o książkach i nie tylko

Posts tagged “science-fiction

[Drugi okręt – Richard Phillips]

Kontakty z obcą cywilizacja zawsze było ciekawym tematem na książki. Wyobrażenie o ich technologii stanowi niezłe pole do popisu dla pisarzy. Richard Phillips daje popis w pierwszej części cyklu Projekt Rho.  Docelową grupą pewnie są czytelnicy młodzieżowi, ale przecież każdy z nas jest piękny i młody, więc dlaczego by nie? Tym bardziej, że z tą grupą docelową można by dyskutować.

Bez obcych nie ma statków kosmicznych i w zasadzie w tej książce mamy statek, ale obcych póki co brak. Statek kosmiczny w 1948 rozbił się gdzieś w Nowym Meksyku. Trafił od razu do tajnego laboratorium w Los Alamos i tam prowadzone są prace na nim. Projekt Rho polega na rozpracowaniu obcej technologii. W czasie gdy do wiadomości publicznej wojsko decyduje się przekazać informację o statku trójka licealistów w kanionie przez przypadek trafia na ukryty drugi pojazd kosmiczny.  Kontakt ze statkiem i jego sprzętem dla młodych kończy się bólem głowy, a gdy on przechodzi uświadamiają sobie, że statek coś im zrobił. Technologia dokonała upgrade’u ich ciał. W jaki sposób sobie poradzą? Zobaczycie czytając książkę, ale od tego momentu ich życie będzie z goła inne i niedługo zanurzą się w świat jakże niebezpieczny pełny agentów i laborantów nie mających skrupułów przy wykorzystaniu technologii do swoich celów.

Książka jest napisana prostym językiem. To znaczy momentami technicznych terminów nanobotów i innych zimnych fuzji czy terminów informatycznych jest dużo – hmmm – no dobra dla niektórych ten prosty język może nie być taki prosty. Dla mnie wydawał się przyswajalny dla większości fanów sci-fi. Fakt że bohaterami są licealiści nie do końca kwalifikuje książkę jako właśnie lekturę dla młodzieży, a szczególnie tej młodszej, gdyż są tam też sceny krwiste z odcinaniem głów włącznie, ale to tylko raz – wiadomo delikwent miał tylko jedną głowę hehehe.  Cały motyw ze statkiem jest zalążkiem do politycznej intrygi pokazującej korupcję i układy, czyli w zasadzie nic nowego, ale czy to źle? Dlatego trzeba powiedzieć, że nie jest to jakieś hardocorowe sci-fi po a po prostu dobra lektura rozrywkowa i w tej kategorii ona się jak najbardziej sprawdzi.

Wydawnictwo Fabryka Słów
Drugi okręt, Richard Phillips
s. 400, 2017 rok wydania (org. 2006)
Ocena: 4/5
O książce na goodreads

Młody [Gra Endera – Orson Scott Card]

Trzeba przyznać, że w 1985 rok książka Card’a musiała być bardziej sci-fi niż teraz. Gry komputerowe, czy rozmowy przez kompa to teraz norma i na nikim nie robią wrażenia. Jednak autor Gry Endera stworzył ciekawy świat w którym najważniejsza jest laickość i oddanie walce z wrogiem.

Ender jest trzecim dzieckiem w małżeństwie. Trzecim, czyli zakazanym. Nie ma już przyzwolenia na taką ilość. A jednak w rodzinie z pochodzenia Polaków pojawia się dziecko. Andrew zwany Enderem. Kolejna próba stworzenia przyszłego dowódcy. Szkolenie i testy zaczynają się już na wczesnym etapie życia, a wszczepiony nadajnik pozwala śledzić postępy młodego. Gdy zdaje się, że Ender nie spełnia pokładanych nadziei wszystko nabiera tempa właśnie w złożonym kierunku. Dzień po dniu zostaje poddany próbom przez ludzi z góry. Próby mają na celu przekonanie się czy podejmuje prawidłowe decyzje prowadzące do tego, aby mógł stanąć na czele walki z Robalami. Zapomniałem dodać, że Endera poznajmy gdy ma 6 lat i od niego ma zależeć los świata. Nasz bohater będzie piął się szybko w drabince, a z rywali będzie miał starszych od siebie.

