o książkach i nie tylko

Posts tagged “zombie

[Pandora – M.R.Carey]

Zombie wydaje się być tematem niewyczerpanym. Przyznaje, że lubię czasem sięgnąć po taką jatkę i to nawet bardziej niż oglądać. Dlategóż też np. serialu Walking Dead nie oglądałem. Czy po tylko różnych wydawnictwach można dotknąć tego tematu i wprowadzić coś świeżego? Zdaje się że tak. I ta książka czyli Pandora jest tego dowodem.

Przede wszystkim autor stopniowo odsłania czym jest świat jego książki i robi to doskonale. Mamy Melanie, która jest dzieckiem. Przebywa w pewnym ośrodku/laboratorium w którym ma dziwne zajęcia. Jest nauczycielka i są wojskowi i jest pani doktor, a co dziwniejsze przez większość czasu przebywa w celi, a do sal lekcyjnych jest prowadzona na wózku przywiązana do niego. Dla niej to normalne. Nie zna za bardzo innego świata, ale bardzo ją wciąga to co ma lekcjach. Jest wyjątkowym dzieckiem i bardzo bystrym. Mózg jej pracuje jakby na szybszych obrotach i autor dość ciekawie przekazuje jak odbiera ten dziwny wyniszczony świat. Jej wyjątkowość ma znaczenie. Walka z grzybem, który jest w jej ciele może być zwyciężona, ale do tego trzeba badań. To coś powoduje, że jest jednym z wielu Głodnych. Ot i taka horda atakuje ośrodek i zaczyna się wyścig i ucieczka, a opcji kto kogo goni, a kto ucieka jest dość wiele.

Autor dość fajnie wymyślił koncept z grzybem i do tego świetnie opisuje to co się dzieje w głowie Melanie. Wszystko bardzo surowe i mało optymistyczne. Jedynym światełkiem w tunelu zdaje się być nasza bohaterka, która musi wykazać silną wolę i walczyć ze swoimi instynktowymi odruchami. Całość sprowadza się do tego jak społeczeństwo poradziłoby sobie z apokalipsą i w tym przypadku podejściem do chorych. Nie ma tu miejsca na jakieś humanitarne odruchy a liczy się przetrwanie.

Ciekawa książka z interesującym światem w którym bohaterowie mają szansę się wykazać i pokazać swoje człowieczeństwo. Niektórym się uda (taki spoiler na koniec).

Wydawnictwo Otwarte
Pandora M.R.Carey
s. 416, 2016 rok wydania (org. 2014)
Ocena: 4/5
O książce na goodreads

Tak się bawi, tak się bawi.. S-T-O-L-I-C-A [Infekcja – Andrzej Wardziak]

Wakacyjne czytanie w pełni. Po urlopach u mnie przyszedł czas na remonty i po dniu w pracy i później spędzonym na drabinie dobrze poczytać coś hmm czy lekkiego, to niekoniecznie, ale w zasadzie taki kartko-odwracacza (ang. page-turner) to już z pewnością. I tutaj przychodzi niejaki Andrzej Wardziak ze swoją debiutancką powieścią Infekcja. Debiut świetny, dodam.

Temat zombie był u mnie wałkowany kilka razy. Ostatnio ze Szczurami Wrocławia. Prawie za każdym razem można powiedzieć, że wszystko jest podobne. No może Mira Grant miała inne podejście (Apokalipsa Z Loureiro jeszcze przede mną). Cóż, książka wydana w zeszłym roku, czyli przed Szczurami, ale myślę, że przy pewnych drobnych kosmetycznych modyfikacjach spokojnie można by pchnąć ją w klimat PRL’a zrobić Szczury Warszawy. Powstałoby ciekawe uniwersum zombie z PRL. Ale dobra, w zasadzie trzeba przejść do konkretów o co chodzi.

Autor skupia się na pewnej wybranej grupie bohaterów i przedstawia ich losy w momentach startu epidemii (??). Poznajemy ich pierwsze reakcje i problemy obcowania z zombie, które dopiero po pewnym czasie dostają taką nazwę. Nasi bohaterowie początkowo nieświadomi zagrożenia chcąc nieść pomoc sami staną się zagrożeniem. Standard, ale bardzo zgrabnie opisany i o dziwo wciągający. Bohaterowie są na tyle różni, że się nie nudzą, a czasem potrafią zaskoczyć, a początkowe połączenia bohaterów krystalizują się w zgrane duety/mini grupy starające radzić sobie w obliczu zagrożenia ze strony zombie.

