o książkach i nie tylko

Posts tagged “4/5

[Behawiorysta – Remigiusz Mróz]

Były takie dwa seriale, które skojarzyły mi się z głównym bohaterem nowej książki Mroza. O nich za chwilę, teraz o bohaterze. Gerard Edling jest prokuratorem, któremu coś poszło nie tak i raczej o jego stanowisku mówi się w czasie przeszłym. Mimo to jakieś tam konsultacje jeszcze robi głównie motywowana przez jego byłą współpracownicę Beatę. Gerard jest specjalistą mowy ciała, analizuje gesty przewidującą reakcję lub odczytując zamiary osoby, albo też ogólne rzeczywiste zamiary. Gdy w Opolu dochodzi do aktu terroryzmu znów jest poniekąd wciągnięty w sprawę, która przeradza się w akt seryjnych morderstw w których publiczność ma duży wpływ na jego przebieg. Co i jak, to odsyłam do książki.

No dobra. W pierwszym zdaniu napisałem o dwóch serialach. Pierwszy to Magia kłamstwa (org. Lie to me), który był świetny, a doktor Lightman (świetna rola Tima Rotha) ma swoją firmę, która właśnie zajmuje się podobnymi rzeczami z jakich słynie Edling. Drugi to Mentalista z kolejną świetną rolą Simona Bakera i Behawiorysta jest chyba takim miksem tych fabuł. Z jednej strony mamy te nieprzeciętne dość zdolności czytania a z drugiej bezpośrednie działania w stosunku do Edlinga niczym Red John w Mentaliście. Sam autor w posłowiu pisze, że inspiracji należy szukać w wielu miejscach ja jestem ciekaw czy cosik z tych powyższych moich rozważań jest prawdą. Poza tym ostatnio czytałem Marcusa Sakeya i tam w jego serii Obdarzonych a tam czytacze byli na rożnych poziomach, ale to było takie sci-fi.

No dobra(2). Tyle o inspiracjach. Trzeba przyznać, że jest to najbrutalniejsza książka Mroza. Krew wylewa się często i obficie. Nie unia autor drastycznych opisów, a na okładkę bardziej niż delikatna nutka maźnięta posoką nadawałoby się raczej pełne jej wiadro wraz np. z mieszalnikiem do farb. Przyznam, że dość zaskoczony byłem takim obrazem i nie wiem dlaczego. Realizmu dodało to i ma przerażało. W zasadzie nie obce mi mi takie rzeczy w końcu Edward Lee czy inny Ketchum to jest to co lubię. Na książce nie zdziwiłbym się gdyby był znaczek 18+ ja to w filmikach z jakichś wypadków czy innych egzekucji.

Dobra (już bez no, bo no ile można), ale te wiadra krwi to nie jest to co jest tylko w tej książce, choć pewnie większość czytelników to zapamięta. Poza tym Edling jest świetnie wykreowany. Nie bez powodów przywołałem tu Lightmana z serialu, bo poniekąd bohater Mroza jest też taki bezpośredni i stanowczy w tym co robi. Przez to jest szczery do bólu, co nie każdemu oczywiście się podoba, a jemu samemu splendoru nie przyniesie, ale za to jest skuteczny co już musi budzić respekt.

Ciekawe spotkanie z Mrozem. W przerwie lektury Gry o tron poniekąd zostałem w temacie jeśli chodzi o krwawe sceny, ale i także ciekawych bohaterów, a także takich których autor bezkompromisowo uśmierci pobudzając wyobraźnie a do tego dążąc do realizmu. Książkę polecam i ciekaw jestem czy przerodzi się w jakąś serię, czy też jednorazowe spotkanie.

Wydawnictwo Filia
Behawiorysta, Remigiusz Mróz
s. 496, 2016 rok wydania
Ocena: 4/5
O książce na goodreads

[Inna dusza – Łukasz Orbitowski]

Zastojów u mnie ciąg dalszy, ale dziś wracam z pewną nadrobioną lekturą, bo Orbitowski za każdym razem jak gdzieś mi się pojawiał to sobie obiecywałem, że przeczytam, a to na jakimś blogu, a to w Pocisku.. I teraz zmobilizowałem się polecić w pary zdaniach, choć nie wiem czy podołam oddaniu wyjątkowości książki.