To co ciekawi w książce, to sposób szkolenia młodego osobnika. W tych szkoleniach rzuca się w oczy aspekt psychologiczny. Dzieci zostają rzucone na głęboką wojnę i autor sprawdza sobie jak mogłoby wyglądać szkolenie bojowe w tak wczesnym etapie życia, a pierwszą próbą jest samotność dziecka. Próby złamania Endera będą coraz cięższe, a on nie będzie chciał pokazać, że nie daje rady przez co szybko ukształtuje swój charakter. Nie ma miejsca na słabe jednostki. Jesteś słaby, jesteś eliminowany.

Ostatnio rzadko sięgam po sci-fi i muszę to zmienić. Gra Endera nie zawiodła mnie. Pewnie parę lat wcześniej byłbym zachwycony, ale teraz jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, bo się obawiałem tego jak czas wpłynął na tę książkę. Najważniejsza się nie okazała technika, a filozofia człowieka, który swoja inteligencją popartą dobrym wyciąganiem wniosków i konsekwencją, może zmierzyć się z coraz bardziej skomplikowaną i możliwą nie do ogarnięcia sytuacją. Dobra książka, a nawet bardzo.

Wydawnictwo Prószyński
Gra Endera, Orson Scott Card
s. 325 | 2001 (org. 1985)
Ocena: 4+/5
O książce na goodreads

Blaszaki [Ja, robot – Isaac Asimov]

To już dziesięć lat temu widziałem film z lubianym Willem Smithem i robotami w roli głównej. Wtedy nie byłem świadom, że coś zostało zaczerpnięte z książki. Choć właśnie tamten film (Ja, robot o dziwo) niby miał być na podstawie tych opowiadań. Jednak po przeczytaniu wstępu do cyklu Robotów Isaava Asimova trzeba powiedzieć, że film nawiązuje dość luźno do twórczości amerykańskiego rosjanina. Tu i tu są roboty, to na na pewno. I chyba tyle jeśli chodzi o nawiązanie do hollywoodzkiego filmu. Teraz o książce.

To już 64 (!) lata od napisania tej książki. 1950 rok. Akcja książki dzieje się w sumie w naszych obecnych czasach. Wyobrażenie o przyszłości dość wyraźnie odbiegło od rzeczywistego stanu. Maszyny nie zdominowały świata póki co na tyle, aby człowiek nie musiał pracować. Nie ma skoków czasoprzestrzennych. No i nie ma rozumnych maszyn.

Książka to zbiór dziewięciu opowiadań. Są one mniej lub bardziej powiązanych. Pokazują jednak działanie świata w którym człowiek zaczyna obcować z robotami jak Gloria w pierwszym opowiadaniu z Robbie. Później stopniowo wprowadzamy jesteśmy w świat problemów z prawami robotyki, a podstawowe są one trzy. Pierwsze: robot nie może skrzywdzić człowieka, po drugie musi być posłuszny człowiekowi (chyba, że stoi to w sprzeczności z prawem pierwszym), no i trzecie robot musi chronić sam siebie, chyba że jest to sprzeczne z prawami pierwszym i drugim. W zasadzie wszystko kręci się w książce w okolicach tych praw. Technicy Powell i Donovan mają problemy, często ryzykują życiem, ale przeważnie sprawa się wyjaśnia i znajdują rozwiązanie problemów zachowania robotów.

W zasadzie autor w książce pokazuje jak prawa robotów może być przez nich interpretowana co czyni te roboty wyjątkowymi. Jest to pewnego rodzaju błąd, lecz powiedzmy, że to co robot ma w środku zaprogramowane, jego ‚mózg’ interpretuje te prawa na swój sposób w zależności od sytuacji. Jednak mimo niedoskonałości cywilizacja ludzka na tyle ufa tym maszynom, by los powierzyć w ich ręce (w myśl prawa pierwszego).