Miasto wymiera, a do końca nie wiadomo o co chodzi i to jest jakaś tam myśl, która stanowiła u mnie pewien punkt zaczepienia do dalszej lektury i ciekawość sposobu rozwiązania i pojawienia się problemu. Wojsko, które się w końcu pojawi, aby zapewnić porządek tylko zagmatwa sprawę i pchnie jeszcze bardziej w stronę kolejnej części która ma się ukazać na jesień.

Co tu pisać, zombie jakie są każdy wie. Jest dużo krwi, trupów, przegryzionych nóg, rąk i ogólnie ręka noga mózg na ścianie, kupa na dywanie. Nie wiem z czego to wynika, ale książkę czytało mi się lepiej niż Szczury Wrocławia, chyba z większego tempa akcji, które tutaj jest bardzo dynamiczne. Poza tym jest trochę humorystycznych sytuacji jak ta, gdy dziewczyna widzi chłopaka wśród zombiaków:

Powinnam dostać zawału i byłoby po sprawie. Za jakie grzechy muszę się męczyć i oglądać te wszystkie rzeczy? Wiedziała, że to nie jest ten sam człowiek, którego znała. Związek zaczynał fajnie się kształtować, jak to niektórzy mówią, zaczynał mieć ręce i nogi. Teraz nie dość, że jednej ręki brakuje, to i perspektywy na przyszłość wydają się średnio obiecujące. Eh, umrze jako stara panna. Przynajmniej nie jako dziewica. Zawsze jakieś pocieszenie.

Dobra książka dla tych co lubią zombie i podobne klimaty, do tego ciekawy humor. Szkoda, że nie każdy autor jak Remigiusz Mróz pisze seryjnie. Czekam na kontynuację.

Infekcja, Andrzej Wardziak
s. 480, 2014 rok wydania
Ocena: 4+/5
O książce na goodreads

Zombie w PRL [Szczury Wrocławia. Chaos – Robert J. Szmidt]

Muszę przyznać, że pierwszy raz o książce przeczytałem u Krzyśka na blogu Książki z klimatem. Zaciekawiła mnie fabuła i ogólnie pomysł, by takie stwory jak umarlaki umieścić w czasach komuny. Dodatkowo autor w książce uśmierca 200 wylosowanych fanów książki na facebooku. Pomysł świetny i cały czas trwają ‚castingi’ do kolejnych części.

Cała sprawa zaczyna się od zarazy czarnej ospy i izolatoriów rozmieszczonych we Wrocławiu. W pewnym momencie ktoś wypada z okna, a później ożywa i zaczyna się jatka. Trup się ściele gęsto. Nie dziwne, co? Przecież trzeba zabić tych 200 osób. I przyznam szczerze, że mało jest wyjaśnień co do tego źródła epidemii i jakiegoś parcia i budowania ruchu oporu. Dużo po prostu jest zabijania, krwi, zaskoczonych wrocławian, milicjantów. ZOMO i KBW jest zobligowane opanować sytuację, ale wychodzi to średnio. W sumie w miarę rozprzestrzeniania się zarazy Ci którzy przeżyli jednak dochodzą już do wniosków jak działa zombie i dlaczego atakują, ale walka nadal jest trudna.

Podobało mi się puszczanie oka przez autora do obecnej władzy i ironiczny humor pod jej adresem z hasłami jak to, że przecież Jacek i Placek nie będą u nas rządzić czy coś w tym stylu. Pamiętajmy lata 60. to czas rządów Gomułki i Cyrnakiewicza, których na szczęście też dosięga zombie-sprawiedliwość, choć to trochę niesprawiedliwe, bo nie polubili profili Szczurów na FB 😛

No, dobra, nie będę pisał za dużo o książce, bo w niej jest po prostu dużo trupów i trochę klimatów PRL-a. Seria z dużym potencjałem, która mam nadzieje, że będzie parała do przodu wyjaśniając co i jak z tą zarazą, bo trupy wyrwane ręce, urwane nogi, mózg na ścianie i krew na dywanie to nie wszystko i rzeczywiście jest chaos, więc teraz czas na uporządkowanie.