Historia przedstawiona w książce jest oparta na pewnych zapiskach czy doniesieniach za sali sądowej w Bydgoszczy. Jest to obraz bardzo dobrze przedstawiony. Realizmu jest tu dużo, a lata 90. to jest coś co z nostalgia wspominam i jakże przyjemnie było się cofnąć w tamte klimaty.

Jędrek który jest poniekąd ‚właścicielem’ tytułowej ‚innej duszy’ jest początkującym cukiernikiem. Specyfika jego bytu właściwie namalowana przez autora nie pozostawia złudzenia że jest z nim coś nie tak. Już rozpłatanie nożem trzech kotków budzi pewien niepokój. Reszta jest już tylko pochodną tego jakby przestawienia przełącznika w jego głowie i włączenia trybu innej duszy, bo do zabójstw ciężko znaleźć motywy które powodowałby czyny których dokonuje.

W cały ten profil Jędrka jak i Krzyśka wpisują się ciekawie się ich ojcowie, którzy dla mnie są cichymi bohaterami tej książkami. Szczególnie Krzysiek i jego podejście do ojca, czy jak o nim mówi ‚tatusia’ jest imponujące. Lata 90. poniekąd charakteryzowały się mimo wszystko większym respektem do rodziców czy też pewnym oddaniem w ich sprawie i tak odbieram też tę dwójkę. Orbitowski dość niełatwą osobą tatusia-pijaka chcę jeszcze bardziej odcisnąć piętno na bohaterze. I chyba to piętno ma poniekąd znaczenie, że Krzysiek tak samo jak trawa w sumie przy ojcu mimo jego wad, tak nie opuści Jędrka.

Sentyment do tamtych czasów połączony z ciekawymy bohaterami, których losem autor kręci niesamowicie sprawia że książka jest wyjątkowa i czytało mi się ją świetnie. Warto.

Wydawnictwo Od deski do deski
Inna dusza, Łukasz Orbitowski
s. 432 , 2015 rok wydania 
Ocena: 4+/5
O książce na goodreads

[Pandora – M.R.Carey]

Zombie wydaje się być tematem niewyczerpanym. Przyznaje, że lubię czasem sięgnąć po taką jatkę i to nawet bardziej niż oglądać. Dlategóż też np. serialu Walking Dead nie oglądałem. Czy po tylko różnych wydawnictwach można dotknąć tego tematu i wprowadzić coś świeżego? Zdaje się że tak. I ta książka czyli Pandora jest tego dowodem.

Przede wszystkim autor stopniowo odsłania czym jest świat jego książki i robi to doskonale. Mamy Melanie, która jest dzieckiem. Przebywa w pewnym ośrodku/laboratorium w którym ma dziwne zajęcia. Jest nauczycielka i są wojskowi i jest pani doktor, a co dziwniejsze przez większość czasu przebywa w celi, a do sal lekcyjnych jest prowadzona na wózku przywiązana do niego. Dla niej to normalne. Nie zna za bardzo innego świata, ale bardzo ją wciąga to co ma lekcjach. Jest wyjątkowym dzieckiem i bardzo bystrym. Mózg jej pracuje jakby na szybszych obrotach i autor dość ciekawie przekazuje jak odbiera ten dziwny wyniszczony świat. Jej wyjątkowość ma znaczenie. Walka z grzybem, który jest w jej ciele może być zwyciężona, ale do tego trzeba badań. To coś powoduje, że jest jednym z wielu Głodnych. Ot i taka horda atakuje ośrodek i zaczyna się wyścig i ucieczka, a opcji kto kogo goni, a kto ucieka jest dość wiele.

Autor dość fajnie wymyślił koncept z grzybem i do tego świetnie opisuje to co się dzieje w głowie Melanie. Wszystko bardzo surowe i mało optymistyczne. Jedynym światełkiem w tunelu zdaje się być nasza bohaterka, która musi wykazać silną wolę i walczyć ze swoimi instynktowymi odruchami. Całość sprowadza się do tego jak społeczeństwo poradziłoby sobie z apokalipsą i w tym przypadku podejściem do chorych. Nie ma tu miejsca na jakieś humanitarne odruchy a liczy się przetrwanie.

Ciekawa książka z interesującym światem w którym bohaterowie mają szansę się wykazać i pokazać swoje człowieczeństwo. Niektórym się uda (taki spoiler na koniec).