Ciekawa nie długa lektura w której zawarto bardzo dużo dylematów. Świat, który tam został przestawiony jest jeszcze przed nami, ale myślę, że jeśli dotarlibyśmy do tego etapu, to szansa na pojawienie się tych samych problemów jest bardzo duża.

Książkę czyta się dobrze. Jest ona bardzo spójna i cieszę się, że autor stworzył cały cykl o robotach. Z pewnością do niego wrócę, gdyż jest to dla mnie dobre oderwanie od kryminalnych lektur.

Wydawnictwo Rebis
Ja, robot Isaac Asimov
s. 2040, 2013 rok wydania
Ocena: 4/5

Falunia [Piąta fala – Rick Yancey]

Stałem się ofiarą promocji. Zachęciły mnie opisy, recenzje no i cena, więc kupiłem sobie książkę. Ciekawa koncepcja, ale chyba tyle na ten temat. Temat ciekawości.

Ogólnie książek traktujących o jakichś nastolatkach walczących o przetrwanie ostatnio było dużo czy to seria Igrzysk Śmierci i czy też inna Niezgodna. Ogólnie autorzy starają się osadzić te biedne dzieci w walce o świat, o ludzkość i takie tam inne wielkie Stany czy inne kraje. Teraz przyszła pora zmierzyć się z ufokami.

Rick Yancey stworzył świat w który Przybysze męczą ludzkość. Najpierw sobie przylecieli i się nie odzywali, a później nastąpiło. Pierwsza fala pozbawiła elektryczność i wszystkim z tym związanych dobroci. Stanęły samochody, telefonia, tv itd. Druga fala, była bardziej dosłowna. Woda pochłonęła wybrzeża i zmiotła kolejne miliony ludzi. Tych co zostali, dotknęła zaraza, będąca kolejna falą. Następna (czwarta) to rola specjalnych uciszaczy którzy mieli wyeliminować tych co zostali. Lecz tytułowa piąta fala, już była dziwna. Hmm nie będę o niej pisał, choć mógłbym dzięki temu się bardziej poprzyczepiać. Aczkolwiek spoilerować nie będę.

Ogólnie Przybysze są przedstawieni jako ta rasa dość bardziej zaawansowana inteligentnie, dlatego dziwi mnie sposób eliminacji ludzkości, bo to na celu mają fale. Dlaczego takie wykształciuchy nie zrobiły wielkiego pierdut i po sprawie. To zastanawia. Tak mamy w pewnym sensie jakiś kosmiczny holocaust.

Poza tym forma przedstawienia obcych też jakoś tak średnio wypada. Obcy to jest obcy. Powinien się troszkę różnić. Człowiek jakoś powinien się bać go. Tutaj koncepcja jest inna. Są w formie ludzi. Trudno zrozumieć dlaczego istoty tak podobne do ludzi chcą nas wyeliminować. Za mało mamy informacji o tym i przypadło by się to wyjaśnić, aby nabrało to jakiegoś sensu. Może kolejne części dadzą na to odpowiedź. Może.

Jest jeszcze wątek dla nastolatek. Myślę, że fani jakiegoś Zmierzchu itp powinni być zadowoleni. Opowieści bohaterka Cassie przeżywa jak to nastolatka jak to on jest piękny jaki ładny i dlaczego on jest taki ładny, bo ona nie chce żeby był taki ładny wolałaby, żeby miał pryszcze, dwie lewe ręce i fajnie jakby łysiał. hehe. No dobra.. z tym wątkiem to po prostu nie trafił autor.

Z mojego punktu widzenia pomysł jakiś jest. Brak trochę informacji. Co jak i dlaczego do końca tak. I dlaczego dzieci? A nie dorośli? Ehh no logiki brak, ale może to taka obca logika, to wtedy ok. A nie.. i tak nie będzie ok.

Dobra, drugą część i tak może przeczytam z ciekawości, z ciekawości nie do miłości, ale do tego czy autor rozwieje jakieś wątpliwości (ah te rymy!)!