Wydawnictwo Insignis
Szczury Wrocławia. Chaos, Robert J. Szmidt
s. 544 | 2015
Ocena: 4-/5
O książce na goodreads

Powstańcie [Blackout – Mira Grant]

Seria Newsflash. Mira Grant. Chyba będzie dość krótko. Wiecie. Długo czytałem więc teraz napisze krótko. Mało czasu na czytanie, to dlaczegóż miałby by być więcej na pisanie? Ot powód jest. Seria Miry Grant warta jest większej recenzji. Lecz jak tu nie spoilerować dla tych co nie czytali dwóch pierwszych. Spróbujemy.

Niby jest to seria o zombie, ale są one tylko tłem. Dążenie do prawdy i rozwikłanie o co tak naprawdę chodzi z wirusem KA i wszystkimi wydarzeniami około tego napędza całą akcję. Autorka nie stosuje tu jakiejś rąbanki, ale są intrygi, układy i jest jeszcze więcej science-fiction momentami. Wszystko to poparte ciekawą wizją społeczeństwa opartego na komunikacji internetowej i środowisku blogerskim. Ciekawym zabiegiem są te posty po każdym rozdziale. Może to się kojarzyć z jakimiś serialami paradokumentalnymi gdy po akcji jakiejś mamy relacje bohaterów i wyrażanie ich przemyśleń (jak np. w ‚Ukryta prawda’ i takie tam innych badziewiach). Zabieg ciekawy i dopełniający obraz bohaterów. Aaaa właśnie bohaterowie są tutaj obok PRAWDY najważniejsi. Grant postacie buduje konsekwentnie bez skrupułów. Czasem potrafi zaskoczyć, a pod koniec książki czytelnik jest już na tyle przyzwyczajony iż chyba nie powinno go zaskoczyć cokolwiek w zachowaniu Shauna czy kogokolwiek innego.

To co mi się podobało w całej serii to styl w jakim została przekazana ta historia. Pisana w pierwszej osobie, ale widziana oczami nie tylko jednego bohatera. Do tego całość dopięta na ostatni guzik. Autorka pokazała, że świat stłamszony przez zarazę będzie dalej narażony na działanie ludzkiej chciwości i dążeniu do władzy. Nie ważne jak bardzo jest źle zawsze ktoś coś będzie kombinował.

Mam nadziej, że mój bełkot trochę zachęcił Was do sięgnięcia po tą ciekawą serię.

Poprzednie części na mym blogu: Feed, Deadline

Wydawnictwo Sine Qua Non
Przegląd Końca Świata: Blackout, Mira Grant
s. 512, 2014 rok wydania (org. 2012)
Ocena: 4.5/5
o książce na goodreads: klik

Umarlaki cd. [Upadek Gubernatora cz.1 – Kirkman& Bonansinga]

Jak na początku roku często sięgałem po literaturę z zombie ostatnio mi się odwidziało, choć temat trochę śmierdzi (jak to z zombie). Walking Dead to już pewna wyrobiona marka w biznesie rozrywkowym. Upadek Gubernatora to końcowe przygody bohaterów tej serii. Książka o dziwo podzielona na dwie części. Po przeczytaniu pierwszej jakoś mam nieodparte wrażenie, że lepiej poczekać i na drugą tym bardziej, że ta jest dość krótka.

Fabuła dotyczy tych samych bohaterów jak w poprzednich częściach (a jakże by inaczej! hehe). Tytułowy Gubernator po nieudanym zamachu na jego władzę i osobę ma się dobrze, a od tamtego czasu minął już gdzieś rok. Pielęgnuje i karmi swojego robaka co w głowie mu siedzi przez co cała sytuacja w mieście nie zmierza ku dobremu. Walki na arenie mają dać rozrywkę mieszkańcom Woodbury wszystko jest ok do momentu gdy podczas wypadu poza miasto Martinez i spółka ratują dziewczynę z.. helikoptera. Do tego w mieście pojawia się trójka osobników, która wg. Gubernatora jest zagrożeniem, a sam bierze w obroty czarnoskórą dziewczynę i to dosłownie. Jednak to ona stanie się ważnym ogniwem w tytułowym upadku.

