o książkach i nie tylko

pitu pitu

HO-HO-HO !

no i jak tam? co tam? karp utopiony? choinka ubrana? książki na święta gotowe?

jakoś tak porzuciłem przez ostatni miesiąc bloga (wbrew założeniom), ale napięty grafik i stresowy czas związany głównie z awariami i poślizgami samochodowymi.. ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło tak więc wszystkim którzy jeszcze czasem tu zajrzą, życzę wszystkiego dobrego i bardzo spokojnych świąt, obyście wypoczęli od tego wszystkiego co Was stresuje, naładowali akumulatory i tylko się spieszcie bo czasu mało, a energii trzeba nabrać dużo!

tak więc…
wesołych… błogosławionych świąt…

Reklamy

#DOOKOŁA ŚWIATA BOOK TAG

Lekturowy tour z nominacji Olgi z Wielkiego Buka. No to trzeba się postarać i chyba w miarę się udało. Wszystkich tych którym pomysł na taki wakacyjny tour się spodobał zapraszam do zabawy. U mnie tylko pięć kontynentów :]

Zasady? Siedem kontynentów i książki, które kojarzą się z każdym z nich. Może być to kilka książek na jeden kontynent, może być to jedna książka – wszystko zależy od Was!

Europa

europa
Lektury tutaj zaproponowane przeze mnie będą trzy. Wprawdzie Wielka Brytania wyszła dziś z UE, ale z naszego kontynentu nie ma szans się wypisać, dlatego trzeba tu wspomnieć i Peterze May‚u u jego Czarnym Domie, który jest iście w szkockich klimatach. Świetna atmosfera i do tego ciekawa zagadka kryminalna. Po drugie coś z bardziej południowych klimatów czyli Rebbeca Pawel i jej Śmierć nacjonalisty. Jest to kryminał osadzony w czasach wojny domowej za czasów Franco. Po raz kolejny świetnie oddany klimat tamtych lat. Do tego jeszcze dołożę cosik z naszego podwórka czyli sagę Zbigniewa Zborowskiego, czyli Trzy odbicia w lustrze oraz Pąki lodowych róż. Historia rodziny dotkniętej tragedią wojny, a konsekwencje decyzji z tamtych czasów odczuwają współcześni potomkowie. Jak widać Europa to konflikty, tak więc trudno od tych tematów uciec.

Afryka

afryka
Początkowo myślałem że będzie tu problem, ale chyba damy radę.

I tu przede wszystkim Caryl Ferey i jego Zulu, czyli książka traktująca o RPA. Mroczny kryminał. Segregacja rasowa, townshipy, walka z ubóstwem, HIV i czego tam jeszcze nie ma. Dość ciekawy obraz kraju w którym niedawno była wielka impreza, a który nie do końca jest bezpiecznie, a bardziej można powiedzieć że czasem jest bezpiecznie. Do tego mamy jeszcze Kongo Michaela Crichtona, czyli świetna wyprawa w głąb dżungli w poszukiwaniu diamentów, oraz odpowiedzi na pytanie kto przeszkadza w całym przedsięwzięciu.

Azja

azja
Tu będzie krótko. Jedna lektura. Somaly Mam i jej Droga utraconej niewinności. Nie jest to łatwa lektura, tak samo jak nie łatwe miała życie jej autorka. W książce znajdziemy zasady działania seks biznesu w Kambodży. Handel dziećmi i ich ciężkie życie. Można się złamać, ale z drugiej strony nie można uciekać od tego, że problem istnieje. Somaly walczy o niewinność dzieci. Mam nadzieje, że uda jej się. Szkoda, że europejskie nowoczesne państwo brnie w ten model, bo czym innym jest nauka małych dzieci w niemieckich szkołach samogwałtów. Eh.. no nic nie będę brnął w te klimaty.

Ameryka Północna

apol
W zasadzie można by coś szerzej, ale znów jedna lektura. Tym razem przenosimy się do zatoki meksykańskiej i miasta Galveston. Tam Nic Pizzolatto umieścił swój świetny kryminał noir. No dobra. Dorzucę jeszcze Synonim zła Ivo Vuco. Książkę o niespełnionym śnie o ziemi obiecanej.. miało być tak pięknie, a skończyło się tragicznie. Świetna lektura.

Ameryka Południowa

amazonia
Tu tylko jedna pozycja i znów ruszamy w dżunglę. Amazonia James’a Rollinsa. W sumie można by postawić obok Konga. Natura to przede wszystkim coś gdzie warto uciekać. Tutaj dostajemy jej bardzo wiele. Świetne opisy i po raz kolejny idealny klimat.


The truth is out there [Armada – Ernest Cline]

Z niecierpliwością czekałem na kolejną książkę Cline’a. Player One był niesamowitą przygodą i na to liczyłem tutaj. Nie zawiodłem się, choć przyznam, ze trochę Cline przesadza w jednym, ale o tym za chwilę.