Wydawnictwo Otwarte
Piąta fala Rick Yancey
s. 512, 2013 rok wydania
Ocena: 2/5

Atak pośmiertny [Demon – Daniel Suarez]

Jako, że jestem stałym użytkownikiem serwisu goodreads, postanowiłem skorzystać z ich rekomendacji. Książka Demon napisana przez Daniela Suareza została mi zasugerowana po przeczytaniu Player One Ernesta Cline’a. I jak najbardziej słusznie. W sumie powinienem czytać w odwrotnej kolejności, bo Suarez wydał swoją 2006, a Cline dopiero pięć lat później. Podobieństwa są. Oj są. Już sama fabuła trochę podobna.

Suarez przenosi nas do USA. Po długiej chorobie zmarło się niejakiemu Matthew Sobolowi. Był on twórcą gier online popularnych na całym świecie. Jak to w przypadku takich osób bywa dorobił się na tym fortuny. Sobol postanowił zadbać o to, aby nie tylko fani jego gier zauważyli jego odejście. Postanowił trochę zamieszać w świecie. Te trochę zmienia z upływam czasu przybiera na mierze.

Sobol stworzył system komputerowy oparty o samoistne reakcje na wybrane wydarzenia, a uaktywnia się, gdy w mediach pojawiają się nekrologi inne informacje o jego śmierci. Demon to program lub proces, wykonywany wewnątrz środowiska systemu operacyjnego, bez konieczności interakcji z użytkownikiem. Tutaj jest podobnie. Program rozprzestrzenia się po internecie (już w momencie śmierci Sobola był wszędzie dzięki jego grom), a procesy reagują na różne informacje. Detektyw Peter Sebeck stara się zrozumieć całe te techniczne rzeczy jednak nie ma do tego wystarczającej wiedzy i tu z pomoca przychodzi mu Jon Ross informatyk znający gry i ogólnie zarabiający w tym sektorze.

Książka jest wciągająca. Jest tu bardzo duże nagromadzenie technicznych sformułowań dotyczących serwerów, sposób działania różnych procesów i ogólnie informatycznych popierdułek. Jeśli ciężko wam przyswajają się takie rzeczy, możecie się szybko zniechęcić lekturą. Mimo, to myślę, że warto sięgnąć po tą pozycję. Suarez stanął na wysokości zadania jeśli chodzi o bohaterów i doskonale oddał ich charakter na przykład jeśli wziąć geeka Lokiego, który został nieźle przedstawiony jako zarozumiały dzieciak, który ma wszystko w dupie i najważniejsze są jego potrzeby (choć Demon znajdzie na niego sposób).

Ogólnie cała książka myślę do pewnego momentu nie zachowuje moim zdaniem jakichś elementów sci-fi, bo tak myślę, że zaprogramowanie wielu opisanych rzeczy byłby możliwe. Jednak trzeba brać pod uwagę, że książka była napisana 7 lat temu, a dla techniki to szmat czasu. W drugiej części książki, gdy Demon się rozwija i robi akcje z autami, to już jednak jest bardziej sci-fi.

Wszystkich problemów autor tu nie rozwiązał więc trzeba przeczytać squel Wolność, który mam w planach jeszcze w te wakacje. Polecam wszystkich, którzy lubią takie trochę techno-thrillery.

Wydawnictwo Amber
Demon Daniel Suarez
s. 376, 2009 rok wydania
Ocena: 4/5

Poszli w długą…

Ostatni tydzień upłynął mi pod znakiem nowej płyty Long Distance Calling i ostatniego wydawnictwa duetu Pratchett & Baxter pt. Long Earth tj. Długa ziemia. Dopiero pisząc te słowa zorientowałem się, że mają DŁUGĄ część wspólną. Z twórczością Pratchetta czy Baxtera nie miałem do tej pory do czynienia. Oczywiście coś tam się przewijało, ale tak jak piłkarze biegający podczas meczu tak i my jakoś nie mieliśmy czasu się zapoznać.