No cóż książka krótka. Autorzy ciągną dalej przygody swoich bohaterów. Pokazują z jednej strony zagrożenie w Gubernatorze z drugiej jednak obraz tych (Lilly, Martinez) którzy liczą na zapewnienie bezpieczeństwa przez niego. Poza tym jakoś nie odrobili pracy domowej jeśli chodzi o uzbrojenie i popełnili kilka błędów w tym temacie, choć jak ktoś jest laikiem to nawet może nie zauważyć. Suma summarum lepiej chyba poczekać na drugą cześć. Ja w dalszym ciągu nie obejrzałem ani jednego i może dlatego nie zrobiło na mnie wrażenia pojawienie się nowych bohaterów, których można zobaczyć ponoć na szklanym ekranie. Uniwersum TWD nie zmieniło się i to jest to co mi się najbardziej podobało, gubernator, Philip Blake trzyma się póki co dobrze.. no… nie licząc ostatniego rozdziału 😛

Wydawnictwo Sine Qua Non
Żywe Trupy: Updatek Gubernatora cz.1 
Robert Kirkman, Jay Bonansinga
s. 248, 2014 rok wydania (org. 2012)
Ocena: 3/5
O książce na goodreads

Zombie po raz kolejny [World War Z – Max Brooks]

Kolejna książka o zombie. Monotonnie po tym nowym roku u mnie. Co trzecie książka w tym roku to o tych nieumarłych. Nie wiem czy to przypadek czy tak mi się spodobało. Czy to chęć znalezienia wspólnych cech z tymi stworami? Raczej chęć rozrywki, bo zombie mogą ją dostarczyć w przenośni i dosłownie.

Książka Maxa Brooksa pierwotnie w naszym pięknym kraju wydana została w 2008 roku pod tytułem Wojna Zombie. Chyba całkiem dobre tłumaczenie. Teraz te wznowione wydanie bardziej chyba chce przyciągnąć tych co widzieli film stąd niezmieniony tytuł. Ja ekranizacji nie widziałem ale po trailerach widzę, że Ci co widzieli film chyba mogą się czuć zawiedzeni. Książka Brooksa to nic innego jak swego rodzaju reportaż i relacja uczestników wojny z zarazą. Autor świetnie ułożył wszystkie wywiady, a każdy z nich stanowi element układanki pod nazwą World War Z.

Jest tutaj trochę dynamiki, trochę polityki, ogólnie nie jest źle jak na taki trochę przegadaną formę książki, która zdawałoby się musi zawierać duże dawki akcji. Moim ulubionym wywiadem był dość krótki wywiad z kobietą która zatrzymała się w rozwoju na poziomie 4-latka, czyli w momencie gdy był początek wojny. Dobrze to wyszło, dla mnie bomba. Niektórym osobom może brakować wyjaśnienia co wywołało pierwsze zarażenia w Chinach, ale później jak się to czyta nie ma to większego znaczenia.

Brooks przedstawił ewolucje społeczeństwa w zagrożeniu i cofnięciu gospodarczym. Degradacja pozycji społecznej menadżerów, a wysunięcie się w hierarchii robotników, cieśli, stolarzy itd to naturalna sprawa. Społeczeństwo stopniowo dostosowuje się do nowej sytuacji, a wojsko do nowego przeciwnika, który nigdy nie jest zmęczony i z którym nie można negocjować. Jeśli jesteście ciekawi jak takiego przeciwnika wykończyć, to musicie zajrzeć do tej książki.

Jedno trzeba przyznać, że jest to trochę inna książka jak te Kirkmana, Grant czy Frater, które ostatnio czytałem. Chyba to dobrze, bo nie jest to wtórne. To znaczy pewne elementy się jak najbardziej powtarzają, ale forma w jakiej Brooks to przedstawia jest siłą tej książki.