Wydawnictwo Otwarte
Pandora M.R.Carey
s. 416, 2016 rok wydania (org. 2014)
Ocena: 4/5
O książce na goodreads

[Futurospekcja – Robert J. Sawyer]

Już prawie miesiąc bez wpisu to znak, że wziąłem kasę z 500+ i poszedłem w miasto jest czas urlopowy i jakiś rozprężenie mnie dopadło, ale w przyszłości się poprawię i będę pisał to i owo. I apropos przyszłości to dziś będzie o książce na podstawie której powstał jeden sezon serialu Flash Forward. Serial jakiś już czas temu oglądałem i pamiętam mój niedosyt po jego przerwaniu. Wciągnęło mnie i na koniec zdzieliło po głowie. Pozostało poznać książkę, co też zrobiłem po paru latach. Po przeczytaniu wiem, że serial luźno nawiązuje do książki i w zasadzie nie ma znaczenia czy najpierw przeczytamy, a później obejrzymy. Serial czerpie z pomysłu, a później jest zrobiony po prostu na serialową modłę pod widzimisię scenarzystów.

No właśnie pomysł. Futurospekcja, czyli wizja przyszłości. W zasadzie zbiorowa wizja. Jednego dnia o tej samej porze na całym świecie świat zamiera na przeszło minutę. W tym czasie ma na zamrożenia stanu, jeśli ktoś jechał samochodem, traci świadomość, a samochód jedzie dalej, jeśli z naprzeciwka coś jechało no to.. sorry zasady fizyki doprowadzą do wypadku, tak samo się dzieje jeśli ktoś szedł po schodach, to z pewnością rypnie w dół, a jak ktoś przechodził operację, to też prawdopodobnie może źle na tym wyjść. Jednym słowem dochodzi w większości do dużej ilości zgonów, a Ci co się ocknęli w czasie ‚wyłączenia’ zobaczyli wizję tego co czeka ich za 20 lat. Jak na takie coś zareagować? Ktoś zobaczy siebie z jakaś nieznajomą kobietą i przyszłą żoną, ktoś z potencjalną córką, a ktoś nie zobaczy nic. Spektrum przypadków jest wiele i jak na to zareagować? Dodatkowym problemem jest eksperyment naukowców czyli uruchomienie Zderzacza Hadronów CERN co robią dokładnie w czasie, gdy dochodzi do futurospekcji. Czy się przyznać? Czy powtórzyć eksperyment dla pewności, że to oni wywołali to zjawisko?

Muszę przyznać, że książka jest trochę krótka na miarę swojego potencjału. W serialu mieliśmy kupę bohaterów, a tu poznaliśmy paru i jakoś tak przydałoby się pociągnąć kilka wątków i coś tam jeszcze wprowadzić dla dopełnienia obrazu. Bardziej autor jakby czasem skupiał się na wyjaśnieniu jak mogło dość z naukowego punktu widzenia, choć trzeba przyznać, że wątpliwości co do tego jak mają się zachować bohaterowie wobec swoich wizji zostały świetnie oddane i można było zrozumieć wątpliwości jakie mają co do swojego obecnego życia i najważniejsze czy uda im się jakoś zmienić przyszłość.

Sawyer pisze bardzo ciekawe i przyswajalnie. Jego teksty nie są zawiłe i każdy laik będzie mógł wciągnąć się w przedstawioną tu fabułę, co z pewnością jest plusem. Jedynym minusem może być tu zakończenie, które średni przypadło mi do gustu, ale o gustach się nie dyskutuje, a książki się czyta. Zaprawdę powiadam Wam, warto zapoznać się z Sawyerem, ja planuję więcej jego książek.

Wydawnictwo Solaris
Futurospekcja, Robert J. Sawyer
s. 400, 2011 rok wydania
Ocena: 4+/5
O książce na goodreads

Z hazardem trzeba uważać [Janek Herbu Pół Krowy – Michał Krupa]

Ostatnio tak jakoś mniejszy ruch mniejszy, a to przez małe zawirowania i między innymi ruchem urlopowym. A jak ruch urlopowy to pojawia się u mnie często lektura lekka. I o niej dziś napiszę, bo bawiłem się bardzo więc polecić można.