Nie będę ukrywał, że nie słyszałem o teorii superstrun czy hiperstun i o światach równoległych. Niektórzy mogą kojarzyć serial Sliders. Teraz będą kojarzyć Długą Ziemię.

Głównym bohaterem powieści jest niejaki Joshua Valiente, ale zanim go poznajemy dowiadujemy się jak w 2015 roku w pożarze domu policja znajduje pewne urządzenie z ziemniakiem w środku. Jak się okazuje schemat tego urządzenia jest na tyle prosty, że każdy może go wykonać, a efektem użycia urządzenia jest przekroczenie do świata równoległego. Jak się okazuje niektóre osoby mimo urządzenia nie mogą przekroczyć, a niektóre nie potrzebują urządzenia i są tzw. naturalnymi kroczącymi. Do tych ostatnich należy Joshua.

Akcja powieści nie jest momentami zbyt dynamiczna, ale napisana bardzo dobrze i czyta się ją naprawdę szybko i nie nuży. Ponieważ Joshua wyrusza w pewną podróż na krańce Długiej Ziemi, mnie bardzo wciągało to co spotykał na swoje drodze na różnych światach. Spotykamy różnych osadników z Podstawowej Ziemi, poznajemy zwierzęta i stworzenia które inaczej wyewulowały w innym świecie. Jak dla mnie wszystko trzyma się kupy. Mam trochę zastrzeżeń do postaci Lobsanga który kojarzy mi się z robotem z Robokalipsy, ale nie przeszkadzało mi to polubić go i myślę, że jeszcze o nim przeczytamy w kontynuacji.

Tak jak pisałem na wstępie nie czytałem wcześniejszych dokonań autorów. Ta pozycja z pewnością zachęca mnie do nadrobienia zaległości. Jest to porządne science fiction i chyba mogę rezerwować czas na kontynuację gdyż Długa wojna ma wyjść już w tym roku.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Długa ziemia
s. 368, 2013 rok wydania
Ocena: 4/5

Roboty w natarciu

Do sięgnięcia po Robokalipsę Daniela H. Wilsona skłoniły mnie dobre recenzje i rekomendacje na goodreads, do tego ostatnio po przeczytaniu książki Cline’a Player One miałem ochotę na trochę więcej SF. Jak wypadła pozycja? Tak w sumie pół na pół. Są fajne plusy, ale nie aż takie by przysłonić minusów. No ale od początku.

Fabuła jest w zasadzie trochę prosta i kojarzy mi się z pewnym filemem z Willem Smith’em pt. Ja Robot. Mianowicie. W niedalekiej przyszłości ludzie skonstruowali robota o nazwie Archos, który tak sobie zaczął radzić, że zaczął myśleć i wymyślił, że stworzy sobie armię robotów dzięki której postara się zniszczyć ludzi, a że ludzie już wykorzystywali robotów np. do misji pokojowych w takich rejonach jak Afganistan itp. to Archos miał ułatwione zadanie, gdyż wystarczyło przekazać robotom pewne rozkazy, a wtedy samo się zrobi. Momentami jest brutalnie. Roboty zabijają ludzi jak leci. Samochody sterowane układami elektronicznymi polują na ludzi. Roboty nie oszczędzają nikogo na drodze. Do tego rozwijają się i w pewnym sensie mutują tworząc nowe gatunki swojej rasy coraz bardziej groźne dla ludzkości. Jak widać jest to trochę bardziej hardocore’owa wersja motywu znanego ze wspomnianego filmu Ja Robot.

Całość jest bardzo dobrze podana. Czyta się to na prawdę bardzo dobrze. Wszystko jest w takiej pewnej formie reportażu. Każdy rozdział opowiada różne historię, które w końcu łączą się. Narratorem Cormac Wallance jeden z ludzi, którzy starają się przeciwstawić armii robotów. O tyle dobrze, że wszystko jest opisane bez jakichś naukowych terminów czy frazesów, co przemawia za tym, aby po książkę sięgnął każdy.