Wydawnictwo Zysk i s-ka
World War Z, Max Brooks
s. 544, 2013 rok wydania
Ocena: 4/5

Gnijący świat [Pierwsze dni – Rhiannon Frater]

Rhiannon Frater to autorka książek o wampirach i zombie. Ponieważ ostatnio klimat tych drugich mnie bardziej przyciąga, może za rzadko się myje i stąd ta atmosfera mi pasuje, a może to przez córkę która często ostatnio kupki robi. Mniejsza z tym. Książka jest i była i się przeczytała. W zasadzie ona się sama czyta. Tak się siada i można szybko skończyć. Akcja, akcja i jeszcze raz akcja, no i ciekawi bohaterowie, a w zasadzie dwie bohaterki z resztą chyba widać, że pisała książkę kobieta (choć może nie po okładce), bo dużą miarę autorka przywiązuje do kreacji postaci i do tego jakie mają odczucia widząc na przykład jak np. mąż pożera dziecko. Scena może brutalna, ale do świata zombie pasująca.

Brnę w rozmyślaniach, a tu trzeba by coś o fabule. Jest ona w miarę prosta i podobna do tej znanej np. z Walking Dead. Poznajemy Jenni, której mąż ugryziony dzień wcześniej przez włóczęgę rano skonsumował jedno z dzieci, kolejne dziecko też ugryzione zmieniło się w coś złego i pragnęło dostać się do mamy bynajmniej w celu przytulenia. Z opresji Jenni ratuje Katie, która akurat przejeżdżała i usłyszała jej krzyk. Katie straciła żonę (tak, lubi kobiety, nie lubi zombie) i uciekała w jakimś niekreślonym kierunku. Dziewczyny uciekają i od razu przechodzą ciężkie chwile. Rodzi się między nimi więź. Nie jest ona lesbijska (choć takiej próby nie zabraknie), ale jak to określiła jedna z bohaterek więc taka jak między żołnierzami na wojnie, którzy przeżyli trudne chwile razem co cementuje ich przyjaźń.

Kobiety uciekają z miasta szukając schronienia. Na każdym kroku gdzieś natykają się na zombie, choć są też miejsca gdzie ludzie nie są jeszcze świadomi zagrożenia. Docierają do miejsca, które kojarzy mi się z Woodbury, tylko że chyba lepiej zorganizowane. Stopniowo wszystko się zmienia i jak to w małych grupach nie brakuje spięć, ogólnie jest akcja.

Co do bohaterek autorka bardzo skupia się na ich seksualności szczególnie jeśli chodzi o Katie. Z Jannie jest trochę inaczej bo tu mamy przemianę i uwolnienie się jej od brutalnego męża. Zachowuje się jak spuszczona ze smyczy i wyżywa się na zombie jak tylko wlezie. Loca to dobra ksywa jaką jej przypisał jeden z bohaterów.

W zasadzie książkę mogę z czystym sercem polecić tym co lubią klimaty zombie, flaki, krew, jelita, walające się mózgi, szybką akcję i w miarę ciekawe bohaterki. Autorka podjęła ciekawą próbę stworzenia obrazu bezpiecznego fortu w samym środku piekła i kolejne części pokażą (chyba), czy bezpieczeństwo zostanie zachowane. Kolejne części zostawię chyba sobie na jakiś urlop, bo wydaje mi się, że będzie to dobry czas na taką lekturę.

Słówko jeszcze co do wydania, które miałem okazję czytać. E-book. Niestety jest ona totalnie nie do przyjęcia z prostego powodu. Brakuje jednego rozdziału! Przynajmniej w tym kupionym na woblinku. Już im dałem znać, bo sam wsparłem się wersją angielską, ale chyba wydawca nie bardzo się przyłożył do sprawdzenia co wrzuca czytelnikom. Do tego style stron są nie podpięte prawidłowo i po prostu w niektórych rozdziałach tego brak. Póki co ebooka nie polecam kupować, a szkoda tej sytuacji bo zniechęca to do rynku e-czytelnictwa.

Wydawnictwo Vesper
Pierwsze dni, Rhiannon Frater
s. 352, 2013 rok wydania
Ocena: 3/5

Powstanie i przyczyny [Deadline – Mira Grant]

Książki o zombie są swego rodzaju specyficzne gdyż… są o zombie. Mira Grant to osoba, która stworzyła na tyle specyficzny świat, że to nie zombie są tu najważniejsze. Najważniejsze jest wyjaśnienie i odpowiedzi sobie na najważniejsze pytanie, dlaczego?

