. Jest jeszcze wątek główny w czasach współczesnych, w których Konrad znajduje list Georga von Bergheima do swojej żony w którym pisze o Astrologu, tak więc tu też zaczyna się śledztwo i poszukiwania przez jego dziewczynę Anę, która jest znawcą Giorgione.

Trochę z tego co opisałem wygląda, że jest śledztwo na śledztwie. No coś w tym jest. Jednak odnoszę wrażenie sam obraz i tajemnica jest tylko pretekstem do pokazania skomplikowanych relacji, zakazanej miłości i trudnych ludzkich wyborów jakie trzeba było dokonywać podczas wojny. Ciekawym bohaterem jest von Bergheim, który jak to nazista jest trudnym do polubienia w książce o wojnie. Jednak koniec końców jakąś sympatią do niego zapałamy.

Zbliżając się do końca książki trochę stała się ona przewidywalna, mimo to nie ważne już było dla mnie czy tajemnica obrazu zostanie wyjaśniona, ważne były losy bohaterów i to co się z nimi stało, no i co się stanie. Kto się okaże czarnym charakterem, kto w pewnym sensie zwycięży w tej historii moralności i etyki.

Jeśli lubiliście wspomnianego na wstępie Browna, to muszę przyznać, że w porównaniu z jego książkami jest tu więcej obyczajowości i akcja jakby się toczyła wolniej. Lecz z pewnością mogę polecić książkę, mimo swojej objętości człowiek nie ma wrażenia, że jakoś powieść się rozwlekła, było w sam raz, co świadczy o tym, że została świetnie napisana.

Wydawnictwo Rebis
Szmaragdowa tablica Carla Montero
s. 672, 2013 rok wydania
Ocena: 4/5

Dodger [Spryciarz z Londynu – Terry Pratchett]

Po przeczytaniu Długiej ziemi nabrałem dużego przekonania do twórczość Pratchett’a i z chęcią sięgnąłem po jego nową książkę, choć wiem, że jest to raczej pozycja trochę odbiegająca od Świata dysku czy od wspomnianej Długiej Ziemi.

Akcja książki dzieje się w czasie, gdy w UK panowała Wiktoria, a różnica klas była widoczna jak kuter na wodzie. Głównym bohaterem jest niejaki Dodger. Para się on zbieractwem kanałowym. Ludzie musieli sobie jakoś radzić, a że ze ściekami w podziemia spływały różne rzeczy na których można było zarobić, to nie brakowało chętnych do poszukiwań. Podczas pewnej nocy nasz główny bohater jest świadkiem wydarzenia, które jak się później okaże znacząco będzie miało wpływ na jego życie. Dodger ratuje dziewczynę, która wypada z dyliżansu, a następnie jest bita przez oprawców. Jak się później okazuję jest ona mężatką, a jej mąż to nie byle kto, a dziewczyna.. piękna.

Trzeba przyznać, że Pratchett bardzo dobrze, oddał atmosferę Londynu. Nagromadził dużą ilość rzeczywistych postaci występujących w owym czasie jak choćby Charles Dickens, Jon Mayhew, czy choćby królowa Wiktoria. Z pewnością ciekawym bohaterem jest współlokator Dodgera Salomon Cohen, który jakby prowadzi i doradza Dodgerowi w sprawach o których nie ma pojęcia, czyli poruszaniu się w świecie wyższych sfer. Jest też tu dużo humoru i często zdarzyło mi się głośno zaśmiać.

Jedyne co mi się średnio widziało, to fabuła i rozwiązanie ‚sprawy’, które swą trywialnością trochę może zaskoczyć. Czytając różne kryminały chyba mam już większe wymagania. Wszystko przebiega bardzo łatwo i bezproblemowo, chyba aż za łatwo. Poniekąd zrekompensował mi to klimat, który jest ciekawy i jeśli ktoś lubi książki osadzone w tamtej epoce z pewnością będzie zadowolony.