Suma summarum Robokalipsa zmusza do refleksji i pytania jak potoczy się ten postęp technologiczny i cywilizacyjny. Czy wysługiwaniem się i lenistwo doprowadzi do czegoś czego będziemy żałować. Na pytanie możemy sobie jak najbardziej odpowiadać, ale o konsekwencjach przekonają już się nasze dzieci/wnuki (niewłaściwe skreślić).

Jak ciekawostkę dodam, że książka zostanie zekranizowana przez Spilberga w roku 2014 roku.

Wydawnictwo Znak
Robokalipsa, Daniel H. Wilson
s. 408, 2011 rok wydania
Ocena: 3+/5

Are You Ready To Play?

No dobra. Science-Fiction to gatunek, który ostatnio rzadko gościł u mnie. W zasadzie ostatnie książki jakie czytałem z tego gatunku to jakieś Ursuli K. Le Guin czy Ray’a Bradbury’ego. Choć [geim] z początku miesiąca też miął tam jakieś elementy sci-fi. Gdy swego czasu przeczytałem opis książki Player One Ernesta Cline’a wiedziałem, że to coś dla mnie. A, że też przytrafiła się okazja przeczytania tej książki na mym Kindle, to na co było czekać?

OASISO czym jest ksiązka? Ano, jest rok 2044, świat w kryzysie energetycznym. Syf, ubóstwo na każdym kroku. Jedyne co ludzi trzyma w kupie i psychicznie, to OASIS. Jest to nic innego jak wirtualny świat w którym każdy jak powiedzmy w grach RPG czy innych może doskonalić swoja postać tj. awatara. OASIS to druga rzeczywistość. Można tam kupować, reklamować, zarabiać i takie tam, czyli w zasadzie jest to taki nasz internet ale na wyższym poziomie. Całe życie można w zasadzie tam przenieść. Do dyspozycji użytkownika nawet przewidziane są takie fotele i kombinezony dzięki którym nie trzeba nawet wychodzić do WC. W roku 2044 właśnie umiera Jimmy Halliday twórca i jak to bywa w takich przypadkach majątku nie ma kto dziedziczyć więc wymyślił on grę, która polega na znalezieniu jaja w świecie OASIS. Graczy do celu prowadzą zagadki których rozwiązanie często stanowi duży problem. Rozwiązanie pierwszej zajmuje kilka lat.

Musze przyznać, że mi świat Halliday’a fana lat 80-tych przypasował idealnie. Większość gier i filmów o których jest mowa w książce znam z życia. Ba! Moim pierwszym komputerem było Atari 800XL (kupione gdzieś ok 1989), a Joust czy inne gierki się pogrywało. (Choć moją pierwszą grą było River Raid :)) Całe te okoliczności przyrody i niepowtarzalnej.. ten tego.. no czyta się to świetnie. Zaskakujące w dodatku jest że to debiut Cline’a. Niektórym może nie pasować to, że informacji czasem jest natłok i trudno się połapać jeśli ktoś nie zna do końca jak wyglądały gry czy nie kojarzy filmów, ale od czego jest interenet? Zawsze można odłożyć ksiązkę i sprawdzić jak co wygląda. Choć myśle, że PacMan’a to każdy kojarzy 🙂

Po lekturze książki można się zastanowić do czego nas doprowadzi taki wirtualny świat. Teraz już ludzie często się dystansują i odcinają. Mają kompleksy, które w necie mogą ukryć. OASIS też do tego służy bohaterom. Pożyjemy zobaczymy.

Jakoś tak po poprzedniej książce chyba dobrze trafiłem, bo ta pozycja pochłoneła mnie bardzo. Teraz zobaczymy jak to zekranizują, bo z tego co wyczytałem prawa wykupił Warner Bros. Zobaczymy, choć obawiam się, że nie będzie to łatwe zadanie.

Ta książka z pewnością zachęciła mnie do zwrócenia się trochę w stronę sci-fi i może więcej poczytam z tego gatunku. Na pewno sobie zainstaluje emulator z Atari i przypomnę stare gierki.

Amber
Player One, Ernest Cline
s. 416, 2012 rok wydania
Ocena: 5/5