W zasadzie trudno się dziwić, że jest tam tak jak jest z tymi zombie. Główni bohaterowie to blogerzy i dziennikarze. Do ich zadania należy przekazywanie prawdy i informowanie. W rzeczywistym świecie powiedzmy sobie szczerze bywa z tym różnie i na każdym kroku ktoś nas robi w balona i ludzie ślepo wierzą w to co im ktoś powie w gadającym pudle, ale to temat na inną dyskusję. Przegląd Końca Świata to strona blogerów, która po pierwszej części przeszła małe zawirowanie. Jeśli nie czytaliście tej części może lepiej nie czytajcie mojej recenzji a sięgnijcie po pierwszą cześć Feed o której pisałem tutaj.

Narrator i główny bohater Shaun nie za bardzo poradził sobie z utratą siostry, a właściwie nie stracił jej do końca, gdyż jest ona cały czas w jego głowie i z nią rozmawia. Ba! Ma też wizualizacje, które zależą od jego stanu psychicznego. Szczerze, średnio mi się ten pomysł podobał, ale co zrobić. Shaun ze swoją ekipą próbują wyjaśnić jak to jest z tym wirusem. Odwiedzają byłych pracowników rządowych organizacji zajmującymi się tymi sprawami i dowiadują się ciekawych rzeczy, które rzucają wszystko nowe światło na całą sprawę. Dr. Abbey o której mowa jest bohaterem, którego chciało by się więcej w książce.

Wygląda na to, że na tym świecie z każdej strony możemy się spodziewać kłamstwa

W pierwszej książce podobała mi się praca blogerów i pokazanie zasad działania tego blogowiska. Tutaj już się nie zwraca na to uwagi. Liczy się dążenie do prawdy, a ponieważ Shaun i ekipa wdepnęli w niezłe gówno, trudno się spodziewać, aby bezboleśnie wszystko przeszło. Mason raczej nie ustąpi.

Nadchodzi czas, kiedy każdy rozsądny człowiek musi podjąć nierozsądny krok. Inaczej nie byłby człowiekiem. A tym, którzy wolą biernie czekać, niż zaryzykować, niniejszym oświadczam: Jesteście przeklętymi tchórzami. Życzę wam takiego świata, na jaki zasługujecie.

Ciekawy zabieg zrobiła autorka. Nie wiem czy świadomie, czy nie, ale tak jak pisałem na wstępie całe te zombie nie jest ważne w tym świecie. W zasadzie każda jakaś inna choroba też by się tu sprawdziła. Układy i systemowe zależności, media, dziwna służba zdrowia, polityka to jakoś tutaj zadziałało, taki thriller medyczno-polityczny z zombie w tle.

Czyta to się tak bardzo dobrze choć książka się stopniowo rozpędza, by zaskoczyć na końcu. Trudno się oderwać. Mira Grant pisze bardzo dobrze, dlatego też wrzucam tutaj tyle cytatów. Język prosty, ale dający do myślenia. Polecam!

Nie mamy już czasu, a nawet nie wiedzieliśmy, że się kończy.

Wydawnictwo Sine Qua Non
Przegląd Końca Świata: Deadline, Mira Grant
s. 504, 2013 rok wydania
Ocena: 4.5/5

Trup, trupa trupem pogania [Droga do Woodbury – Kirkman, Bonansinga]

Po przeczytaniu pierwszej części Narodziny Gubernatora tak mi się spodobało, że stwierdziłem iż szybko sięgnę po drugą część. To był sierpień. Mamy styczeń. Bynajmniej nie cofnąłem się w czasie, a mimo to zrobiłem krok w przód i nadrobiłem zaległości. Tym bardziej, że trzecia część już się robi i pewnie miesiąc dwa i się ukarze. Ja w dalszym ciągu nie oglądałem serialu. Chciałem. Naprawdę chciałem. No cóż nie wyszło.

W pierwszej części głównie autorzy się skupili na postaci przyszłego Gubernatora Woodbury. Po przeczytaniu tamtej książki można byłby przypuszczać, że Gubernator będzie w głównej mierze centralną postacią i drugiej części. Jednak nie. Tutaj mam wrażenie że autorzy skupiają się tak jakby na kobiecej stronie życia z truposzami. Gubernator też będzie. Będzie pewnego rodzaju spoiwem łączącym książki.