Główny bohater i narrator to Zack Lightman. Ma 18 lat, mieszka z matką. Pracuje w sklepie z grami i ma na tym punkcie delikatnego pierdolca, że tak powiem. Praktycznie w każdej wolnej chwili oddaje się graniu w Armadę, tj symulatora walk z ufokami. Zamiłowanie do gier po części odziedziczył po ojcu, który gdy Zack nie miał jeszcze roku zginął przy wybuchu metanu, który się utworzył z odchodów. Po śmierci ubezpieczenie jemu i jego matce zapewniło dość dobre warunki życia. Wśród rzeczy na strychu młody Amerykanin znalazł notatki w których jego ojciec podejrzewał rząd USA i m.in. producentów gier o wielki spisek. Zack pi razy oko widział tam jakiś sens, ale te pamiątki po jego protoplaście sprawiły, że sam wsiąknął w tę popkulturową społeczność. A już niedługo przekona się czy miał zwidy kiedy widział UFO patrząc przez okno siedząc w szkole.

Zack fascynuje się Gwiezdnymi wojnami, Odysejami kosmicznymi, X-Files’ami i tym wszystkim co tam jest tajemnicze i dość bezpośrednio, albo pośrednio ma kontakt z życiem poza Ziemią. I tu właśnie jest ta jedyna wada tej książki. Jest tego strasznie dużo. Autor rzuca pewnymi określeniami i cytatami, sytuacjami z filmów o których ja już nie pamiętam jeśli w ogóle kiedyś widziałem. Uwierzcie mi, Cline totalnie jedzie z tym koksem i ujawnia się tu jego natura geeka. Co z resztą też można było zauważyć w pierwszej książce. Wszystkie motywy z gier, filmów czy komiksów pojawiają się na każdym kroku. Jest tego trochę, ale w miarę przyswajalnie wplecione w fabułę, że można to zdzierżyć.

Cała historia mimo, że momentami trochę przewidywalna ma ten plus, że tak jak w Player One, autor oparł książkę na elementach popkultury przy których nie jeden z nas się wychował. Język jest lekki przez co książkę dość szybko się czyta. Oprócz gier i filmów znajdziemy tam też coś o przyjaźni, rodzinie i miłość, a także poświęceniu dla wyższych celów. Suma summarum chyba bardziej to książka dla młodzieży, ale mi się dobrze czytało.

Armada, Ernest Cline
Filia, s. 448 | 2005 (org.1980)
Ocena: 4-/5
O książce na goodreads

Sylwestrowo!

Jak tam? Garnitury przygotowane, czy raczej pidżama party, czy inne stroje?

Ale alkohol schłodzony?

To zanim dołączycie do towarzystwa.

Wszystkiego dobrego na ten nowy rok!
Abyście nie stracili wigoru,
Zyskali trochę zdrowia,
I jeszcze więcej przyjemności z czytania.

Zdrówko!


Sylwester z książką!

O! to jest dobry plan, bo skoro ma się za sobą dobry rok z książką to dlaczego by go nie spędzić tak samo? Ja w zasadzie nie mam wyjścia, no chyba, że jakiś zjawi się ktoś, kto dzieci przypilnuje. Ot i prawdopodobieństwo drastycznie spadło. Dobra, dobra, statystykę zostawmy na boku i rozważmy co można w taki wystrzałowy wieczór czytać. Można i to dużo. Ja mam trzy propozycję.

1. Będę grał w grę. Klasyk, który może znaleźć odzwierciedlenie w rzeczywistości, a pozwoli nam na to książka Ernesta Cline‚a Player One. Jakaż to świetna przygoda i powrót w lata 80. Mimo, że w książce wydarzenia są w roku 2044, to jego twórca po śmierci przygotował dla użytkowników systemu OASIS nie lada gratkę. W świecie wirtualnym rozwiązanie zagadki, a do znalezienia wszystkich easter egg’ów przyda się wiedza dotycząca subkultury minionych dziesięcioleci, a znajomość Pac-Man, Dungeons&Dragons czy Łowcy androidów przyda się jak najbardziej. Świetna książka polecam! (tu moja recenzja sprzed dwóch lat Ernest Cline – Player One)

2. Jeśli macie problemy z utrzymaniem linii po świętach i koniecznie chcielibyście zdecydowanie spasować w ten ostatni dzień roku, to lektura Sukkuba Edwarda Lee zdaje się być w sam raz. U-lokowie, plemię zagadka. Plemię brutalne i specyficzne.