Wydawnictwo Rebis
Spryciarz z Londynu Terry Pratchett
s. 416, 2013 rok wydania
Ocena: 3/5

Merse w akcji

Z ligę angielską zacząłem poznawać poprzez gry komputerowe. Już na amidze miałem Sensible Soccer, a angielskie kluby były jednymi z lepszych więc oczywiście grając z bratem często pojedynkowaliśmy się prowadząc te kluby. Później wyszła wersja Sensible World of Soccer w której wprowadzono tryb kariery i można było prowadzić zespół i pobawić się w menadżera. Ale to było fajne! I jest do tej pory. Tylko teraz są już lepsze gry. Zanim wydano Football Managera, był Championship Manager i to był dopiero zjadacz czasu. Dla kogoś tak lubiącego piłkę jak ja, coś wprost wymarzonego. Dlaczego o tym piszę? Książkę, którą skończyłem czytać dotyczy jednego z piłkarzy angielskich, Paula Mersona. I muszę przyznać, że właśnie dzięki graniu godzinami CM’a, czytało mi się książkę lepiej niż mogłem przypuszczać. Dlaczego? Merson przytacza w swojej biografii dużą ilość nazwiska i dzięki graniu ja kojarzę prawie wszystkich. Jednym słowem otwierając książkę trafiłem idealnie.

Liga angielska jest świetnym produktem. Świetny produkt, to bez wątpienia świetna kasa, a jak jest na prawdę świetna to często zdarzają się kłopoty, szczególnie jeśli dużo tej kasy ma Merse. Przygody piłkarza zaczynamy od pierwszych kroków i pierwszej wypłaty, którą Paul za namową kolegi idzie do bukmachera i oczywiście przepuszcza kasę w kilka minut. Jak się okazało był to tylko motyw zapalny do hazardu, a jak hazard to i alkohol i już po człowieku.

Ta książka tak jak w przypadku opisywanego przeze mnie Spalonego Andrzeja Iwana jest w pewnym sensie spowiedzią i chyba częścią terapii. Merson opisuje to jak alkohol i hazard zawładnęły jego życiem i doprowadziły nawet do narkotyków. Opisuje jak sobie z tym wszystkim nie radzi i jakie schizy powodują u niego uzależnienia. Jak dochodzi do siebie na odwyku, by później stopniowo znów powracać w szpony hazardu.

Opisuje też oczywiście świat piłkarski. Poznajemy od wewnątrz drużyny w których grał zawodników. Dużo przygód jest śmiesznych i może być dla niektórych osób zaskoczeniem. Tony Adams sikający na kanapę Mersona, Gascoigne chodzący na golasa czy inne tego typu kwiatki, jest ciekawie. Ciekawe są też opisane metody pracy Aresena Wengera, jego podejście do zawodników, filozofia prowadzenia drużyny.

Paul Merson mimo, że był dobrym piłkarzem, w naszym kraju kibice mogą go średnio kojarzyć. Mimo, że zdobył parę tytułów m.in. Puchar Zdobywców Pucharów w 1994. Jego życie to nieustanne wzloty i upadki. Teraz jest komentatorem w telewizji Sky. Swoją obecną pracę też opisuje i możemy poznać jak to wygląda od kuchni. Poniżej filmik z ostatniej kolejki ligi angielskiej, który był bardzo emocjonujący (Manchester City rzutem na taśmę zdobył mistrzostwo kosztem Manchesteru United), a Merse przeżywał to tak:

Książkę polecam wszystkim, a piłkarzom szczególnie, bo problem hazardu jest teraz obecny w naszej piłce ale się tak o tym nie mówi. Co do książki to spotkałem się z opiniami, że jest tu za dużo przekleństw, ale jakoś nie specjalnie mi to przeszkadzało. Dla kogoś część nazwisk może być anonimowa, ale w zasadzie jak czytamy inne biografie to też mamy taki syndrom. Nie ma co żałować pieniędzy, jest co przeczytać!

Wydawnictwo Rebis
Jak nie być profesjonalnym piłkarzem, Paul Merson
s. 336, 2012 rok wydania
Ocena: 5/5