Poznajemy Lilly Caul. Jak to kobieta (przynajmniej większość) na trupy nie reaguje z sympatią i gdy je widzi bierze nogi za pas. Po jednej z takich sytuacji, gdy zostawia kolegę Josha, nie może sobie poradzić z tym, że go zostawiła. Mimo, że Josh chłop jak dąb, ksywa „Zielona mila” radzi sobie ze szwędaczami lepiej niż ktokolwiek. Jednak Lilly jest honorowa. I w sumie taka jest książka. Lilly z Joshem i trzema innymi bohaterami szuka lepszego życia i trafia do Woodbury. Tam życie wygląda z deka trochę bezpieczniej, ale nic bardzo mylnego. Kobiety są najlepszym towarem i potrafią załatwić ciałem dużo. Tutaj autorzy ‚sex za coś’ traktują jako coś normalnego w tym świecie zombie. Ogólnie kobiety tam są przedstawione jako prosty środek płatniczy, a Gubernator organizuje masakryczne rozrywki mieszkańcom Woodbury. Trudno nie dojść do wniosku, że brutalna rzeczywistość popycha społeczeństwo do bardzo radykalnych zachowań. Wszechobecna nerwowość na każdym kroku prowadzi do spięć i nieraz do niepotrzebnych zgonów.

Nie ma co ukrywać. Książka jest dla fanów Walking Dead. Ja osobiście spodziewałem się jakichś wyjaśnień i odpowiedzi na pewne nurtujące pytania jak np. jak zombie działają, co nimi kieruje i dlaczego… Mimo ich braku świat ten przyciąga. Sądząc po tytule kolejnej części (Upadek Gubernatora) w Woodbury nastąpią zmiany. Myślę, że jeśli podwładni uświadomią sobie, że Gubernator trzyma dziewczynkę-zombie i ją dokarmia może być ciekawie. Pożyjemy zobaczymy.

Wydawnictwo Sine Qua Non
Żywe Trupy: Droga do Woodbury Robert Kirkman, Jay Bonansinga
s. 320, 2013 rok wydania
Ocena: 3.5/5

Zombie w akcji [Narodziny Gubernatora – Kirkman & Bonansinga]

Od razu zaznaczę. Komiksu nie czytałem. Serialu nie oglądałem. Temat zombie średnio mnie pociągał. Lecz muszę przyznać, że jakoś tak ostatnio zachciało mi się czegoś innego, a że ogólnie recenzje marka Żywych trupów ma dobre, to czemu nie? W końcu ostatnia książka o umarlakach jaką przeczytałem Feed Miry Granta bardzo mi się podobała. Nie zawiodłem się.

Ogólnie jest zasada, że nie wiadomo skąd i jak to się stało, ale umarli ożywają i bardzo do serca wzięli sobie pytanie z reklamy ‚Głodny? Na co czekasz?’. Trupy są wygłodniałe i żadne krwi. Jak cię capną to dołączysz do nich. Jak Cie nie capną, to masz szansę się ich pozbyć eliminując ich mózg (lub to co z niego zostało) najlepiej strzałem w łeb. Takie są zagrożenia początkowe, czyli boimy się zombie. Lecz to nie jedyny problem.

Świat trupów śledzimy z grupą bohaterów, braćmi Blake (prawie jak bracia Sisters), jeden jest bardziej impulsywny skory do przemocy, drugi trzyma się z dala. Jest córka młodszego z braci i ich przyjaciel Nick. Cała grupa ma plan by dotrzeć do mitycznego obozu przetrwałych o którym słyszeli, że jest gdzieś w Atlancie. Jak się okazuje nie do końca tak jest, jedyną pewną rzeczą w tym świecie jest szansa spotkania kąsacza.

Muszę przyznać, że świetnie się to czyta. Naprawdę nie myślałem, że aż tak mnie to wciągnie. Przedstawiony świat jest brutalny i ocieka krwią, a wszędzie walają się flaki i takie inne ustrojstwa, ale nie to mi się podobało. Kirkman i Bonansinga ciekawie pokazali zachowania ludzi w zagrożeniu i reakcje w przypadku śmierci bliskiej osoby, bądź też co się dzieje po przemianie bliskiej w umarlaka i jak trudno jest pogodzić się, że ktoś może taką osobę dobić. Autorzy tu są bezkompromisowi i bezwzględni, to na pewno. Mimo, że ktoś pomyśli, że to książka o zombie, to emocji jest tu dużo.