Jest wiek XII i czasy Władka Łokietka. Janek w kości ograł jakiegoś rycerza i teraz paraduje udając takowego. Wymyślony herb Pół Krowy ma my przysporzyć przygód. Marzy mu się ratowanie księżniczek uwięzionych w wieżach. Sama jego tożsamość jest dla innych zagadką.

– Janek. Jaki Janek? Wyglądasz na coś w rodzaju rycerza, ale albo ubiegłego, albo przebranego, albo nieznającego obecnych trendów ubioru.

– Herb „Pół krowy”? Nie słyszałem o takim rodzie. A którą to część krowy nosisz w swoim herbie?
– Co proszę? – Janka zaskoczyło to pytanie.
– Masz w herbie tył krowy z wymionami, dupą i ogonem czy przód z ryjem, karkiem i rogami?

Podczas swej podróży trafia na Bolesława Zawistnego, który włada lokalnymi ziemiami. Po pewnych zawirowaniach i kilku hazardowych wpadkach Bolesława, podczas których najpierw przegrywa z Jankiem, a później dotkliwą porażkę może odkupić tylko i wyłącznie znajdując smocze jajo. Do tego zadania Zawistny wyznacza Janka i swojego giermka Lucka. I tak ten duet rusza na poszukiwania. Po drodze do pomocy trafi im się jeszcze czarodziej z defektem, ale razem będą stanowić specyficzną grupę, która ma dwa tygodnie na wykonanie zadania. Po tym czasie inkwizycja zajmie się włościami Bolesława.

Jest to pierwsze spotkanie z prozą Michał Krupy i z pewnością nie ostatnie. Wprawdzie mamy do czynienia z wiekiem XII, ale rozmowy odbywają się w iście współczesnym języku, co w zasadzie mi nie przeszkadza, bo przecież to komedia i to dość luźna więc klimatów mrocznego Średniowiecza nie poczujecie. Co tu dużo pisać, jest dużo czarnego humoru i pewnego absurdu, a ponieważ mi się bardzo podoba seria Autostopem przez galaktykę, to tutaj nie może być inaczej. Do tego dostajemy dużo ironii, a komizm postaci prowadzi trochę do ich przerysowania, ale tak jak pisze lektura urlopowa to jest dla mnie więc jak najbardziej pasuje w sam raz.

Jest to z pewnością książka na jeden wieczór. Przeczytać, pośmiać się i odłożyć.

Wydawnictwo Psychoskok
Janek Herbu Pół Krowy, Michał Krupa
s. 178, 2015 rok wydania
Ocena: 4/5
O książce na goodreads

[Arena 13 – Joseph Delaney]

Delaney znany z serii Kroniki Wardstone wziął się za serię wpisującą się w nurt YA, którą można by postawić obok wszystkich Niezgodnych i innych Igrzysk śmierci. Choć wspomnianych dwóch serii nie dane mi było doczytać do końca, to i tak jestem zdania, że od czasu do czasu dobrzej sięgnąć po takie książki. Zawsze warto wiedzieć co w trawie piszczy, a poza tym niedługo dzieci dorosną, to będą sięgać po takie rzeczy więc dobrze by było znać, by ewentualnie mieć swoje zdanie i w ogóle orientować się czy to jest odpowiednie dla człowieka w konkretnym wieku. No cóż trochę się przed sobą usprawiedliwiam z tej lektury, ale z Kronik Wardstone przeczytałem pierwszy tom i dobrze się go czytało i tutaj też tak jest.