Ur-lokowie zwykli robić rzeczy, które zawstydziłyby samego Vlada Palownika. Obierali ze skóry, kastrowali, bezcześcili zwłoki; wszystko to doprowadzili do perfekcji. Plądrowali wioski nie dla zabawy czy potrzeb terytorialnych, ale łapali mieszkańców, by służyli jako ofiary, niewolnicy lub jedzenie. Słynęli z mordowania dzieci ze zdobycznych osad. Niemowlęta stanowiły największą ofiarę, jaką Ur-lok mógł złożyć swojemu bóstwu. Mężczyzn zakuwano w kajdany. Kobiety zarzynano. Ur-lokowie postrzegali kobiety spoza swego plemienia za duchowych wrogów, dlatego je zjadali.

Ur-lokowie cenili sobie wyjątkowo smak ludzkiego mózgu, powoli gotowanego w czaszce. Głowa dusiła się we własnym sosie przez wiele godzin, a potem otwierano ją za pomocą kamiennego młotka. Specjalnie w tym celu szkolili niektórych niewolników, zwanych cok-braegans, co dosłownie oznacza „gotujący mózgi”. No i potem serwowano te mózgi na gorąco, nakładano na chleb owsiany.

Lee i jego klimaty gore są świetne. Książka niesamowicie wciąga. Najedzonym polecam! (recenzja: Edward Lee – Sukkub)

3. Ponieważ jakoś tak sylwestrowe wieczory to często też wzmożona aktywność niejakiego John McClane i filmu Szklana pułapka, to w zestawieniu nie mogło zabraknąć czegoś z gibką akcją. Tom Wood wydany u nas pod nazwiskiem Hinshelwood i jego pierwszy tom z serii z płatnym zabójcą Victorem w roli głównej pt. Killer. Książkę czytałem podczas rehabilitacji w szpitalu i może dlatego tak mi się spodobała. W nużącą codzienność wprowadziła tyle dynamiki, że po prostu się ją połykało. Fani Bourne’a czy Bonda będą usatysfakcjonowani z nawiązką. Choć chyba bardziej tego pierwszego niż drugiego, i myślę, że tym bardziej warto się zapoznać z tym autorem, którego seria mam nadzieje będzie kiedyś kontynuowana nakładem któregoś z wydawnictw, bo póki co ukazała się u nas dwa tomy, a o tym drugim możecie poczytać u mnie tu.

No i tyle ode mnie, a Wy jak tam z planami na ten wieczór? Balety i kotlety, czy spokojniej?


Wesołych!

No i jak tam? Świąteczne przygotowania w toku, czy się obijacie jeszcze i intensywnie czytacie, a może intensywnie myślicie o prezentach czy innych hipopotamach jak w piosence poniżej?

Tak więc, życzę Wam w tym czasie abyście odpoczęli i nawet tego hipcia dostali.

W te wiosenne święta, gdy każdy o każdym pamięta, za książkę chwytajcie i odpoczywajcie.
A jak już przeczytacie na blogi i do neta wracajcie
By dzielić się wrażeniami z wszystkimi nami!

Wesołych Świąt!


Dinożarły [Jurassic Park. Park Jurajski – Michael Crichton]

Dinożarły określenie które mi się bardzo podoba jest czasem używane przez dzieci. Dinozaury ostatnio najczęściej spotykałem je w bajce Świnka Peppa oglądanej z córką. Odświeżenie tematu z pomocą Crichtona, to już wersja dla dorosłych. Film swego czasu dość często emitowany w różnych tv oglądałem parę razy, ale ten ostatni raz już był parę miesięcy temu. Na tyle dawno, że czytając pewne rzeczy wydawały mi się nieznajome. To dobrze.

Co tu odkrywczego napisać o książce której ekranizację większość zna. Że książka lepsza? Hmm żadna nowość, tak jest w większości przypadków. Ale to jest Crichton. A jak jest on to można być pewnym, że poniżej pewnego poziomu nie zejdzie. Jego dbałość o szczegóły jest dość aptekarska. Nagromadzenie różnej zwierzyny bardzo duże. Siedziałem i czytałem, a co chwile odpalałem neta i szukałem jak te gady wyglądają. Poza tym tą aptekarskość też widać przy ogólnym zarysie jego wizji modyfikacji genetycznych i wykorzystania żyjących gadów do stworzenia czegoś co już wymarło. Może w miarę upływu czasu te jego pomysły się zdeaktualizowały, ale mi to nie przeszkadzało, bo jestem w tych tematach laikiem, ale za to wszystkie naukowe ciekawostki pochłaniało się jednym tchem i jakby one nie były już przestarzałe, to człowiek czytając ma wrażenie że poznając je jest trochę mądrzejszy.

Różnice fabuły między książką, a filmem zawsze są plusem tak też jest w tym przypadku. Przeżycie tej przygody było czystą przyjemnością, a nawet wszystkie przerażające sceny opisane przez autora są tylko zaletą, bo trzeba przyznać, że pod tym względem nie oszczędza czytelnika. Polecam wszystkim, bo to lektura obowiązkowa.

Jurassic Park. Park Jurajski, Michael Crichton
Dream Music, s. 512 | 2015 (org. 1990)
Ocena: 5/5
O książce na goodreads