W zasadzie, dość szybko sięgnę po drugą część, bo zakończenie mnie zaciekawiło. Choć trzeba przyznać, że tytuł jest mylący, bo tak do końca nie wiemy, kto jest tym Gubernatorem, nie pada ani jedna wzmianka o nim. Możemy się jedynie domyśleć. Pewnie w moim przypadku, to wynika z braku obejrzenia serialu, czy czytania komiksu, ale co tam. Polecam książkę z pewnością tym co lubią świat Walking Dead, ale i tym co szukają rozrywki z pewną domieszką emocji naznaczonej wiadrem krwi i pół toną gnijących, wygłodniałych, pełzających i cuchnących przyjemniaczków.

Wydawnictwo Sine Qua Non
Żywe Trupy: Narodziny Gubernatora Robert Kirkman, Jay Bonansinga
s. 364, 2011 rok wydania
Ocena: 4/5

Zombie i przyszłość czyli jak to się robi z żywymi inaczej

Nie jestem jakimś fanem obecności zombie i tego typu klimatów w książkach. Do tej pory kojarzę tylko zombie, które bardzo chciały dostać się do Ikei od Christophera Moore’a z książki Najgłupszy anioł. Co mnie skłoniło do sięgnięcia do książki związanej z umarłymi, ale chodzącymi? Chyba rekomendacja goodreads a trochę pchnęła mnie chęć obcowania z science-ficion. Jak wypadła Przegląd Końca Świata: Feed Miry Grant? Przyzwoicie. Obawiałem się biegających zombie kłapających szczękami, ale okazało się, że jednak książka nie jest o tym. I bardzo dobrze. A więc od początku.

W 2014 połączenie leków na raka i grypę dało początek niezłej masakrze. Zombie zaczeli się pokazywać to tu to tam, a media zamiast alarmować zrzuciły odpowiedzialność na fanów filmów grozy, czy jakieś inne mniej poważne rzeczy. Efektem odwlekania było rozprzestrzenienie się wirusa na cały świat. Dopiero interwencje blogerów i ludzi internetu przyniosły wymierne efekty i osoby mogły dowiedzieć się co robić i jak się bronić. Lecz to było już bardzo późno. Do tego czasu wiele mieszkańców Ziemii przeszło przemianę i stało się chodzącymi trupami.

Bohaterami książki jest Georgia i Shaun Mason, blogerskie rodzeństwo. On lubi trącać patykiem zombie, Ona lubi prawdę. Ciekawe połączenie osobowości uzupełniające się na każdym kroku. Gdy przychodzi ich moment i biorą się za relację kampanii prezydenckiej senatora Raymana rzeczy powoli zaczynają przybierać niekorzystny obrót. I właśnie o tym jest ta książka. Bardziej od tematu zombie, głównie mamy do czynienia z polityką i intrygą, aby coś ugrać. Mira Grant ciekawie steruje emocjami czytelnika relacjonując wszystko oczami Georgii. Świat stworzony przez autorkę jak najbardziej trzyma się kupy, choć przyznam, że książka się rozkręca, a dopiero gdzieś tak po połowie nabiera wyraźnego rozpędu.

To co mi się spodobało to też dokładnie pokazany sposób pracy Shouna i Georgie. Jak wykorzystują kamery, podsłuchy, dyktafony i inne popierdułki do relacji na blogu. Jak doprowadzają do różnych spięć, gdy się okazuje, że coś dobrze by nie ukazało się, a tu się nie da bo są w trakcie ralacji na żywo.

Książkę polecam wszystkim lubiącym thrillery z polityką w tle i tymi zdechlakami. Nie wiem czego się spodziewać po kolejnej części, ale przeczytałem opis i już może nie tak bardzo mi się podobać, ale nie będę pisał dlaczego, bo ma to związek z zakończeniem tej części.

Wydawnictwo Sine Qua Non
Przegląd Końca Świata: Feed, Mira Grant
s. 496, 2012 rok wydania
Ocena: 4/5