Przede wszystkim jest pomysł na ciekawą fabułę. Główny bohater to Leif, który stracił matkę, stracił ojca, rodzeństwo też stracił, bo przecież gdyby rodzice żyli to mógłby je mieć! hehe W każdym razie matką zawładną Hob, legendarny stwór, ktoś mówi, że dżin, a tak na prawdę krwiopijca o wielu wcieleniach i wielkiej mocy pozwalającej zawładnąć umysłem, a że kobieta to słaba płeć to najczęściej na nimi panuje. Matka ginie, ojca spotka podobny los, ale o tym wyczytacie w dalszej części książki co i jak z nim było. W każdym razie celem Leifa jest szkolenie i dostanie się na arenę wojowników, sławną Arenę 13. Szkolenie potrzebne jest, bo walczy się z pomocą laków, które można programować, a żeby to umieć trzeba się nauczyć, a poza tym dobry lak sporo kosztuje, wtedy można wytrenować schematy pomagające w walce na arenie. Nasz bohater ogólnie nie jest w ciemię bity i też do tej pory był niezłym kijarzem (takim kimś walczącym na kije) to też udaje mu się trafić na szkolenie, ale czy uda mu się tam utrzymać? Wszak w takiej szkole są pewne zasady za których złamanie można dostać kopa i wylądować na bruku. Wszystko oczywiście to kwestia ceny, a cóż Leif jest biedniejszy niż żebrak. Nie ma lekko, ale przecież tak ma być. Aaaaa właśnie, Leif chce sie wyszkolić bo na Arenie można walczyć z Hobem, wiadomo że chodzi w tym przypadku o zemstę. Tylko jego zabić nie jest tak prosto. Raz nie wystarczy. Dwa też…

Tak jak w Kronikach, tak i tu mamy pare ciekawych stworów, bo są wspomniane Laki, są Chwosty (pomagający Hobowi), do tego Prymitywy, Ulmy czy różne takie wymysły tworzące dość ciekawy klimat, co właśnie w połączeniu z elementami takiego wyuczenia jak w przypadku laków jest ciekawym zabiegiem i nie nudzi. Poza tym trzeba przyznać, że bohaterowie są dobrze zarysowani i do niektórych można zapałać sympatią, a do innych wprost przeciwnie.

Z pewnością sam system walk, to jest czymś co sprawi, że wrócę do tej serii, bo skojarzyło mi się i z koloseum i jakimiś spartakusami czy gladiatorami, a to zawsze dobrze odświeżyć. Poza tym ciekawią mnie motywy pewnego ogrodzonego i odizolowanego świata i mam nadzieję, że nie skończy się tak jak w Wayward Pines, a coś tu autor ciekawego wymyśli, bo przygoda Leifa dopiero się zaczyna i trzeba przyznać, że miło było spędzić czas w tym świecie. Polecam!

Wydawnictwo Jaguar
Arena 13, Joseph Delaney
s. 304, 2016 rok wydania (org. 2015)
Ocena: 4/5
O książce na goodreads

Lipowo [Motylek – Katarzyna Puzyńska]

Katarzyna Puzyńska już za miesiąc wyda szóstą część serii z Lipowem w roli głównej, a widziałem już nawet gdzieś okładkę siódmej więc dlaczego by nie zapoznać się z tą miejscowością. Kryminalne historie na zadupiu są bardzo ciekawe i wciągające, a stosunkowo małe społeczności w których każdy wie coś o innych jest środowiskiem dość zamkniętym. Tym razem jest podobnie, choć zdaje się, że Lipowo jest szeroko otwarte dla przyjezdnych.

Tak też poznajemy Weronikę, która sprowadza się z W-wy i próbuje sobie poukładać życie po rozwodzie. Poznaje mieszkańców i mamy tu dość barwną ich paletę. Są Ci bogaci i Ci mniej zamożni, Ci coś się kochają i próbują zaistnieć wystawiając tyłek, ale i też tacy co dostają po twarzy od współmałżonków. No i oczywiście jest trup. Na poboczu znaleziona zakonnica wydaje się być ofiarą wypadku, którego sprawca zbiegło. Oczywiście szybko się okazuje, że nie do końca tak było, a potracenie może i było, ale nie jedno. Dobra. Spoilerować nie będę, bo warto odkryć wszystko samemu i podedukować, bo intryga początkowo wydaje się schematyczna, ale z czasem gdy poznajemy potencjalnych sprawców wszystko gęstnieje, a autorka tym sosem umiejętnie miesza.

Zdecydowanie warto wpaść do Lipowa i poznać tę społeczność, bo jest ona bardzo klimatyczna. Coś mi momentami przypomina z Wisiołów Kulpy, ale tam było bardziej mrocznie chyba. W każdym razie intryga jest bardzo dobrze skonstruowana, a rozwiązanie zagadki ciekawe, choć stopniowo pod koniec wszystko układa się w całość i jedyną zagadką pozostają personalia mordercy.

Na koniec jeszcze raz polecam!

Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Motylek, Katarzyna Puzyńska
s. 400, 2012 rok wydania (org. 1995)
Ocena: 4+/5
O książce na goodreads